Urodziłem się, ale... —
Urodziłem się, ale... było dla mnie ciekawą przygodą z kinem japońskim. Sądzę, że film ten dobrze wprowadza widza w międzywojenną obyczajowość Kraju Kwitnącej Wiśni.
przeczytaj recenzję
Ludzie w hotelu —
Efektem jest hollywoodzki klasyk w najlepszym wydaniu. Zdecydowanie warto obejrzeć, choćby jako namiastkę klimatu lat trzydziestych.
przeczytaj recenzję
Człowiek, którego zabiłem —
Przerwana kołysanka to nietypowy element filmografii Lubitscha. Obraz ten udowadnia, że reżyser znany z poczucia humoru potrafił także opowiadać historie dramatyczne.
przeczytaj recenzję
Mumia —
Z powyższych powodów Mumia jest filmem, który mimo dużego potencjału nie satysfakcjonuje. Dobrze, że chociaż Boris Karloff nie położył głównej roli.
przeczytaj recenzję
Cimarron —
„Cimarron” był daniem ciężkostrawnym i raczej odradzam jego konsumpcję. Jest w latach trzydziestych sporo lepszych filmów.
przeczytaj recenzję
Ostatnie wydanie —
„Ostatnie wydanie” jest emocjonującym filmem poruszającym ważny temat. Wciągający, całkiem dobrze zagrany, to kolejny ukryty klejnot z nieco już zapomnianych czasów.
przeczytaj recenzję
Niech żyje wolność —
„Niech żyje wolność” to ważny krok w rozwoju kinowego musicalu i ciekawy głos w debacie społecznej. Niekoniecznie trzeba się zgadzać z przedstawioną w filmie koncepcją wolności.
przeczytaj recenzję
Nocna pielęgniarka —
„Nocna pielęgniarka” jest filmem ciekawym i pobudzającym do myślenia. Chropowatość scenariusza jest pewną wadą, ale nie jest na tyle źle, żebym po seansie czuł jakiś niedosyt.
przeczytaj recenzję
X-27 —
X-27 jest filmem niezwykle przyjemnym w odbiorze i atrakcyjnym wizualnie. Łatwo jest przymknąć oko na pewne niedociągnięcia scenariusza, kiedy służą opowiedzeniu tak wciągającej historii.
przeczytaj recenzję