@Barbarka88Rz
Interesujące:-) – Ciekawy filmik. Wciągający i śmieszny. Dobrze oddane zachowania człowieka, także jego nieporadność i charakter. A najbardziej podobał mi się "występ" Adama, kiedy padło na niego światło (2:09) :-)
Nom masz racje MacT. Film ma teoretycznie wszystko. Ale w praktyce zazwyczaj wychodzi inaczej.
Jak dla mnie to ogromnym błędem był brak Rachel Weisz w obsadzie. Nie lubię jej przesadnie, ale przyzwyczaiłam się do niej w roli Evelyn. Jej brak zepsuł mi to cały film. Dosłownie. Do Marii Bello nic nie mam, ale mówię jej tutaj NIE! Już chyba lepiej jakby w ogóle nie było żonki O’Connella.
Tak mało wspaniałego Jet’a Li (boleję nad tym). Nawet nic nie zagrał, tylko się pokazał ze trzy razy w wojskowym kaftaniku, chwilkę pobiegał w kółko po polu bitwy, popozował do plakatów a reszta to chamska komputerówa. Ale na afiszu oczywiście jego nazwisko obok nazwiska Brendana. Jakby to była para głównych bohaterów. To nic, że proporcje występowania obu na ekranie wynosiły mniej więcej 95:5 na korzyść Frasera. Ludzie widzą plakat i "ooo Jet Li tu gra" i się nabierają.
Ale nie oglądałam tego filmu tylko dla Jet’a oczywiście. Chociaż był to bardzo przyjemny dodatek;) Bardzo podobały mi się poprzednie części po prostu. I uwielbiam Frasera. W roli Ricka jest naprawdę niesamowity, zawsze musi wszystkich ratować. Podoba mi się duża dawka humoru i siła tej postaci.
John Hannah. Bez niego nie wyobrażam sobie po prostu Mumii. Jest r-e-w-e-l-a-c-y-j-n-y. Mogę cały dzień pisać o nim, jego zaletach. Jest idealny w roli wiecznie wpadającego w kłopoty i pazernego Jonathana. Przy czym ma w sobie tyle uroku i humoru, że nie można go nie lubić.
Alex, czyli Luke Ford mnie irytował, młody Indiana Jones się znalazł. Już w drugiej części jego postać (grana przez tego malutkiego blondynka) była w stylu TEGO Kevina. Tylko, że Kevin jest uroczy, a Alex nie (ani ten mały ani duży).
Lubię Michelle Yeoh więc jej obecność wzbogaciła film. Isabella Leong też nie była najgorsza.
Element orientalny był jak najbardziej okej.
Sceny walki- efektowne, scenografia- efektowna. Wszystko efektowne. Widać że włożono w ten film mnóstwo kasy. Nie wiem więc, czemu średnio mi się to wszystko podobało. Może to scenariusz:? a może to Alex i Evelyn zepsuli ten film.
Moooże być. Ogólnie film znośny, jeżeli nie zna się dwóch poprzednich (cudownych) części. 7/10
Nie chcę juz kolejnych części i kolejnych zawodów. No, chyba że reżyser dostanie olśnienia.
A ja powiem,… że mnie ten film ogromnie zaskoczył. Spodziewałam się nudnego kuchennego obrazu (nie znoszę takich)… a tu wielki suprajs.
Film okazał bardzo ciekawy i wciągający. Piękna Catherine dobrze zagrała chłodną i ambitną mistrzynię kucharską. Niesamowicie uroczy Aaron czarował nie tylko na ekranie, ale również i widzów. Film jest bardzo romantyczny i delikatny. Gotowanie jest tu sztuką, nie drażni widza, nie przedstawiono go nienachalnie, a finezyjnie, w odpowiednich proporcjach.
Ogromnie mi się spodobał. 8/10 Polecam;-)
Nie taki Zorro straszny, jakim go malują, czyli obrona Legendy – Nie moge zgodzić się Bodziem i pipolem, film nie jest tak tragiczny i beznadziejny jak piszą. Nie dorównuje może "Masce…" (jak to zazwyczaj bywa), ale i tak jest okej.
Sporo śmiesznych sytuacji, ciekawych dialogów, efektownych pojedynków, wspaniałych kreacji (nazwiska Zeta-Jones, Banderas, Sewell… mówią same za siebie), niezła scenografia, kostiumy.
Jest trochę przydługi, przyznaję, a scenariusz ma trochę niespójności.
Do "Gatunku" należy dodać: familijny. Zdecydowanie.
Można obejrzeć, mi sie podoba, 7/10
A ja uważam, że książka jest lepsza, ale sam film nie jest zły…
Do "Zmierzchu" zachęciły mnie zwiastuny, ale potem poczytałam opinie i chęć oglądnięcia go mi przeszła. Ale w końcu film zobaczyłam… i przekonałam się, że najlepiej jest samemu coś obejrzeć, niż sugerować się ocenami innych.
