Ależ psioczycie na ten film. Tymczasem się okazuje, że cykl Diuna jest ciężki do zrealizowania, trzeba się wczuć w klimat, a nie tylko odwalić historię z książki i dowalić efektów specjalnych. Nagle się okazuje, że ekranizacja Lyncha i jakaś tam jeszcze, którą po drodze widziałem (chyba miniserial) są lepsze od nowej Diuny Pana Kanadyjczyka ;)
Już się nie będę rozpisywał co i jak, oraz dlaczego w tym filmie, może gdybym go widział dawno temu, ale jakoś chyba było mi do niego nie po drodze i zobaczyłem go dopiero teraz. Tak więc — makabrycznie się wymęczyłem, fabuła nudna, gra aktorska taka sobie, sam poziom SF bardzo abstrakcyjny, pojazdy kosmiczne wręcz komiczne, bo przypominał mi jeden "prasolot" z komiksów Papcia Chmiela ;D
Starałem się nie zjechać filmu i według mnie ocena mocno zawyżona, tyle ;)
Według mnie to świetna ekranizacja. Lynch pokazał świat po swojemu, przez co film ma swoisty, niesamowity i niepowtarzalny klimat, jedyny w swoim rodzaju.
Pozostałe
Proszę czekać…
Dobra, więc będę bronił tego dzieła. Film ma swoją konwencję, która nie każdemu może się podobać. Jest to wizja artystyczna Lyncha, a wiadomo powszechnie, że to wizjoner. Na pewno film można jeszcze było dopracować, ale trzeba brać pod uwagę, że był to chyba pierwszy film Lyncha nie kameralny, robiony z rozmachem. Scenografia jest doskonała, aktorstwo przednie. Podejrzewam, że film zraża przez swoją teatralność, no ale tak miało być.