Jeśli Batmana nie zagra Sami Wiecie Kto a fabuła będzie kolejnym originem to nie zamierzam odwiedzać kina.
Aj tam Depp, no chyba, że jednak nie jest lesbijką tylko jest biseksualna.
Tak jak było z Brosnanem, będą kręcić aż się Craig nie zestarzeje.
Strasznie wymuszony odcinek, w tych filmach jest mnóstwo głupot a mimo to większość z tych punktów wygląda na zwykłe czepialstwo lub niezagłębienie się w temat. Np scena z krzyczącą Lucy Lawless ze Spider-Mana 2 to typowy znak rozpoznawczy Sama Raimi- zbliżenie na gardło krzyczącej kobiety praktykowany już od czasu jego krótkometrażówki “Clockwork” z 1978 roku.
Statyści odwalają dziwaczne rzeczy w wielu filmach czego dowodem są np krążące po sieci screeny z dziwnymi minami statystów z Mrocznego Rycerza. Reżyser dostaje “aktorskie mięso” od agencji castingowej i musi coś z tym mięsem począć. Pociąg z dwójki jest napchany znajomymi Raimiego, np Danem Hicksem z Martwego zła 2 i Timothym Patrickiem Quilem z Armii Ciemności, to w większości aktorzy-naturszczycy.
Jeśli Dougowi przeszkadza nadmiar postaci to będzie zachwycony TASM Webba, tam postaci jak i fabuły starczy na krótkometrażówkę.
Nie rozumiem czepiania się CGI robionego w 2001 roku, wiadomo, że po 5 latach będzie słabe. Poza tym branża wyróżniła je wieloma nagrodami w tym nominacją do Oscara więc chyba było całkiem niezłe w tamtych czasach (choć pamiętam, że scena ze skakaniem po dachach już w 2002 roku była potwornie sztuczna). CGI w TASM to po prostu miazga, ale co z tego, za 5 lat pewnie też będzie przypominać kreskówkę.
NC czepia się komplikacji wątków miłosnych ale jeszcze nie wie, że w TASM jest jeszcze więcej wątku miłosnego. Tyle, że prostego jak drut.
Tłum jest zdolny do dziwniejszych rzeczy niż rzucanie kamieniami w łotra. Głupie jest natomiast to, że łotr ich nie wysadził tak jak biznesmenów we wcześniejszej części filmu. Znowu Walker nie wychwycił prawdziwej głupoty. A w TASM jest 1000 razy gorsza scena tego typu.
Reszta zarzutów trafna, ale odcinek jest bardzo rozczarowujący. Spider-Many Raimiego to niestety kopalnia głupot a NC tylko ślizga się po temacie. Żeby nie było to uwielbiam tego gościa, potrafię puścić sobie odcinek o The Room gdy mam chandrę ale tutaj rozczarował.
Ogólnie wyjaśnianie Prometeusza nie ma większego sensu bo i sam film jest tylko zlepkiem różnych nie trzymających się kupy pomysłów. Film Scotta jest jak sześcian u Nataliego, rozwiązanie jednej pułapki prowadzi jedynie do następnej.
SPOILERY
Co miała oznaczać pierwsza scena?
Space Jockeye stworzyli życie na Ziemi z DNA swojego i czarnej mazi, prawdopodobnie w rytualny sposób zapładniali kolejne planety we wszechświecie. Po co? Nie pytaj :)
Dlaczego olbrzymy chcieli zabić ludzi?
Scenariusz olewa najważniejszy wątek ale w przypadku tego filmu nie jest to żadnym zaskoczeniem. Prawdopodobnie można snuć najprostsze wytłumaczenie- byli zawiedzeni poziomem tego co stworzyli. Ale dlaczego dopiero teraz? Może też chcieli zgładzić jedyną rasę która zaczęła doganiać ich pod względem technologii.
Czemu czarna maź na każdego działała inaczej?
Nie mam zielonego pojęcia i jest to po prostu głupie
-Co zabiło olbrzymów?
Jak wyżej, przecież od mazi powinni się rozpaść a ekipa nie spotkała żadnego ogromnego potwora
-Czy obcy na końcu to pierwsza forma tego z nostromo?
Na początku myślałem, że tak, stawiam stówę, że nawet scenarzysta tak myśli, ale lektura forów przypomniała mi, że skamieliny Space Jockeyów z pierwszego Aliena były monumentalnej wielkości.
Polecam rozejrzenie się po forach, Twoja ocena tego filmu na pewno spadnie.
> Redox o 2012-07-27 22:40 napisał:
> Obserwuję czasami twoje wypowiedzi na Stopklatce i pamiętam, że wspominałeś, że
> byłoby to wymarzone zakończenie :)
I rzeczywiście było takie jak sobie wymarzyłem :)
MEGA SPOILER
Zdecydowanie Levitt zostaje nowym Batmanem. W tamtym artykule jest napisane, że ta postać jest kombinacją trzech Robinów, wierzę choć bardziej myślałem o Azraelu ale nie jestem ekspertem od komiksów. Zresztą Azrael czyli następca Batmana to naprawdę Jean-Paul Valley, Jean to po angielsku John a John Blake naprawdę nazywał się John Robin. Nie sądzę aby to był przypadek :)
9/10 – Rises jest takim Powrotem Jedi trylogii Nolana. Tak jak film Marquanda starał się połączyć dwa obozy fanów powstałe po odmiennych Nowej Nadziei i Imperium Kontratakuje tak tutaj nowy Mroczny Rycerz bierze wszystko co najlepsze z TDK i Begins. To jest po prostu superprodukcja w której chyba wszystko zagrało i wszystko było na swoim miejscu, już tak nie zaskakuje jak TDK i Begins bo i zaskoczyć nie może, to taki sprawny best of na pożegnanie.
Bawiłem się świetnie nawet pomimo tego, że mega super hiper końcowy twist był zaspoilerowany przez zdjęcia paparazzich z planu jak i nierozważną wypowiedź jednej z aktorek (choć i tak jest dość przewidywalny), pomimo tego, że kilka miesięcy temu na Stopklatce sam wymyśliłem część zakończenia która się sprawdziła co znaczy, że jednak było przewidywalne. A także, w końcu pomimo tego, że pełny i prawdziwy opis zakończenia jakimś cudem krążył po Imdb już ok 10 lipca jako jedna z radosnych wariacji fanów to i tak oglądałem siedząc na krawędzi fotela.
To tyle na gorąco. Niewiele było zagrań opartych na bezkreśnie błyskotliwym planie głównego czarnego charakteru, choć z drugiej strony powrót do prostszej fabuły sprawił, że nie ma już może takich mocarnych scen jak ta z Rachel, Harveyem i bombą z poprzedniej części. Trudno, widocznie coś za coś.
Przepraszam za ewentualny bełkot, jeszcze nie ochłonąłem :)
Jakoś zniosę jej facjatę ale żeby tylko nie śpiewała na filmie… Już sobie wyobrażam piosenkę promującą w stylu "Honey be careful please, because Ma-ma-ma-Machete kills!".
Ale te przesunięcie jest właśnie przez dokrętki. Typowa amerykańska głupawka.
SPOILER
Mieli nie wpuszczać na statek właśnie tego mutującego chłopaka Shaw który dostał od Davida niezwykle subtelne "plum!" do swojej szklanki.
Proszę czekać…