Ostatnia klątwa 6.5

Inspirowana prawdziwymi wydarzeniami historia 18-letniego Teksańczyka, Johnny’ego Franka Garretta, skazanego na karę śmierci za brutalny gwałt i morderstwo zakonnicy. Chłopak do końca utrzymuje, że jest niewinny, rzucając klątwę na wszystkich, którzy mieli jakikolwiek związek z niesprawiedliwym wyrokiem. Wkrótce po egzekucji zaczynają ginąć ludzie zamieszani w sprawę. Kiedy w śmiertelnym niebezpieczeństwie znajdzie się syn jednego z ławników, mężczyzna zrobi wszystko, by odnaleźć prawdziwego mordercę, doprowadzić do jego skazania i odwrócić klątwę.

Recenzje

Intencje były dobre, artystyczna konwencja również. Ostatnia klątwa jawi się jako ciekawa wariacja nad kryminalną intrygą – ale tylko z wierzchu, jej wnętrze jest puste. 5
  • 2017-09-26
  • napisana przez
  • zobacz wszystkie moje recenzje

Twórcy wyraźnie mieli autorską wizję kolejnego horroru, straszącego najpierw publiczność sal kinowych, później nabywców DVD, dystrybuowanego przez Kino Świat. Żółte barwy, montaż atrakcji w chwilach demonicznych wizji – brak rogatego CGI obrazującego Bestię. Niestety, silnik rozgrzany do białości pierwszymi minutami Ostatniej klątwy stopniowo wytraca swoją temperaturę – ostatecznie cała maszyna hamuje gdzieś po godzinie drogi; całość z trudem pchana jest siłami twórców do satysfakcjonującego końca.

Z kinem grozy w multipleksach nie jest dobrze. Już jakiś czas temu pokusiłem się o cyniczną wizję maszyny, która hurtowo, od jednej matrycy, masowo produkuje kolejne "ghost story" gdzieś na zapleczach hollywoodzkich korporacji filmowych (dziś mogę uczciwie stwierdzić, że wyjątek od normy stanowi widowisko To). Simon Rumley w marcu 2016 roku postanowił uderzyć w stół i stworzyć własną, autorską wizję historii o opętaniu i szeroko rozumianym złu. Czy mu się udało? Ostatnią klątwę z pewnością ogląda się przyjemniej niż Aplik@cję, Rings czy Babę Jagę, lecz do ideału wciąż mu jeszcze trochę brakuje.

Zaczyna się intrygująco - niewyjaśniona sprawa gwałtu i morderstwa zakonnicy. Brakuje jasnych poszlak, w śledztwie pomaga medium – śliska sprawa. W końcu prokuratura znajduje kozła ofiarnego. Nikt nie wie, że o wiele bliżej mu do Baphometa.

Znakomity dramat sądowy prowadzi do konwencji więziennej, by finalnie wskoczyć na właściwe tory kina grozy. Nad wszystkim powiewa kryminalna aura tajemnicy, którą bezzwłocznie należy rozwikłać. Giną ludzie, kolejne wizje a la Mulholland Drive czy Drabina Jakubowa opętują myśli bohaterów, prowadząc do brutalnych samobójstw, a główny bohater miota się po ekranie, starając się ocalić życie syna oraz własną duszę.

Amerykańscy twórcy nareszcie zdecydowali się usunąć z kina grozy jałowe CGI, kastrujące widowisko z jakiejkolwiek formy strachu czy poczucia zagrożenia. Zło nie jest tu zobrazowane za pomocą kolejnego wyimaginowanego stworka rodem z Potworów i spółki. Tym razem jądro ciemności znajduje się w umyśle każdego, kto przyczynił się do stracenia potencjalnego gwałciciela. I choć grymasy na twarzach aktorów bawią swoim przerysowaniem i groteskowością, wszystko mieści się w ramach objętej konwencji.

Cała historia została oparta na faktach. Niestety, twórcy wolą skupić się na mało angażującym wątku małomiasteczkowego opętania, niż na intrygującej historii opóźnionego niby-gwałciciela i mordercy. Motyw autentyczności ma nadać produkcji kolejnej warstwy mroku. Widz szybko zapomina jednak o potencjalnej sile biograficznej filmu – ta wydaje się być wyłącznie pretekstem do eksterminacji postaci. Historia stopniowo hamuje, a główny bohater nie jest dostatecznie ciekawy, by nadać jej jakiegokolwiek tempa.

Intencje były dobre, artystyczna konwencja również. Finalnie Ostatnia klątwa jawi się jako ciekawa wariacja nad kryminalną intrygą – ale tylko z wierzchu, jej wnętrze jest puste, delikatnie ociekające metafizyką kina klasy B. A i wydźwięk prosty – każdy posiada w sobie cząstkę zła, która straszniejsza jest od ekranowych diabełków z racicami.

Czy ta recenzja była pomocna? Tak Nie
Przerażający w nielicznych momentach, nudny i przewidywalny o wiele częściej. 3

Wiecie, że były takie czasy kiedy horror nie oznaczał wyłącznie kina rozrywkowego, który w peletonie zostawia wartości artystyczne na poczet „dziania się”? Niestety Ostatnia klątwa nie jest żadną obietnicą, że w kwestii zaniżania standardów w tym gatunku i niekojarzenia ze słowem artystyczne, coś się zmieni. To pełna chaotycznych bodźców, nieskomplikowanej fabuły historia, która stawia na straszenie, a i to wychodzi im przeciętnie.

Jest to historia, która tworzyła się w oparciu o realną historię. Fantazja na temat faktu – niesłusznie skazanego na śmierć młodego mężczyzny za gwałt i morderstwo siostry zakonnej. Frank Garret przed wykonaniem na nim kary śmierci (gdyby podnieść łóżko, gdzie podadzą mu śmiertelną substancję wyglądałby jak Jezus na krzyżu) spisuje coś w pośpiechu w swojej celi. Mimo że oficjalnie jego IQ i badania mówią, że niespecjalnie sobie radzić z takimi czynnościami. Jest to klątwa, którą rzuca w ostatnich chwilach życia na wszystkich, którzy go oskarżyli,ich rodziny i odległych krewnych. Sprawiedliwość ich odnajdzie, kiedy on już będzie martwy. Jego śmierć nie uwolni miasta od niebezpieczeństwa.

Jest to konwencjonalna historia z religijnymi i okultystycznymi rymami, dla wprowadzania jakiegoś pierwiastka niecodzienności i nieprzypadkowości w tę historię – oraz uwiarygodnienia, by nie chodziło o żadne czary. Oczywiście, nie psika tutaj krew koloru przecieru pomidorowego ani co chwilę nikt nie schodzi w dół piwnicy, jednak zagrywki i chwyty są przewidywalne. Ktoś się odwróci za późno, coś się zatrzaśnie.

Ostatnia klątwa stawia na szok i mocny bodziec. Wymachuje obrazem, pokazuje nam to co widzą opętani bohaterowie ich oczami, by zwielokrotnić współodczuwanie nadchodzącego obłędu. Jednak jest to mało skuteczne, nie robi wrażenia, bo nie troszczy się o element niezbędny w fabule: zaskoczenie.

Horror, który nie straszy to horror nieudany, a jeszcze jak udaje że jest ciekawy... kolejna powtórka z kina „buuu!”.

Czy ta recenzja była pomocna? Tak Nie