Film ma poważne mankamenty, głównie chodzi mi o stronę techniczną: kiepski montaż, sposób kręcenia zdjęc. Lekko lipny scenariusz, często naiwne, nieprzekonujące sceny. Znośne przedstawienie wampirów, wbrew opinii innych.
Ogólnie wykonanie niezbyt ciekawe, ale to wszystko traci na znaczeniu, jeżeli zwróci sie uwage na przewodni motyw: miłości. Treść przewyższa formę w tym wypadku.
Świetna muzyka, w miarę ciekawa, wciągająca akcja.
Uważam, że postać Edwarda jest idealna, zarówno z wyglądu jak i charakteru. Dobór aktora w tym przypadku jest strzałem w dziesiątkę. Nie mówię, że Pattison jest doskonały (bo nie jest). To Pattison jako Edward jest doskonały. Nie będę pisać peanów na jego cześć, ale Edward to największy atut filmu.
Polecam zdecydowanie książkę, ale film również. Podejrzewam, że spodoba się głównie dziewczynom i co wrażliwszym facetom.
Film mi się podobał. Daje 8/10 głównie za Edwarda i pomysł. To silniejsze ode mnie, chociaż wiem że film na to nie zasługuje.
To słowo "najgorsza" ma mocno negatywne brzmienie. Lepiej brzmi: dwie pierwsze części były lepsze;p
Trójka ma swoje plusy.
Jason jak zwykle jest niesamowity. Również świetny Robert Knepper (rewelacyjny T-Bag ze "Skazanego"), którego strrrasznie lubię;-) A ta piegowata ruska (czy ukrainka)… no moooże być, w ostateczności…
Sceny walki były OK, chociaż czasem nie podobało mi się ustawienie kamery, albo nie było nic widać albo zbyt szybko zmieniano kadry. No i częsty "sztuczny tłum" wokół bohatera, niby wszyscy go biją, ale tak naprawdę tylko on ich leje.
Niektóre sceny były przekombinowane, niepotrzebne, nierealne, a scenariusz średni. Często się nudziłam, ale ta scena na łące mnie dobiła.
Było niby to "wszystko czego pragną prawdziwi mężczyźni"… a wyszło jak wyszło, myślałam że to będzie ciekawsze.
Można obejrzeć, 6/10.
Zgadzam się z Hsi Nao i jej oceną.
Krótko mówiąc: przygodówka z akcją w dżungli.
A teraz trochę dłużej. Najbardziej to chyba dobiła mnie w tym filmie tragiczna ścieżka dźwiękowa, która nadzwyczaj drażniła uszy. Zwłaszcza beznadziejny motyw muzyczny w scenie walki "dziewczyn", coś jakby gorsza i tandetniejsza wersja ścieżki z "Kill Billa". Aż dreszcze przechodzą na sama myśl, myślałam już żeby głos wyciszyć.
Kilka naiwnych scen, pseudośmiesznych; niewymagający scenariusz, niezbyt udane efekty specjalne, czasem widać wyraźnie wklejanie postaci w krajobrazy;
Obraz dżungli mógł byc bardziej realistyczny. Ta przerzedzona dżungla wyglądała jakby ktoś dosadził w niej drzew rosnących w umiarkowanym klimacie, czasem scenografowie walnęli na środku wyjęty z kontekstu baoab czy jakąś sekwoję i myślą że to normalnie wygląda. Kiedy ta blond laska torowała sobie drogę przez tą pseudodżunglę, bardziej robione było to na pokaz. Siekała krzewy wcale jej nie przeszkadzające, musiała rękę w bok daleko wyciągać żeby na cokolwiek trafić (a może to robiła aby oznaczyć sobie drogę?). No a na Bibliotekarza wpadały na twarz takie wiekie badyle nie wiadomo skąd wzięte, że niby ten co z tyłu idzie zawsze dostaje krzewami w twarz odgarniętymi przez 1. osobę, miało byc smiesznie wyszło dziwnie.
Dobry Noah Wyle, częściowo ratował film. Główna postać kobieca mogłaby być lepsza (mi sie nie spodobała). Pozytywnie zaskoczyła mnie osoba Kyle MacLachlana w obsadzie.
Rozwinęłabym motyw tej czarnej członkini bractwa węży i jej zainteresowania bibliotekarzem. Mógł byc ciekawy. Dobrze że wyjaśniła się sprawa dręczona jedną z głównych postaci, to ułatwiło sprawę.
Widać, że film był robiony na hit, ale troche nie wyszedł. Włożono w niego sporo pracy, więc dlatego podwyższę moją ocenę na 4/10. Może się podobać małolatom, albo osobom które rzadko oglądają filmy. Lekka rozrywka, sporo akcji, wciągający, mimo błędów daje się oglądać.
