Rick Ricker (Drake Bell) jest klasowym pośmiewiskiem. Ofermowaty i nieatrakcyjny podkochuje się w blond piękności Jill Johnson (Sara Paxton), która, rzecz jasna, nie zwraca na niego najmniejszej uwagi. Podczas szkolnej wycieczki do muzeum Rick zostaje ukąszony przez zmutowaną genetycznie ważkę. Niebawem odkrywa, że w wyniku tego zajścia posiadł nadnaturalne zdolności - niezwykłą siłę, szybkość oraz zdolność chodzenia po ścianach. Postanawia wykorzystać nowe umiejętności i jako superbohater o imieniu Dragonfly pomagać ludziom. Jego pierwszy przeciwnik to niejaki Lou Landers (Christopher McDonald). Nieuleczalnie chory miliarder w wyniku nieudanego eksperymentu uzyskał zdolność kradzieży ludzkiej energii życiowej. Staje się nieśmiertelnym superzłoczyńcą zwanym Hourglass. Czy Dragonfly ochroni przed nim świat? Dobre pytanie, ale ważniejsze jest to, czy zdążymy przestać się śmiać - by w ogóle to zauważyć.
Drażnią mnie takie komedie. Infantylność sięga zenitu. Brak pomysłu na wyrafinowany dowcip. Tutaj wystarczy, że starsza ciotunia puści długiego bąka i już podobno jest śmiesznie. Żenada.
Leslie, wszyscy tęsknią. Lubię gdy obrywa się DC i Marvelowi po cohones. Dostaje się nawet T. Crusowi. Dziewczyna z sąsiedztwa XD. Widziałem dawno temu.
6 z plusem. Plus za parę śmiechowych tekstów ("wbicie widelca w dłoń -najpierw modlitwa; -Jezu!!; -Amen"). Tona wzięta ze SM, trochę Batmana, X-Menów i TNG
Drażnią mnie takie komedie. Infantylność sięga zenitu. Brak pomysłu na wyrafinowany dowcip. Tutaj wystarczy, że starsza ciotunia puści długiego bąka i już podobno jest śmiesznie. Żenada.