GLOW 2017-

Tapirowane włosy, łomot maltretowanych ciał. Pełnia lat 1980 w Los Angeles. Bezrobotna aktorka uparcie trzyma się swych marzeń, decydując się na udział w zapasach kobiet.

Reżyseria
,
Scenariusz
,
Aktorzy
, ,

Na platformach streamingowych

  • 2 sezony

Odcinki zobacz wszystkie 30 odcinki

Sezony
Lata

Zwiastuny Zobacz wszystkie 3 zwiastuny

Zdjęcia Zobacz wszystkie 19 zdjęć

Obsada Zobacz pełną obsadę

Alison Brie
jako Ruth Wilder
Betty Gilpin
jako Debbie Eagan
Britney Young
jako Carmen Wade
Kia Stevens
jako Tammé Dawson
Marc Maron
jako Sam Sylvia
Kimmy Gatewood
jako Stacey Beswick
Rebekka Johnson
jako Dawn Rivecca
Sunita Mani
jako Arthie Premkumar
Kate Nash
jako Rhonda Richardson
Gayle Rankin
jako Sheila "Wilczyca"
Jackie Tohn
jako Melanie Rosen
Ellen Wong
jako Jenny Chey

Fabuła

Tapirowane włosy, łomot maltretowanych ciał. Pełnia lat 1980 w Los Angeles. Bezrobotna aktorka uparcie trzyma się swych marzeń, decydując się na udział w zapasach kobiet. opis dystrybutora

Gatunek
Komedia, Dramat, Sportowy

Szczegóły

Premiera
2017-06-23 (świat)
Wytwórnia
Netflix
Kraj produkcji
USA
Inne tytuły
G.L.O.W. (USA) (tytuł roboczy)
Glow (USA) (alternatywna pisownia)
Wiek
od 16 lat

Wiadomości zobacz wszystkie 8 wiadomości

Recenzje

GLOW - sezon 2 8
  • 2018-07-23
  • napisana przez
  • zobacz wszystkie moje recenzje

Showbiznes Hollywoodu, piękne kobiety i niewygodne tematy tabu – 2. sezon GLOW to kwintesencja świetnie napisanego serialu. Twórcy częstują widza kiczem raczkującej popkultury lat 80. - przygotowują go równie sumiennie i z olbrzymim oddaniem, niczym danie we francuskiej restauracji. Urok i wdzięk przedstawionych postaci udziela się historii, ta dodatkowo skąpana zostaje realiami – społecznymi, ekonomicznymi i kulturowymi – złotej ery VHS. Całokształt promienieje od ilości uczuć, celnego humoru i bolesnego dramatu.

Przede wszystkim twórców należy pochwalić za bezpretensjonalny ton, w duchu którego poprowadzona zostaje fabuła serialu (mówię zarówno o 1. sezonie, jak i nowych epizodach). Trudne tematy – jak rola czarnoskórych aktorek w przemyśle filmowym, aborcja czy próba ucieczki przed własną orientacją seksualną – wybrzmiewają w GLOW z należytym ciężarem. Ten nie obciąża odbiorców swoim nadęciem oraz ohydną próbą żerowania na kontrowersji. GLOW nie jest produkcją przeżuwającą widza w paszczy fatalizmu, karmiącą go jałową beznadzieją oraz faszerującą wydumanym pustosłowiem istotnej problematyki społecznej (jak czyni to m.in. kino Małgorzaty Szumowskiej w najgorszej odsłonie). Tyleż tu śmiechu, co łez, a każdy nowy epizod tylko rozwija tę słodko-gorzką spiralę, osadzoną w przeestetyzowanych, glamowych latach 80. XX wieku.

Możliwe, że efekt ten został osiągnięty poprzez odpowiednie dopracowanie estetyki serialu. GLOW nie stoi na naturalizmie. W swojej konwencji przypomina bardziej nostalgiczny _flashback_ do czasów minionych, do dekady, która na fundamencie kiczu i dosadnego campu ukształtowała współczesną popkulturę. W centrum zainteresowania twórców znalazł się damski wrestling – koło niego odnaleźć można wyraźne elementy kina exploitation, tanie seriale o policjantach i złodziejach z pazurem blaxploitation oraz urok trzeciorzędnych horrorów z elementami pornografii (realizowane najczęściej przez reżyserów z południa Europy). Serial stanowi zatem przeestetyzowany show, hołdujący najbardziej przaśnej i prostej formie rozrywki na amerykańskim rynku showbiznesu.