Zgadzam się, że film "może być". Zły na pewno nie jest: wykonany z rozmachem, przepychem, zasługuje na nagrode za kostiumy, specjalnie nie nudzi… ale i nie porywa jak "Kochanice króla" (które tematycznie są zbieżne). Scenariusz- nic specjalnego, wykonanie- naprawdę dobre. Ogólnie film spokojny, stonowany, z dramatycznymi wstawkami, a niektóre sceny są wręcz rewelacyjne.
Keira także mi nie pasowała do tej roli, ale nawet podobała mi się jej gra.
Jeżeli wszystko było rzeczywiście autentyczne, to jestem jak najbardziej na plus, gdyż zawsze popieram historyczne filmy.
Daję 7/10 za piękne stroje, całkiem ładną muzykę,zdjęcia i scenografię.
Dla fanów filmów kostiumowych i Keiry, ale nie tylko.
rewelacja, takie Bollywood kocham – Niepokoję się oglądając niektóre z najnowszych produkcji hinduskich, które coraz bardziej przypominają amerykańskie. Podążając w tym kierunku zatracą swoją oryginalność. To co mnie najbardziej pociąga w filmach bolly to ich niezaprzeczalny urok, radosność, emocjonalność i energiczność. Wprowadzają nas w wartościowy świat, który fascynuje i wciąga.
"Żona dla zuchwałych" nie jest wysokobudżetową produkcją, ale może dlatego film jest taki uroczy i piękny. Ma dużo prostoty i naturalności. Jest bardzo kolorowy i wesoły, choć oczywiście nie brakuje w nim smutnych scen. Ma wszystko co typowe dla kinematografii bolly. Przepiękne piosenki i tańce w barwnych strojach, choć może o niezbyt wyszukanej choreografii, ale przez to niezwykle czarujące. Wspaniałe stroje Hindusek, zachwycające krajobrazy. Przedstawione piękne tradycje Indii, rodzinność jej mieszkańców, wyznawane wartości, honor, godność, zasady. Poszanowanie tradycji, szacunek dla starszych i kobiet. Tam są prawdziwi mężczyźni, a kobiety wyglądają jak kobiety.
Co mi się jeszcze podoba? Brak scen łóżkowych. Spowodowane jest to zakazem religijnym, który nie pozwala nawet na pocałunek, a co dopiero coś więcej. Czasem jest pokazany pocałunek w policzek, ale zawsze budzi on zdziwienie i zaskoczenie.
Jeżeli nie można skorzystać z bezpośrednich scen (czyt: seks, całusy), pokazanie miłości i pożądania jest trudnym zadaniem. Jednak bollywoodzcy reżyserzy potrafią stworzyć sceny nasycone erotyzmem, zmysłowością i bliskością, nie korzystając z łóżka , co mi się ogromnie podoba.
Mimo, że trwa 180 minut nie sposób się nudzić. Przez połowę filmu akcja dzieje się w Europie, druga połowa w Indiach. Scenariusz jest naprawdę dobry, nie nużący a ciekawy.
Może i film jest lekko kiczowaty i naiwny, ale może taki właśnie ma być…
Mimo upływu lat nadal jest rewelacyjny, nic dziwnego że cieszy się taką popularnością.
Wspaniała muzyka, której słucham na okrągło (choćby urocza "Tujhe Dekha To")
Rewelacyjna obsada, zwłaszcza główna para bohaterów (która jest zresztą najznakomitsza w Indiach). Bardzo młodzi i świeżi Kajol i Shahrukh Khan- cudownie na nich patrzeć
Postać Raja- po prostu ideał faceta.
Z Kajol i SRK lubię jeszcze "Coś się dzieje" i "Czasem słońce czasem deszcz".
Film jest piękny, choć nie każdy to zauważy. Dla mnie 10/10.
PS. Kiedy wczoraj go oglądałam (po raz setny zresztą), tata przyszedł do pokoju. Myślałam, że mnie wyśmieje, a on się przysiadł :D coś w tym musi być…;)
fajniutki:-) – Kareena Kapoor to moja ulubiona aktorka bollywoodzka, a Shahid Kapur jest bardzo słodki, tak więc obsada odpowiada mi jak najbardziej:-)
poza tym film jest naprawdę świetny, są fajne piosenki, jest śmieszny, trochę smutny, romantyczny, lekko dramatyczny, czyli to wszystko co zawiera typowa produkcja bolly. Co prawda średnio to wygląda z tymi słynnymi tańcami w pastelowo-złotych sari, ale mimo to podoba mi się.
Bardzo ciekawy, coś w stylu "Żona dla zuchwałych", ale w nowszym wydaniu. Zmieniłabym go trochę… ale i tak jest okej.
Proszę czekać…