@dawidek98
Wątek tabletu "Lilypad" jest bliźniaczo podobny do tego z pierwszej części, kiedy to Andy dostaje Buzza Astrala na urodziny. Bardzo podobał mi się wątek gwiezdnej bazy Buzzów Astralów, którzy ruszają na pomoc w odszukaniu Jessie i Mustanga uwięzionych przez Blaze, nastolatkę kolekcjonującą konie i kucyki. Pomysłowo została też zrobiona scena, kiedy to Bonnie i Blaze bawią się w ślub kościelny Buzza Astrala i Jessie. Bo Chudy dołączył do pastereczki Bou na sąsiednie podwórko i nie zamierza do niej wracać w poprzedniej części. Dobrze, że ani razu nie padło słowo "wewnętrzny" w określeniu do swoich przycisków. Natomiast to, co mi się nie podobało: brak piosenki "Ty druha we mnie masz", tekstu Buzza Astrala: "Na koniec świata i jeszcze dalej!" i ani razu w tej odsłonie "Toy Story" nie zostaje wspomniane o Andy’m. Szkoda, że tych rzeczy nie było, ale i tak ocena wysoka – 7/10.
Mnie też poza tymi trzema panami w obsadzie film rozczarował. Na niektórych scenach bardzo się nudziłem.
Dobre kino, ale pierwowzór z Yvesem Montandem jest zdecydowanie najlepszą wersją "Ceny strachu". Za to muszę pochwalić fenomenalną muzykę zespołu Tangerine Dream, która idealnie komponuje się to, z czym się zmierzamy na ekranie. Ale Roy Scheider, Bruno Cremer i Francisco Rabal wypadli bardzo dobrze na ekranie i dorównali aktorom z wersji nakręconej w 1953 roku. Bardzo podobała mi się scena na moście, bo jak tarza się w błocie (bajorku) już nie jest tak emocjonująca i zapadająca w pamięć, jak poprzednia. William Friedkin miał lepsze obrazy w swoim dorobku – jak chociażby "Francuski łącznik" i "Egzorcysta". Ale i "Cena strachu" jest niczego sobie. Nie żałuję, że obejrzałem obie wersje, przynajmniej mogłem sobie porównać. Początkowy przerzut na miasta Vera Cruz, Jerozolima i Paryż – również ode mnie wielki plus dla reżysera. Mocne i solidne 7/10!
Bardzo dobre kino z niezapomnianymi rolami Yvesa Montanda, Charlesa Vanela i Folco Lulliego. Niesamowicie trzyma w napięciu, scena wybuchającej ciężarówki z nitrogliceryną, do której przyłożona została laska dynamitu zawierająca trotyl została później parodiowana i powielana w wielu filmach przygodowych i westernach. A jak na końcu wszyscy tańczą do "Nad pięknym modrym Dunajem" Johanna Straussa i kierowca ciężarówki po prostu ginie, to już prawdziwa szkoła przetrwania. Bardzo mądre przesłanie zawiera ten film, że czegoś trzeba się bać i lęk oraz bojaźń są naszymi prawdziwymi przyjaciółmi, jeżeli chodzi o emocje przez całe życie. Fajnie mi się oglądało to francusko-włoskie kino drogi, a jak Mario przedzierał się przez błoto to z ekranu wylewała się autentyczność i walka o dożycie następnego dnia. Kino, które doskonale angażuje wszystkie nasze zmysły. 8/10
Bardzo dobre kino ze stajni Wolfganga Petersena, chyba najlepszy jego film. John Malkovich, Clint Eastwood i Rene Russo stworzyli niezapomniane aktorskie trio. Widowiskowe sceny obrony wieżowca w windzie i puszczenie czarnego charakteru – Mitcha Leary’ego granego przez pierwszego wymienionego przeze mnie aktora na śmierć okazało się prawdziwym strzałem w dziesiątkę! Muzyka Ennio Morricone z początku wydawała mi się cholernie znajoma (serial "Ośmiornica" się kłania!). Szef amerykańskich służb specjalnych, Frank Horrigan grany przez Clinta Eastwooda też jest niesamowicie charyzmatyczną postacią, która stąpa twardo po ziemi i próbuje jak najszybciej wyjaśnić zabójstwo Johna Fitzgeralda Kennedy’ego. Jedyne, co mi się nie podobało to to, jak Frank Horrigan idzie z Lilly Raines na schody budynku znajdujące się na przeciwko waszyngtońskiego Kapitolu i ta zaczyna się do niego tulić. Przesłodzone aż do porzygania outro. Tfu! Tak to naprawdę jestem zadowolony z seansu i nie żałuję tych spędzonych godzin przed ekranem monitora. 8/10