W kontraście do przedstawionej rzeczywistości – jaskraworóżowej, drapieżnie zielonej, czasami również czerwonej – stoją dramaty szarej egzystencji kobiet z końca XX wieku. Już poprzednie odcinki nakreśliły ich fatalną sytuację w ramach patriarchalnego przemysłu filmowego i telewizyjnego – z drugiej strony _backstage_ wrestlignów GLOW kreuje się jako utopijna wizja pracy na planie filmowym, oparta na komunie społecznej oraz bardzo demokratycznym sposobie realizacji programu. Finał tegorocznego filmu biograficznego Ja, Godard udowodnił, jak dalece idealistyczna i nierealna wydaje się taka wizja. Na szczęście GLOW to serial fikcyjny, dumnie dowodzący, że gdzie zawodniczek sześć, tam cudowne kobiece show dopięte zostaje na ostatni guzik.

Przy tym wszystkim wciąż nie potrafię się nadziwić, jak doskonale napisana została każda z postaci. Po początkowych odcinkach 1. sezonu znałem na wylot każdą z zaprezentowanych zawodniczek wrestlingowych, choć wtedy ich zarys opierał się bardziej na stereotypach. Nie zmienia to faktu, że pośród około 10 kobiet na planie filmowym, każda z nich wyróżniała się autonomicznym bagażem cech, epitetów oraz osobistych poglądów. Żadna nie była tłem, elementem przestrzeni, tylko czynnym uczestnikiem zdarzeń, do którego widz jest w stanie odnieść się z pewnym bagażem uczuć. Gdy zaprezentowana postać czuła ból, ten sam ból – a przynajmniej pewna forma cierpienia – udzielała się również widzom. Tym razem scenarzyści dodają do każdej z zawodniczek osobę towarzyszącą (syna, męża, kochanka) – stawiają na kontrolowany rozwój postaci, ten ani na moment nie wymyka się spod ich czułej i wrażliwej ręki.

Nawet drażniąca sylwetka reżysera Sama Sylvii z początku 2. sezonu oraz charakter jego zbuntowanej córki-anarchistki ze złotych czasów punku, z pozoru stanowiące najgorszy element nowych odcinków, ostatecznie okazują się wygranym wątkiem. Nie dajcie się zrazić pierwszymi epizodami 2. sezonu – jego druga połowa to istna petarda wrażliwości oraz znakomitych historii budowanych przy pomocy kamery, reżysera i stołu do montażu. Zwłaszcza należałoby wyróżnić 8. odcinek, którego immersja oddaje fikcyjny program GLOW, realizowany wewnątrz fabuły oglądanego serialu. Immersja przełamana zostaje ona puentą odcinka, dzięki czemu ta wybrzmiewa jeszcze mocniej. Tak powinno tworzyć się seriale!

Między powstaniem pierwszego i drugiego sezonu minął rok, w tym czasie historia na potrzeby nowych odcinków napisała się niemal sama. Po głośnych sexaferach w branżowym środowisku (z medialną dekapitacją Harveya Weinsteina na czele) oraz kolejnymi nazwiskami oskarżanych o molestowanie kobiet, podobnego wątku nie można było pominąć przy okazji 2. sezonu GLOW. Serial świetnie trafia w sedno #metoo – wiarygodnie oddaje uczucia damskiej części społeczeństwa, która poczuła na sobie lepką rękę producenta bądź reżysera oraz diagnozuje ogólną znieczulicę korporacyjnych systemów (dyrektorów, pracowników-pionków oraz towarów deficytowych w postaci pięknych ciał). Z drugiej strony produkcja nie boi się wprost wygłaszać wiarygodnych manifestów LGBTQ – na tym tle jest jeszcze odważniejsza od pierwszego sezonu.

Elegancko skrojony, przyjemnie kobiecy, a przy tym kipiący od natłoku sprzecznych uczuć. Netflix udowadnia, że potrafi realizować seriale jak nikt inny. GLOW zaprasza na ring i oferuje atrakcje, jakich dotąd świat nie widział na oczy. Walka wieczoru: kobiety vs. patriarchalny showbiznes.

Czy ta recenzja była pomocna? Tak Nie

Komentarze 1

fantasta 2017-07-01 9

Wow, naprawdę dobrze się to oglądało, wciągnąłem w kilka dni cały sezon – dawno nic tak szybko mi nie przeszło:)

Współtworzą