Ale lipa, dialogi głupie aż do bólu, scenariusz debilny, a Szwarcuś próbuje pokazać, że potrafi poważnie zagrać, jednak mu to nie wychodzi.
Nigdy nie byłem zachwycony Transporterami ze Stathamem, szczególnie tych kolejnych, no ale w porównaniu z tym czymś, to były perełki. Oto przepis na film akcji: durny scenariusz, masa lasek, fura, drętwy bohater i kupa bijatyki.
Nie do pobicia humor angielski. Mistrzowie abstrakcyjnego humoru. Kocham ich. Swoją drogą nic dziwnego, że mając takie korzenie Terry Gilliam należy do grona najlepszych reżyserów świata.
Nareszcie obejrzałem i muszę stwiedzić, że jestem lekko rozczarowany. Spodziewałem się bardziej petardy w stylu Rybki zwanej Wandą. Mimo to jest to dobra komedia, ale tylko dzięki obsadzie i mam na myśli w zasadzie wszystkich, włącznie z pracownikami zoo. Oczywiście film ukradł Kevin Kline i to zdecydowanie, nawet Cleese mu nie dorównał, chociaż i tak był znakomity. No i Palin, mistrzostwo również.
Jedna uwaga, wiadomo, że Kline zagrał podwójnie, natomiast nie ma tego w obsadzie, tzn. jak się włączy pełną obsadę to jest, ale w głównej karcie nie wyświetla.
Bardzo dziwię się niektórym niskim ocenom i ogólnie nie za wysokiej średniej, gdzie na przykład taka Mumia ma o oczko wyżej. Tymczasem, bardzo oryginalna historia z wieloma elementami zaskoczenia, że nie wspomnę o samym zakończeniu. Szybka akcja. Cakiem dobre efekty, zdięcia super. Muzyka dobra. Obsada bardzo dobra, w szczególności Paul Betany i Herren Mirren, ale i Fraser dał radę, na którego tu psioczenia czytałem. Na uwagę zasługuje też Eliza Bennet, jako Magie, duży talent. Podsumowując mogę wszystkim z czystym sercem polecić ten film. Dodam, że nie jest to do końca kino familijne z uwagi na niektóre elementy nie nadające się za bardzo dla dzieci.