Kolejny aktor, którego w moim obecnym przeglądzie filmografii, dodaję do ulubionych. Jak już kiedyś napisałem, twardziel i twarzowiec. Może nie jest jakąś charyzmą aktorską, ale lubię faceta. I co najważniejsze sprawdza się w swoich rolach.
Cóż, ten gość nie potrzebuje charakteryzacji twarzy. :-) Lubię go bardzo! Może nie wszystkie role były okej, a może produkcje słabe i tyle, ale i tak go lubię. Nie wyobrażam sobie nikogo innego w roli Hellboya!!!
O Gibsonie się nie będę rozpisywał, bo wiadomo… Natomiast bardzo dobrze zaistniał w tym filmie jeszcze trochę raczkujący w filmie Heath Ledger, którego uwielbiam. Bardzo dobra rola!
@dawidek98 Z tym patosem to niestety Amerykanie mają jak dla mnie problem w swoich filmach, ale może to jest tak, że my patrzymy na to przez inny pryzmat. To są ich historie i w zasadzie nie ma się co dziwić. U na w naszych martyrologicznych filmach też jest wiele patosu, bo te tematy są dla nas ważne. Dlaczego o tym piszę? Wczoraj obejrzałem Przełęcz ocalonych Gibsona i się spodobał mimo pewnego koloryzowania. Otóż ja kiedyś mocno marudziłem na te właśnie amerykańskie filmy. Muszę koniecznie to wszystko odświeżyć i zmienić mój sposób spojrzenia. :) Człowiek uczy się całe życie :)
Mel Gibson jest nie typowym reżyserem. Bierze się za trudne produkcje, ale dopina swego. Tak w ogóle zauważyłem, że wiele brutalności w jego filmach jest. Może to taki chwyt. :)
Ja dziękuję uprzejmie. Wystarczy mi Pasja, którą ledwo obejrzałem. I niech nikt sobie nie myśli, że psioczę na te produkcje! Po prostu są dla mnie za ciężkie. Jak obejrzałem sobie Pasję, to powiedziałem, że już nie wrócę, ale cenię oczywiście. I to wysoko!
Niesamowity aktor, ale się okazuje, że również jako reżyser. Trochę mi tu przypomina Clinta. Nie boi się brać za tematy trudne, ciężkie do zrealizowania, za chałowe rzeczy się nie bierze i chwała mu za to!
@dawidek98 całkowita racja przyjacielu. Ja sobie wczoraj to właśnie uświadomiłem, oglądając Przełęcz ocalonych. Nie boi się wyzwań jako reżyser i to jest ważne. Próbuje opisać trudne historie.
No pewnie, że miejscami przekoloryzowany, ale Amerykanie tak zawsze mieli i mają. Dlatego się mówi, że to kino hollywoodzkie, a nie europejskie, czy koreańskie czy japońskie. Dla mnie film bardzo dobry, który potwierdza wielkość reżyserską Mela Gibsona.
Dobry film, ze znakomitym początkiem Heatha Ledgera w kinie, no może nie początkiem, ale z tym znaczącym początkiem. Filmik ogląda się bardzo dobrze.
Proszę czekać…