Młody, inteligentny i niedoświadczony autor wystawianych na Broadwayu sztuk Barton Fink przybywa w 1941 do Hollywood, gdzie na zlecenie despodycznego magnata filmowego ma napisać scenariusz dla trzeciorzędnego filmu o zapaśnikach. Przeżywa on niemoc twórczą podczas desperackiej próby sprawdzenia się w gatunku twórczości, do którego nie ma żadnego stosunku. Musi też uznać wyobcowanie w kontakcie z pospolitą kulturą mieszczańską, z którą właściwie czuje się związany. Urozmaicenie przynosi mu znajomość z nieco maniakalnym, ale przyjaznym lokatorem z sąsiedniego pokoju. Kiedy później okazuje się, że jest on wielokrotnym mordercą, Barton Fink zostaje wplątany w niebezpieczne wydarzenia, z których z trudnością uchodzi z życiem. Anonimowy
Pozostałe
Już od samego początku, kiedy Barton Fink naciska w hotelu na dzwonek, żeby przywołać recepcjonistę czuć, że nie będzie mu tam lekko. Turturro, Goodman i Buscemi są w tym filmie wspaniali, zresztą nie tylko oni (drugi plan też idealnie dobrany). Generalnie wyszło ciężkie, dziwne filmidło – momentami akcja się wlecze, a momentami patrzyłam jak zahipnotyzowana. Scena w płonącym korytarzu sztos.