> juskowiak o 2008-07-26 23:30:05 napisał:
>
> co ci się w nim podobało? na tyle podobało, że oceniłeś go maksymalnie.
> Cała historia jest naciągana. trzeba mieć duzo (nie wiem) dobrej woli, zeby
> cie to wciagnelo, zainteresowalo. Sama kwestia dialogu wybitnych naukowcow z
> roznych dziedzin, ktorzy po niedlgugim czasie zaczynaja wierzyc w tą "bajkę",
> jest mało logiczna.
> Bardzo fajny jest pomysł sprowadzenia calej fabuly do dialogu, w jednym czasie
> i miejscu. poczatek jest intrygujacy. pozniejjest bzdura goni bzdure. ja za
> science fiction nie przepadam. tym bardziej za takim, ktore udaje ambitne
> dzielo.
Dziwny powód. Że mi się podoba, a Tobie nie :/ Jeszcze gorszy od tego, że bohater uważa się za Chrystusa. Odnośnie tej dobrej woli. Uwierz mi, nie trzeba. Film nie jest długi i naprawdę da się słuchać ich rozmowy przez 90 minut. Nie zrozumiałeś filmu dobrze, skoro twierdzisz, że wszyscy uwierzyli w tę "bajkę". Wydaje mi się, że cechą charakterystyczną dla naukowców jest otwartość umysłu i tak jak już wspomniałem, nie mogli zaprzeczyć jego twierdzeniu dobrym kontrargumentem, więc zaczęli sobie w myślach sami zadawać pytania, co doskonale ukazaują momenty, gdy John wychodzi z pomieszczenia, a oni rozmawiają między sobą.
Po drugie, mylisz się, twierdząc, że film ten należy do gatunku Sci-Fi. To, że taki dostał przydział, świadczy o tym, że jest to nietypowy film, których za często się nie kręci. To jest kino dialogu, jeśli mamy na siłę mu gatunek przydzielać. Coś w stylu "Przed wschodem słońca" i "Przed zachodem słońca".
Powiedz mi jedno…. Co Ci się nie podoba w tym filmie? Tylko o Jezusa chodzi? Dla mnie to dziwne. To tak jak bym powiedział, że Władca Pierścieni mi się nie podoba, bo Aragorn został królem :/
Ja rozumiem :) Tylko już tak w kinie bywa, że film można oceniać biorąc pod uwagę zysk finansowy albo jaki jest po prostu ten film :D I zasugerowałem, by portal filmowy nie sugerował się zyskiem pieniężnym i nie nazywał tylko dlatego filmu porażką, bo mało zarobił (bardzo mało, jak na produkcję z takim rozmachem). Ale skoro oglądałeś to ok ;) Chociaż nie było widać Twojego stosunku do filmu w artykule, więc dobry artykuł ;)
> juskowiak o 2008-07-26 21:29:57 napisał:
>
> Z tego psuedointelektualnego bełkotu robisz prawdziwe dzieło kinomatografii.
> Na koniec stawiasz "10". A najlepsze jezst zdanie o prowadzeniu inteligentnej
> rozmowie profesorów.
> Oglądaj więcej filmów.
Pisząc recenzję, wiedziałem, że choćby nie wiem co, uznasz ją za nieużyteczną, bo tylko z tego powodu, że film dostał 10. Mówisz, że rozbawiło cię zdanie o inteligentnej rozmowie profesorów (jak nie wiesz co to inteligentna rozmowa, to pójdź między mało inteligentne rozmowy np. nastolatków i wtedy zobaczysz różnicę). Ty nawet nie musiałeś pisać recenzji, by mnie rozbawić. Wystarczy, że nazywasz film "psuedointelektualnym bełkotem". Ale on jest naprawdę świetny.
Bo twoim sposobie wypowiadania się na jego temat, przypuszczam, że jakbyś był jednym z uczestników takiej rozmowy, to byś przyjął postawę psychologa i wyzywałbyś go od idiotów. Jednak są też inni ludzie, którzy przyjęliby inną postawę i słuchaliby go z zaciekawieniem.
Nie powinienem prowadzić z tobą dyskusji w ogóle, a wiesz dlaczego? Dlatego:
> juskowiak o 2008-07-15 21:02:14 napisał:
>
> Zanim ten film wpadł w moje ręce, naczytałem się wiele dobrego o nim.
> Liczyłem na dobre, ambitne kino.
> Początek jest interesujący. Niczym nie przypomina komercyjnych masówek. Cała
> akcja rozgrywa się w jednym pokoju, a skupia się wokół niesamowitej
> opowieści głównego bohatera, który jest doktorem (lub profesorem) historii.
