Ogólnie pierwsza część mi bardziej przypadła do gustu, było więcej akcji i taka totalna męska gra. Choć tutaj główny bohater dawał z siebie wszystko [Danny Glover] i powiem szczerze, że całkiem nieźle dawał czadu. Ewidentnie w tej części jest mniej akcji, lecz film całkiem dobrze się oglądało – akcja tego filmu rozgrywa się w mieście, efekty specjalne na dość dobrym poziomie, muzyka też całkiem dobra. Ogólnie jak najbardziej polecam do oglądania.
Gdyby nie kilka durnot psujących klimat to byłby naprawdę niezły film. No to po kolei.
Film otwiera scena akcji która trwa 15 minut. Nic nie wiadomo jeszcze o bohaterach, nie było momentu żeby zbudować jakieś przywiązanie emocjonalne, a już wszyscy strzelają się i zabijają (a w tym całym bałaganie jest jeszcze Predator).
Później 'King Willie'. Fajnie poprowadzony wątek, napięcie zbudowane, tylko co z tego kiedy okazuje się że ta postać została tragicznie obsadzona. Nie wiem czy to tylko moje odczucie, ale twarz Calvin’a Lockhart’a kompletnie nie pasowała do tej roli.
[SPOILER] A na koniec perełka – predator mówiący "motherf***er".[/SPOILER] Uśmiałem się niesamowicie, tekst prawie do końca seansu wybił mnie z tego poważnego "obcy z kosmosu poluje na naszej planecie" tonu.
A co mi się podobało? Miejsce akcji (Los Angeles), postacie poboczne (z wyróżnieniem Bill’a Paxton’a), brak przesadzonego chronienia bohaterów przez scenarzystę.
Pozostałe
Proszę czekać…
Fajnie wyszła ta kontynuacja 👊