@dawidek98

Aktywność

Toy Story 5 (2026)

Wątek tabletu "Lilypad" jest bliźniaczo podobny do tego z pierwszej części, kiedy to Andy dostaje Buzza Astrala na urodziny. Bardzo podobał mi się wątek gwiezdnej bazy Buzzów Astralów, którzy ruszają na pomoc w odszukaniu Jessie i Mustanga uwięzionych przez Blaze, nastolatkę kolekcjonującą konie i kucyki. Pomysłowo została też zrobiona scena, kiedy to Bonnie i Blaze bawią się w ślub kościelny Buzza Astrala i Jessie. Bo Chudy dołączył do pastereczki Bou na sąsiednie podwórko i nie zamierza do niej wracać w poprzedniej części. Dobrze, że ani razu nie padło słowo "wewnętrzny" w określeniu do swoich przycisków. Natomiast to, co mi się nie podobało: brak piosenki "Ty druha we mnie masz", tekstu Buzza Astrala: "Na koniec świata i jeszcze dalej!" i ani razu w tej odsłonie "Toy Story" nie zostaje wspomniane o Andy’m. Szkoda, że tych rzeczy nie było, ale i tak ocena wysoka – 7/10.

Rozgrywka (2001)

Mnie też poza tymi trzema panami w obsadzie film rozczarował. Na niektórych scenach bardzo się nudziłem.

Rozgrywka (2001)

Ciekawa kreacja Nortona. W podwójnej roli (a jakże!) bardzo przekonujący.

To jest dialog z "Dzikiej bandy" Sama Peckinpaha tak naprawdę.

Cena strachu (1977)

Dobre kino, ale pierwowzór z Yvesem Montandem jest zdecydowanie najlepszą wersją "Ceny strachu". Za to muszę pochwalić fenomenalną muzykę zespołu Tangerine Dream, która idealnie komponuje się to, z czym się zmierzamy na ekranie. Ale Roy Scheider, Bruno Cremer i Francisco Rabal wypadli bardzo dobrze na ekranie i dorównali aktorom z wersji nakręconej w 1953 roku. Bardzo podobała mi się scena na moście, bo jak tarza się w błocie (bajorku) już nie jest tak emocjonująca i zapadająca w pamięć, jak poprzednia. William Friedkin miał lepsze obrazy w swoim dorobku – jak chociażby "Francuski łącznik" i "Egzorcysta". Ale i "Cena strachu" jest niczego sobie. Nie żałuję, że obejrzałem obie wersje, przynajmniej mogłem sobie porównać. Początkowy przerzut na miasta Vera Cruz, Jerozolima i Paryż – również ode mnie wielki plus dla reżysera. Mocne i solidne 7/10!

Cena strachu (1953)

Bardzo dobre kino z niezapomnianymi rolami Yvesa Montanda, Charlesa Vanela i Folco Lulliego. Niesamowicie trzyma w napięciu, scena wybuchającej ciężarówki z nitrogliceryną, do której przyłożona została laska dynamitu zawierająca trotyl została później parodiowana i powielana w wielu filmach przygodowych i westernach. A jak na końcu wszyscy tańczą do "Nad pięknym modrym Dunajem" Johanna Straussa i kierowca ciężarówki po prostu ginie, to już prawdziwa szkoła przetrwania. Bardzo mądre przesłanie zawiera ten film, że czegoś trzeba się bać i lęk oraz bojaźń są naszymi prawdziwymi przyjaciółmi, jeżeli chodzi o emocje przez całe życie. Fajnie mi się oglądało to francusko-włoskie kino drogi, a jak Mario przedzierał się przez błoto to z ekranu wylewała się autentyczność i walka o dożycie następnego dnia. Kino, które doskonale angażuje wszystkie nasze zmysły. 8/10

Dla mnie najsłabszy film Eastwooda to "Za wszelką cenę". Dobrze przeczytałeś!

To prawda, byłaby wyższa ocena gdyby nie ostatnia sielankowa do przesady scena.

Bardzo dobre kino ze stajni Wolfganga Petersena, chyba najlepszy jego film. John Malkovich, Clint Eastwood i Rene Russo stworzyli niezapomniane aktorskie trio. Widowiskowe sceny obrony wieżowca w windzie i puszczenie czarnego charakteru – Mitcha Leary’ego granego przez pierwszego wymienionego przeze mnie aktora na śmierć okazało się prawdziwym strzałem w dziesiątkę! Muzyka Ennio Morricone z początku wydawała mi się cholernie znajoma (serial "Ośmiornica" się kłania!). Szef amerykańskich służb specjalnych, Frank Horrigan grany przez Clinta Eastwooda też jest niesamowicie charyzmatyczną postacią, która stąpa twardo po ziemi i próbuje jak najszybciej wyjaśnić zabójstwo Johna Fitzgeralda Kennedy’ego. Jedyne, co mi się nie podobało to to, jak Frank Horrigan idzie z Lilly Raines na schody budynku znajdujące się na przeciwko waszyngtońskiego Kapitolu i ta zaczyna się do niego tulić. Przesłodzone aż do porzygania outro. Tfu! Tak to naprawdę jestem zadowolony z seansu i nie żałuję tych spędzonych godzin przed ekranem monitora. 8/10

Dla mnie "Pi" lepsze, jeżeli chodzi o reżysera Darrena Aronofsky’ego. Tamten film rzeczywiście mnie powalił na kolana.