> Pozostałe postacie, słuchające go zzapartym tchem i zaskakjąco łatwowierne
> i ufne, są również pracownikami naukowymi. Miało tochyba na celu nadanie
> fabule bardziej intelektualnego charakteru.
> Bohater perzekonuje przyjaciól, że jest nieśmiertelnym troglodytą, który co
> 10 lat musi zmieniać miejsce zamieszkania, aby nie zostac rozpoznaym. Jest
> osobą bardzo inteligentną i kilkakrotnie w swym długim życiu był szamanem i
> znachorem. Do tego momentu jest jeszcze nie najgorzej. Widz może być
> zainteresowany dalszymi losami.
> Ja zastanawiałem się, jak dalej potoczy się ta historia. Autorzy chcieli
> stanąc na wysokości zadania i dlatego chyba wymyślili, że nasz bohater w
> jednym w swych wcieleń był …Jezusem Chrystusem.
> 4/10.
Czytając ten twój wpis można odnieść wrażenie, że film ci się nie podoba, bo bohater twierdził, że był Chrystusem i że postacie są łatwowierne. Ludzie są łatwowierni. Zobacz ile mamy wyznań na tym świecie. Zobacz ile ludzi na tym świecie wierzy w sensacyjne powieści Dana Browna (który stosuje podobną technikę jak bohater filmu, wykorzystując pewne fakty; Kościół się burzy na niego, niekórzy zaczynają mieć wątpliowścią, robią wycieczki w opisane miejsca, inni wyśmiewają jego wymyślanki) Zobacz ile osób gra w dużego lotka. Powiedz swojemu znajomemym, którzy nie grają w totka, że trafiłeś szóstkę. Większość ci uwierzy, jak dobrze to rozegrasz. Tzn. osoby uwikłane w taką intrygę nie mogą grać w lotka, po drugie musisz być wniebowzięty (dobrze grać aktorsko), musisz zacząć zachowywać się jak miliarder i np. stawiasz wszystkim drinki… Zobaczysz rezultaty. Więc twój argument, że postacie są nadzwyczaj łatwowierne traci rację bytu.
PS: Zdanie, że więcej filmów powinienem oglądać tak mnie rozbawiło, że jak to pokazałem znajomej osobie to pękła ze śmiechu :D Ja zresztą też :D
Nie podoba mi się, że napisałeś taki nagłówek: "Porażka filmu "Z Archiwum X: Chcę wierzyć"". W sumie wiadomo o co chodzi, ale na portalu filmowym, który uznaje się za szanujący powinniśmy unikać tego… Bo po przeczytaniu tytułu można pomyśleć, że ten film jest słaby. Nie oceniajmy filmu przez pryzmat sukcesów finansowych (bo to raczej jest zasługa spraw marketingowych), a przez sam film :) Chociaż mnie to trochę zdziwiło, że tak mało widzów poszło do kin i osoby odpowiedzialne w USA za reklamę tego filmu powinny dostać niezłą naganę, bo z tego co słyszałem "Chcę wierzyć" jest lepszy niż poprzednie pełnometrażowe "Z archwium X".
Nie zgodzę się. Nielsen już od paru lat nie zaprezentował nic szczególnego. Chociaż może był najlepszy w Superhero… Jednak nie ulega wątpliwości, że tego parodią nie można nazwać. Co ona parodiuje? Spidermana? Jedyne co ten spiderman robi to obrywa ciągle w głowę różnymi rzeczami. I to ma być śmieszne? A motyw z Hawkingiem to przegięcie na maksa i za samo to już 1 się należy i nie ma zmiłuj. Ani razu się nie śmiałem na tym czymś zwanym "Superhero". Wiedziałem, że to głupie będzie, ale że aż tak?
Sprytem… Powiedzieć, że bierzesz ją na coś, co ma ochotę oglądać, a bileciki wiadomo na co kupić :D
Juskowiak nie zrozumiał przesłania filmu. Tu nie chodzi o to, czy główny bohater filmu był hrystusem czy nie. Chodzi o to, jak nadzwyczaj bystra osoba potrafi manipulować ludźmi.
Założyciel tego tematu nie potrafi pojąć przesłania filmu, który naprawdę jest wart polecenia :)
PS: W sumie gdyby nie ten temat, bym filmu nie obejrzał. Bo tak wszedłem sobie poprzez "Opinie" i wyczytałem wiele pochlebnych recenzji.
Uważam Aronofsky’ego za wielkiego reżysera i nie uważam, że angażowanie się w "RoboCopa" to dobry pomysł :/
Chyba jeszcze są braćmi, bo na Speed Racerze było A Film by The Wachowski Brothers.
Cała ta sytuacja jest zabawna trochę :D
Proszę czekać…