Niezły pilot – Oczywiście serial ABC to zerżnięcie z francuskiego "Les revenants". Ale to nie ta sama półka, gdyż Francuzi bardziej mistycznie opowiadają tę historię niż Amerykanie. Mimo to pilot "Resurrection" jest całkiem niezły. Ciekawe, czy teraz A&E nie rozmyśli się z kręceniem pełnego sezonu remake’a "Les revenants"
Bardzo dobry pilot – Alfonso Cuarón wszystko dobrze wyważył: tajemnicę, humor, tragedię, sceny akcji. Dla każdego coś miłego, więc serial ma szansę na sukces. Zapowiada się znacznie lepiej niż inna produkcja tego typu, "Touch". Jedyne ryzyko jest takie, że stajnia J.J. Abramsa znowu zbyt bardzo skupi się na proceduralnych wątkach, kompletnie pomijając ten główny. Dopiero po kilku następnych odcinkach będzie można ocenić wartość tego serialu, ale ucieczka jednego z pomysłodawców serialu oraz problemy ze znalezieniem showrunnera nie nastrajają optymizmem. Czas pokaże.
Haha, nie oglądałem gali, ale jeśli faktycznie śpiewali 100 lat 99-letniej kobiecie, to pojechali po bandzie :D
W końcu – Dziewiąty odcinek i w końcu twórcy zaserwowali dynamiczny odcinek, do jakiego przyzwyczaili nas w pierwszym sezonie. Sekwencja z Jobem świetna. Zważywszy że sezon dobiega końca, to można zacząć podsumowania, które wypadają blado dla "Banshee". Serial utracił swoją dynamiczność. Akcja zatrzymała się w czasie, przez co jesteśmy w tym samym miejscu, gdzie rok temu, czyli bohaterowie znowu idą na polowanie Rabbita.
Wątki melodramatyczne i rodzinne też niewiele mają do zaoferowania. Romans Hooda i Siobhan, który od początku pozbawiony jest jakiejś krzty namiętności, zgodnie z przewidywaniami szybko się skończy (skończył?). Gordon pił, przestał. Carrie wróciła, ale też nie do końca. Kai robi biznesy z Indianami, ale też nie do końca. Brock co jakiś czas nabiera podejrzeń do Hooda, by zaraz o nich zapomnieć, dopóki nowe tajemnice nie wyjdą na wierzch.
"Banshee" niestety stało się odgrzewanym kotletem. Przykro to pisać o rewelacji zeszłego roku, ale taka jest prawda. Mam nadzieję, że zabiją Rabbita, bo bez sensu jest rozciągać ten wątek w nieskończoność, bo i tak zbyt długo trwa.
Dlaczego mi to taką taniochą zalatuje?
> MarcinTychy o 2014-03-06 18:00 napisał:
> Napisałem tylko komentarz ,a nie oceniałem .
Przecież masz w profilu "Kamienie…" ocenione na 1, więc nie oszukuj :p
Na niedzielny obiad – Jest to typowa komedia, w jakich występuje Vince Vaughn. Jednak ani nie rozbawi do rozpuku, ani szczerze nie wzruszy. Taka pozycja do łyknięcia razem z niedzielnym obiadem.
Dużo polskich akcentów, a na dodatek z obsady najlepiej wypadł nasz rodak, Andrzej Blumenfeld.
Czuć klimat świąteczny z tego zwiastuna, więc ma szansę trochę zarobić w Boże Narodzenie. Nie lubię musicali, ale zobaczę, żeby sprawdzić się rozwija Quvenzhané Wallis.
Tłumaczenie z angielskiego też jest okej ;)
Hmm – Powinni dawać Oscary w kategorii najlepszy tytuł filmu. Przecież ciekawość aż nakazuje obejrzeć ten kicz :D
Proszę czekać…