Piszę, bo wszystko inne mniej lubię. Piszę w przerwach od fantazjowania o upiciu się z Billem Murrayem... albo odwrotnie.

Recenzja: Underdog 0

Jaki kraj, taki Rocky? Niestety, Underdog to kino wielu niecelnych ciosów i nawiązując do tematu filmu, przegrywa na punkty. Częściowo udaje mu się oddać emocje sportowe, ale wszystko inne jest pretekstowe i na poziomie serialowego melodramatu. Film ze sporymi ambicjami, niebezczelny, ale po prostu nieumiejący zaproponować czegoś wiarygodnego. Markuje emocje i nastroje.

Naszego głównego bohatera spotykamy podczas zwycięskiej walki o pas mistrzowski. Jednak długo się nim nie nacieszy i z powodu pewnych błędów, które popełni poznamy go jako przekręconego bohatera z trudną przyszłością oraz pełną bólu gorzkiej codzienności i wódki teraźniejszością. Co chwilę widzowi zostaje przypomniane, jak wielką postacią w świecie walk KSW był Borys "Kosa" Kosiński. W małej miejscowości, w której mieszka jest legendą. Nie mamy za dużo flashbecków z jego życia, ale możemy się domyślać, że ojciec, były bokser widział wielką przyszłość dla swojego syna. Do pewnego momentu. Teraz jego syn Borys nie trzyma się z dala od problemów, mimo że próbuje, ale na pewno z daleka od "klatki". Używa rąk do ciężkiej pracy, nie do boksowania. Jednak rzeczywistość i to co nastąpi sprowokuje go do jeszcze jednej walki, na szali której będzie coś więcej, niż tytuł mistrza i sława.

Niestety Underdog to film rozbitej składni i nieskuteczny. Problemów z nim jest mnóstwo. Jeżeli założymy optymistycznie, że powstał scenariusz, to jakakolwiek budowa dramaturgii świata poza klatką jest naprawdę infantylna, wielokrotnie nielogiczna i przede wszystkim straszliwie nieregularna. Niestety film też stawia na efekciarstwo, a jedyne szczere momenty warte zapamiętania, to treningi Kosy ze swoim starym trenerem, charakterystycznym, powracającym sprzed lat. Może już nie w tej samej formie, ale dalej celnie trafiający słowem. Widać, że twórca wtedy świetnie się bawi i dobrze to czuje. Nam też sprawia przyjemność. Inscenizacje treningów, przygotowywania Kosy do walki nie wyglądają, jak reklama jakiejś firmy sportowej, a są estetycznie nieubogie, wypełnione jakąś namiastką prawdy, ale i splecione z jakąś epizodyczną refleksją o walce. Ta w słowach niestety przekazana być nie potrafi. Zresztą szybko i tak porzuca ten pomysł polemizowania z prostym i schematycznym myśleniem o ludziach, którzy biją się zawodowo. Nie wysila się, by zmienić perspektywę, odtajnić trochę owe środowisko i świat. Brakuje elokwencji w tym języku filmowym. A prostota nie jest tutaj metodą, a wytrychem i wymówką na zastosowaną konwencję.

Całościowo filmowa witalność i energia zostaje zagadana absurdalnymi rozwiązaniami skakania z mikroświata głównego bohatera i jego wewnętrznej rozgrywki do kina akcji symulującego intrygę na wielką salę. Dodatkowo mamy sceny, tak widocznie podoklejane, kompletnie bezzasadne i niepotrzebne dla narracji filmu. Te dygresje tylko szkodzą.

Wiarygodności nie da się też zbudować w tym filmie z powodu wątłych relacji. Stworzone są one na pstryknięcie palcami. Dlatego ogromna garść uczuć głównego bohatera determinująca jego poczynania i kierująca nim kompletnie nas nie przekonuje. Tutaj tkwi źródło wszelkiego niedomagania tego filmu. Dodatkowo wszelkie wyzwania, niezależnie od żadnego fałszerstwa i doskonałości Eryka Lubosa oraz jego trenera Janusza Chabiora nie wybrzmiewają tak wiarygodnie poprzez ich wystylizowanie. To kino, które wie o czym chce opowiedzieć, ale nie ma finezji i konsekwencji.

Wszechobecna muzyka również wydaje się być tutaj kołem ratunkowym dla braku umiejętności referowania nastrojów. Jest ona nieustannie, wtrąca się i niemalże zamienia film chwilami w teledysk. Jak gdyby miała sobie poradzić z niezręczną ciszą wynikającą z dialogów, które z jednej strony nie są w wielu sytuacjach aż tak recytowane przez bohaterów, a z drugiej jednak często powodują szczere zgrzytanie zębów.

Underdog nie jest filmem udanym, bo przekombinowanym oraz nieporadnym. W jakieś setnej oddaje hart ducha, walki i poszczególne emocje. Widać ogromną znajomość sportu i odrobioną lekcję, ale nie z kina.

Ocena: 4,5/10

Zostań naszym królem wirtualnego pióra.
Dołacz do redakcji FDB

Komentarze 0

Skomentuj jako pierwszy.

Proszę czekać…