Dobrze rozumiesz. Zbyt często sporo osób przedkładało premierę festiwalową nad kinową, co prowadziło do wielu bezsensownych treści. Po latach nikt nie będzie wiedział, czego ta data się tyczyła, skoro u nas nie ma możliwości podania informacji o danym festiwalu przy dacie. A wiele filmów (zwłaszcza polskich) ma premierę najpierw na jakimś festiwalu, a dopiero później w szerszej dystrybucji kinowej.
Z tego zapisu wynika przede, że dla filmów o typie kinowym data premiery polskiej to wyłącznie premiera kinowa. Premierę telewizyjną uznajemy przy typie telewizyjnym (TV, mini serial, serial TV).
Przykład:
http://fdb.pl/film/88433-zapiski-z-toskanii
Film o typie kinowym, który w 2011 roku pojawił się w HBO pod tytułem "Wierna kopia", a w polskich kinach pojawił się 2012-03-09 jako "Zapiski z Toskanii". Wedle starego zapisu FAQ, to data premiery telewizyjnej byłaby tą prawidłową, a teraz nikt nie będzie miał wątpliwości, że datą premiery jest dzień pojawienia się filmu w polskich kinach.
Ten nowy, zmieniony zapis jest po to, aby nikt nie przekładał mało ważnych premier nad premierę kinową.
I to nie tylko moja opinia. Średnia ocen na wielu portalach filmowych przeważa na korzyść amerykańskiej wersji. Amerykańska wersja nie straciła ducha Gallagherów, czyli twórcy Paula Abbotta, który pracuje przy obu serialach. W wersji US wspomaga go stary wyga amerykańskich seriali, czyli John Wells. Ponadto musisz zobaczyć Joan Cusack w roli Sheilii, to po prostu wymiękniesz :D
http://fdb.pl/faq143,Premiera,polska.html
Zniknęła możliwość dodawania premier festiwalowych i doprecyzowano uznawanie premier telewizyjnych.
Liczyłem na coś lepszego – Na dłuższą metę serial staje się coraz bardziej męczący przez swoją schematyczność. Niby dostał zamówienie na drugi sezon, ale jeśli twórcy nie zaczną odważniej ciągnąć głównego wątku, to serial straci zainteresowanie. Druga połowa sezonu jest ciekawsza.
5/10
Przydałaby się ciekawsza historia – Scenografia, kostiumy, kreacje aktorskie, zdjęcia… wręcz idealne. Jednak całość wypada dosyć średnio. Scenariuszowi zabrakło dramaturgii, choć zawierał liczne intrygi, które niestety zostały potraktowane dosyć pobieżnie. Najciężej przetrwać pierwsze 45 minut filmu, kiedy to narracja jest prowadzona strasznie chaotycznie, że aż nie wiadomo w pewnym momencie, kto jest kim. Widać, że Roland Emmerich chyba po raz pierwszy użył w swoich filmach scen retrospekcyjnych, bo nie umiał ich w sensowny sposób włączyć do głównego wątku. Mimo to, czym bliżej końca, tym film staje się ciekawszy.
5/10
Wnerwiający – Chciałem obejrzeć serial z Leslie Bibb, ale niestety ta produkcja jest słaba. Drażnią żenujące żarty i większość postaci, które są skończonymi idiotami. Odradzam.
3/10
Świetna zabawa – Mimo że jest to remake (niemal kopia) brytyjskiego serialu, to jest o wiele lepiej zrobiony od pierwowzoru, dlatego bardziej amerykańską produkcję bym polecał na rozpoczęcie przygody z Gallagherami. Świetna rola Williama H. Macy. Za każdym razem, gdy go teraz widzę, to przypomina mi się jego "przepita morda". Poza nim znajdzie się tutaj jeszcze wiele zabawnych i ciekawych postaci oraz przezabawnych scen.
9/10
Najlepiej zapowiadający się serial tego lata. Sorkin już udowodnił, że jak nikt inny potrafi tworzyć ciekawe historie z, na pozór, nudnych tematów.
Trochę irytuje – Brendan Cowell to taki australijski Danny McBride, przez co potrafi w niektórych scenach porządnie zirytować, ale dla Petera Dinklage i Yvonne Strahovski można obejrzeć.
4/10
Bez wyrazu – Kilka zabawnych scen i to wszystko. Całość, aż za bardzo przewidywalna. Na szczęście, dystrybutor w ostatniej chwili puknął się w czoło i zmienił tytuł ten przezabawny tytuł: "Histeria – Romantyczna historia wibratora".
5/10
Proszę czekać…