Dawid Burdelak

@dawidek98

Aktywność

Władcy ognia (2002)

Zdjęcia fajne, ale film raczej przeciętny. Nasza Izabella Scorupco nawet nieźle daje sobie radę.

O-bi, O-ba. Koniec cywilizacji (1984)

Niestety "wykonawstwo" Szulkina, jak zwykle jest ordynarnie tragiczne! Aczkolwiek w tym filmie można się doszukać odniesień do PRL’owskiej rzeczywistości, istoty człowieczeństwa, wiary oraz śmierci – ale nie tylko. Pod tym względem film nie jest zły (mam na myśli główną kanwę filmu). Podobał mi się wątek z chłodnią – lodówką, która według szalonego pomysłu miała posłużyć jako schronienie, gdy zawali się kopuła. Pomysł z zamrożeniem kobiet (niczym mięsa w zamrażalniku) na czas oczekiwania na ratunek i przybycie arki – też było niezłe. Męczą niestety infantylne dialogi, a w pewnych momentach nawet gra aktorska – przykład: "przerażenie" Stuhra (Soft), gdy widzi jak jego partnerka spada z liny… O bójce z Niemczykiem (Zadbany) już nie wspomnę. 4/10

Agent nr 1 (1971)

Karol Strasburger w swojej pierwszej głównej roli się sprawdził na medal. Piotr Fronczewski w podwójnej kreacji: więźnia Belińskiego i "Charliego", oficera brytyjskiego w klasztorze też wypadł pierwszoligowo. To się nazywa niesamowity traf: przed 25 rokiem życia zostać polskim aktorem z najwyższej półki. Ale na swoje opus magnum Zbigniew Kuźmiński musiał jeszcze poczekać piętnaście lat (dla niewtajemniczonych, chodzi o serial "Nad Niemnem"). Bardzo mi się podobała scena, kiedy to główny bohater wysadził kompleks pojazdów na tle greckiego Akropolu i Morza Śródziemnego i uciekał ile sił w nogach, doznając poparzeń trzeciego stopnia wskakując do wody. Polskich filmów, które zostały nakręcone w Atenach – stolicy Grecji można policzyć na palcach jednej ręki. I za to leci dodatkowy plus: 7/10.

Oppenheimer (2023)

Ja też. A jeśli chodzi o filmografię Christophera Nolana, to ja zawsze 1000 razy bardziej będę polecał każdemu "Memento". Bo to naprawdę rewelacyjny film, który trzyma w napięciu, a nie takie nudy jak "Oppenheimer".

Oppenheimer (2023)

Dla mnie Robert Downey Jr. akurat wypadł najjaśniej z całej obsady "Oppenheimera". Natomiast co do reszty, pełna zgoda – mnie też nie powalił na kolana. W zasadzie z życiorysu ojca bomby jądrowej zamiast wymagającej wysiłku intelektualnego rozrywki uczyniono opowieść płytką, miałką i banalną jednocześnie.

Oppenheimer (2023)

Świetny Robert Downey Jr. Jednakże, pod względem nagłych przeskoków i ciągłych zmian wątków, nie pozwalał mi się cieszyć pełnią scenariusza. Techniczna realizacja tych "cięć" i "wrzutek" była momentami aż nadto frustrująca. Do "Memento" dużo chętniej będę wracał, bo to moim zdaniem opus magnum Christophera Nolana.

Zwykli ludzie (1980)

Nawet, gdyby człowiek był z pozoru najszczęśliwszym człowiekiem na świecie, to i tak wszystko co kocha pewnego dnia go opuści – i o tym opowiada właśnie film Roberta Redforda "Zwyczajni ludzie". Bardzo mi się podobała gra aktorska Donalda Sutherlanda i Timothy’ego Huttona, którzy to grają ojca Calvina i syna Conrada idealnie proporcjonowanych. Na rodzinę spada coraz więcej nieszczęść, ale obaj próbują się z tym uporać i żyć dalej. Podobały mi się sceny na pływalni, jak jeden z bohaterów gra w golfa i końcowa, jak Calvin tłumaczy Conradowi, że mama wyjechała do Houston podczas gdy w rzeczywistości popełniła samobójstwo tnąc sobie żyły. Smutne, ale prawdziwe kino godne polecenia wielbicielom oscarowych produkcji, które kiedyś miały w sobie znacznie większą wartość, aniżeli w dzisiejszych czasach. 8/10

Ronin (1998)

Robert De Niro i Jean Reno stworzyli rewelacyjną parę najemników, którymi można śmiało nazwać europejskimi Vincent Vega i Jules Winnfield. Nawet pytanie końcowe niejako nawiązuje do arcydzieła Quentina Tarantino z 1994 roku, wtajemniczeni będą wiedzieli o co mi chodzi. Sean Bean o dziwo przeżywa jako Spence, dobrze gra. Natascha McElhone wypada aktorsko tak sobie, ale za to rekompensują trzy sceny, których to nigdy nie zapomnę: zwiedzanie rzymskiego Koloseum i podejrzenia jednego z turystów o łapówkarstwo, kultowy pościg samochodowy ulicami Paryża i jazda niewłaściwą drogą dla pojazdów, a także pokaz łyżwiarstwa figurowego kończący się tragedią łyżwiarki oraz zastrzelenia operatorów telewizyjnych przez co widzowie są zmuszeni opuścić halę widowiskową, aby tylko pozostać przy życiu. Gorąco polecam "Ronina", jeżeli jeszcze ktoś jakimś cudem nie widział. 8/10

Ronin (1998)

Dla mnie najlepszą sceną pościgową w historii kina jest ta z "Blues Brothers" Johna Landisa.

Ronin (1998)

W pełni podzielam Twoją opinię. Dla mnie też "Ronin" to fajny film, nawet bardzo.

Proszę czekać…