@dawidek98
@lukas403 Zgadzam się. Oscary od dawna nie są żadnym wyznacznikiem.
Kevin Costner w swojej życiowej kreacji. Zespolił się duchowo i emocjonalnie z Johnem Dunbarem. Muzyka, aktorstwo, kostiumy i scenografia – zasłużone Oscary, bo tutaj wszystko jest na najwyższym poziomie. Dzisiaj wrócę do tego filmu piąty raz, bo nie mogę się nim zachwycić w pełni. Wielkie kino, aż ciśnie się na usta Januszowe "Kiedyś to było!".
Co wy chcecie? Kroll mi bardziej smakował niżeli obie części Psów. Naprawdę dobre kino. I przez dłuższy czas – aż do "Pokłosia" najlepszy film Władysława Pasikowskiego.
Nie powiem, że mi się nigdy nie podobał. W podstawówce oglądałem go często, teraz to ja dziękuję. Za głupawy, jak na mój wiek.
Ponownie Quentin Tarantino szału nie zrobił tym filmem. Niesamowicie wtórny – Wściekłe Psy w wersji westernowej. Trochę się wynudziłem, a to się sporadycznie zdarza na filmach z Samuelem L. Jacksonem (jednym z moich najulubieńszych aktorów).
Wielu się zachwyca tym filmem. Ale cały czas siedzą w willi i Leonardo DiCaprio popija drinka słomką gadając rzeczy niekoniecznie istotne. Nie zafascynowało mnie to dzieło. Samuel L. Jackson też nie zaświecił. Jednakże na plus zaliczam scenę z graną na fortepianie bagatelą "Dla Elizy" Ludwiga van Beethovena i epizod Quentina Tarantino jako pracownika kopalni. Nie porywa mnie teraz i nawet i za 50 lat mnie nie będzie "Django" powalał. Płytki, miałki, banalny.
Dla mnie jeden z najlepszych filmów, jakie przyszło mi obejrzeć. Tam zagrało dosłownie wszystko. Quentin Tarantino był wielki – w XXI wieku poziomem dorównał mu jedynie Bękartami Wojny.
Ta część przebiła dwie poprzednie moim zdaniem nawiązaniami, zdecydowaniem o pozostaniu muzyki Michała Lorenca (bo co to są za Psy bez "Kołysanki") oraz aktorstwem Marcina Dorocińskiego – tam zagrał tak fajnie, że przebił samego Bogusława Lindę i samego Czarka Pazurę. No i Arkadiusz Jakubik w roli współwięźnia Franza. Mała rola, ale zawsze zabłyśnie, za co lubię tego aktora. Zdecydowanie nie poczułem zawodu. Miejscami nieco smutny i nostalgiczny. Ale właśnie to mi się podobało i wzbudziło u mnie głębszą refleksję.
Dobre polskie kino. Można się czepiać scen bitewnych, ale w tym przypadku to jednak mało znaczący aspekt. Natomiast "Stara baśń" i "1920: Bitwa warszawska" to kosmiczne nieporozumienie. Te filmy pogrążyły Jerzego Hoffmana, tak jak kiedyś Jerzego Gruzę przygoda z big-brotherowcami.
Francis Ford Coppola – za co się nie zabierze, zawsze wyjdzie mu to perfekcyjnie.
Proszę czekać…