A niech ma naciągane 6/10.
Trzyma w napięciu, do wyjaśnienia rozpaczy używa obrazów a nie słów a rodzicom można w pełni kibicować. Niestety "The Tortured" od momentu odbicia furgonetki popada w coraz większe stężenie głupot aż do bardzo zaskakującego ale naiwnego zakończenia.
SPOILERY
Mam niby uwierzyć, że rodzice nie zapamiętali twarzy i głosu swojego największego koszmaru, człowieka którego widzieli kilka razy na sali sądowej? Nie ma mowy, i nie zmienia tego parę ran na twarzy. Co innego gdyby wypadek zupełnie zmasakrował mu twarz ale jakoś scenarzysta o tym nie pomyślał. Nie wierzę też w to aby przez kilkaset metrów po absurdalnym odbiciu furgonetki Metcalfe nie zorientował się, że ma na pokładzie dwóch pasażerów.
7/10 – Ostatnie czego spodziewałem się po tym filmie to oryginalny scenariusz, jakże wielkie było moje zdziwienie gdy otrzymałem obraz z naprawdę zaskakującymi zwrotami akcji, do tego starający się odwracać schematy filmów o porwaniu, tym razem jednak z pełną powagą. Laugier żongluje niedopowiedzeniami i zręcznie podsuwa mylne tropy, szkoda tylko, że film jednak dość długo się rozkręca.
Marketingowcy zrobili wielką krzywdę "Tall Manowi", to nie horror a dramat obyczajowy, szkoda bo wielu widzów może się zawieść i wystawić niską ocenę. Rozwiązanie głównej fabularnej zagadki można zaakceptować lub odrzucić jako naciągane ale nie sposób odmówić temu filmowi mądrej i prostej konkluzji.
Film jest dokładnie taki jak gra Johna Cusacka- nierówny. Kultowy "chłopak z boomboxem" miejscami gra naprawdę solidnie a w innych momentach popada w dziwaczną manierę w stylu późnego Cage’a. Film traci oddech razem z nim i tylko czasami powoduje jakieś większe emocje. 5/10.
Lepszy niż cały 6 sezon.
Takie 6/10. "Forgetting Sarah Marshall" było czymś świeżym i błyskotliwym w ramach komedii romantycznej, tutaj wydaje mi się, że trio Segel-Stoller-Apatow wpadło w schematy z którymi sami walczyli.
Niby dalej wybija się to ponad przeciętność ale wychyla się już znacznie niżej. Scenariusz jest do bólu przewidywalny, przechodzi przez punkty A, B i C charakterystyczne dla komedii romantycznej posługując się równie sztampowymi postaciami bo oczywiście główny bohater ma "Rogena" za najlepszego kumpla, ona poznaje "tego drugiego" w pracy itp itd.
Parę tradycyjnych rozmów o penisach nie zmienia faktu, że nieco szkoda Segela, Blunt i Ifansa na takie filmy.
Już po wysłaniu posta przeczytałem Twoją wypowiedź i w sumie napisałeś już wcześniej wszystko to co ja :)
9/10 – Wyobrażam sobie taki dialog w 2032 roku:
Syn (poprawiając nerdowskie okulary): Tato a czemu Cabin In The Woods nie było wielkim przebojem kasowym i ma tak niską średnią na polskich portalach filmowych?
Tata: A bo Juniorze, wtedy ludzie tłumnie chodzili i dobrze oceniali serię Paranormal Activity!
(Syn w tym momencie turla się ze śmiechu)
Najlepszy, najbardziej świeży, pokręcony i błyskotliwy horror ostatnich lat, bez wątpienia w przyszłości będzie to dzieło kultowe, kochane lub odrzucane przez kolejnych widzów. Powiedzieć, że to udana żonglerka schematami gatunku to zbyt mało, ten film to udana żonglerka czterema włączonymi piłami mechanicznymi z zasłoniętymi oczami przy staniu na jednej nodze. Bardzo dawno nie widziałem czegoś takiego, filmu z takim dystansem do samego siebie, z taką odwagą, autoironią i po prostu jajami. Dodatkowo to przepiękny list miłosny do klasyki horroru z lat 80-tych, ile tu aluzji do "Martwego zła", "Hellraisera", "Piątku Trzynastego", "To" i wielu, wielu innych filmów.
Dlaczego nie piszę nic o fabule? Po pierwsze jest tak niesamowicie pokręcona, że przedstawienie jej na papierze może zniechęcić potencjalnych widzów a po drugie najlepiej zasiąść do seansu z całkowicie czystą głową. Powiem tylko, że z aktorów zdecydowanie najlepiej wypada Richard Jenkins a najlepsza część filmu to oprócz wielu świetnych scen ostatnie 30 minut.
Dobrze kojarzę, to ten horror słynny dzięki "Jak poznałem waszą matkę"?
Nie czuję się fajniejszy a masy zachwytów jakoś nie widać. A ja nie lubię podejścia "prawdziwy fan nigdy nie narzeka" bo wtedy mamy do czynienia nie z fanem a z fanatykiem. Tak samo jak nie lubię podejścia "nie wypada pisać źle o czymś czym wszyscy się zachwycają", wypada a czasami nawet trzeba.
Czepianie się to pytania w stylu "a czemu jak Batman skoczy z 10 metrów to nie połamie nóg?". U góry masz pytania które w większości dotyczą szkieletu fabuły i charakterów postaci.
Piszesz pewnie o końcowej bitwie, zauważ, że po wystrzelaniu pierwszego rzędu mogli tak samo wystrzelać każdy następny rząd policjantów ale nie, odłożyli karabiny i zaczęli bić się na pięści.
Proszę czekać…