RECENZJA: Split

M. Night Shyamalan powraca do łask widzów, udowadniając, że kino kameralne, nastawione na nielicznych bohaterów i zamknięte, momentami niemal w klaustrofobicznych pomieszczeniach, to środowisko, w którym najlepiej spełnia on swoje fantazje z pogranicza gatunku grozy i thrillera. Zeszłoroczna Wizyta pozwoliła odbiorcom wyprzeć z pamięci niechlubnego Ostatniego Władcę Wiatru, 1000 lat po Ziemi oraz Zdarzenie. Tym bardziej Split dowodzi rezurekcję reżysera. Najnowsza produkcja twórcy Szóstego zmysłu nie jest szczególnym osiągnięciem kinematograficznym, natomiast inteligentnie odnosi się do szowinistycznego kina exploitation lat ’70, równocześnie sugerującą cyniczny dialog z popularnymi widowiskami o superbohaterach. Ponad wszystko umiejętnie trzyma w trwożącym napięciu.

Trzy seksowne nastolatki uwięzione w piwnicy oraz posiadający wobec nich bliżej nieokreślone zamiary psychopata – brzmi jak fabuła produkcji kina klasy C sprzed czterech dekad. Shyamalan nie kryje swoich inspiracji, igrając z cielesnością bohaterek. Jednak nie czyni tego na tyle nachalnie, by kogokolwiek zgorszyć – przeciwnie, groza Splita wynika z nieprzewidywalności Kevina (James McAvoy), cierpiącego na zaburzenia osobowości (w jego umyśle znajdują się aż 23 osoby, m.in. kobieta Patricia, 9-latek Hedwig, pedant Dennis oraz homoseksualista Barry). Podobnie, jak w poprzednim filmie, reżyser przeplata ze sobą kino grozy i mroczną komedię – McAvoy przeraża swoją bezwzględnością, by kilka scen później rozbawić kreacją dziecka wpisanego w ciało dorosłego mężczyzny. Shyamalan trzyma rękę na pulsie z dużą zdolnością wywołując w widzu zaplanowane emocje – od rozbawienia, poprzez konsternację, na przerażeniu skończywszy.

Shyamalan po raz kolejny bierze na warsztat historię człowieka obdarzonego nadnaturalnymi zdolnościami, rozważając, czy choroba psychiczna stanowi następny szczebel w rozwoju ludzkości. Wcześniej podobny motyw nadczłowieka zastosował w Niezniszczalnym, do którego jawnie nawiązuje na przestrzeni całej produkcji (film z udziałem Willisa stanowi genezę superbohatera – Split ukazuje narodziny superłotra). Z drugiej strony reżyser, zestawiając ze sobą dwie postacie zmagające się z demonami przeszłości, ucieka od gloryfikacji zaburzeń umysłowych – bój toczą ze sobą Kevin opętany przez minione zdarzenia oraz jego ofiara, Casey (Anya Taylor-Joy), której dysfunkcyjne wspomnienia dają moc do działania. Ikoniczny motyw zamiany ról łowcy i zwierzyny nie wybrzmiewa jednak w klasyczny sposób. Dzieje się tak za sprawą upodobania twórcy do gwałtownych zwrotów akcji. Niestety, finalna sekwencja psuje cały wydźwięk filmu, nie satysfakcjonując widzów rozwiązaniem nakreślonej intrygi.

Choć konstrukcję Splita można śmiało porównać do zeszłorocznego Cloverfield Lane 10 (zamknięta, klaustrofobiczna zabudowa, niejednoznaczny antagonista oraz tajemnica związana z konkretnym ulokowaniem całej przestrzeni świata przedstawionego) to Shyamalan stosuje własne chwyty na zbudowanie dusznej, gęstej atmosfery. Mocne zbliżenia na twarz oraz przewlekła cisza w nawet najbardziej niewygodnych momentach podkreślają psychologiczną zależność formy od treści, a klasyczne jumpscary nie drażnią swoją naiwnością – przeciwnie, faktycznie działają za sprawą zupełnego braku przewidywalności. Ponad to Split stanowi również istną szarżę aktorską Jamesa McAvoya – odtwórca psychopatycznego Kevina umiejętnie żongluje licznymi wcieleniami, mimo znacznych kontrastów charakterologicznych pozostawiając wspólny trzon każdej postaci z jej głównym uosobieniem (ciałem Kevina). Czyżbyśmy doczekali się następcy Hannibala Lectera zinterpretowanego przez Anthony'ego Hopkinsa? Jeśli powstanie kolejna część Splita (a otwarte zakończenie wskazuje na to) McAvoy z pewnością sprosta zadaniu!

Na tle innych ekranowych „przerażaczy” systematycznie trafiających do polskich kin, Split wyróżnia się dystansem do ukazywanej historii. Nie sili się na patetyczne widowisko oparte na mroku, fekaliach i tanich upiorach – jest świadomy swojej kampowości, a przy tym błyskotliwy i odważny. Na takiego Shyamalana czekaliśmy od 2000 roku!

Moja ocena: 6/10


Kornel Nocoń
Filmoznawca. Fan kina niekonwencjonalnego, oderwanego od ogólnie obowiązujących schematów. Mimo to ogląda wszystko, co tylko wpadnie mu w ręce – począwszy od produkcji klasy B, skończywszy na nowofalowych naleciałościach każdego z europejskich krajów. Redaktor na FDB.pl. Założyciel i redaktor naczelny na portalu 35mm.pl.