@dawidek98
Dokładnie.
To jest smutny film, zależy jak popatrzeć.
Ten film to tacy koreańscy "Ludzie honoru". Gra aktorska, plenery, scenografia, scenariusz i montaż – szkoda, że za żadną z tych rzeczy nie nominowano tego filmu do Oscara, nawet za najlepszy nieanglojęzyczny film 2000 roku. Sam bardzo późno odkryłem ten film, ale nie żałuję, że go obejrzałem. Lee Yeong-ae, Lee Byung-hun i Song Kang-ho zagrali wyśmienicie. Trzeba oddać Korei Południowej, że mają parę fajnych filmów w swoim kraju. Fakt, że w jednej scenie propagandowej mamy widok na obrazy dyktatorów z Północy: Kim Ir Sena oraz Kim Dzong Ila, to i tak nie jest to wcale nachalne i nie psuje przyjemności, frajdy z oglądania dzieła sztuki Park Chang-wooka. Wyśmienite kino antywojenne, które w Polsce kojarzy tylko garstka ludzi. 8/10
Michael Douglas to dla mnie amerykański Anthony Hopkins – nawet w tym filmie jest do niego nieco podobny. A w "Upadku", "Grze", "Śpiączce" i "Fatalnych zauroczeniach" też bardzo dobrze gra. Takich aktorów na medal już coraz mniej w Hollywood i na świecie.
Tylko Daryl Hannah psuje całość – nawet urodę ma jak dla mnie taką sobie.
I tak Ci ludzie mieli w sobie większą moralność aniżeli bohaterowie "Wilka z Wall Street" Martina Scorsese. Bud Fox (Charlie Sheen) zrozumiał doskonale, że przegrał wszystko i musi zaczynać od nowa. Końcówka naprawdę zmusza do myślenia.
Bardzo dobry film, który zasłużenie przeszedł do klasyki kina.
Dla mnie życiówką Charliego Sheena jest druga część "Hot Shots", kiedy to spotyka się na rzece ze swoim ojcem, Martinem i mówią do siebie nawzajem: "Byłeś świetny w Wall Street!".
I tak Charlie Sheen lepiej zagrał od tej całej Daryl Hannah – widać było, że się męczyła wypowiadając niektóre kwestie. Niezbyt imponująca kreacja.
Ja bardzo lubię Michaela Douglasa – obejrzyj sobie "Upadek" Joela Schumachera, a stwierdzisz że tam zagrał genialnie. I nie pisz, że jest inaczej.
Proszę czekać…