@dawidek98
@Chemas Zgadzam się z Tobą w 100%.
Bardzo dobry film, w którym jednak było więcej detektywa Dale’a Coopera z "Miasteczka Twin Peaks", aniżeli samego Anthony Hopkinsa jako księdza. Tym niemniej, warto zwrócić na tą ekranizację prozy Franza Kafki, zwłaszcza że nie był kręcony w Wielkiej Brytanii czy Ameryce, a po prostu w Czechach. Główny bohater Józef K. to taki lowelas. Założę się, że gdyby był w związku małżeńskim to i tak by się rozglądał za innymi kobietami. Jason Robards też wypadł jako doktor Huld rewelacyjnie. Ale książka i tak jeszcze lepsza, chociaż o filmach i muzyce jeszcze łatwiej mi mówić, to tym niemniej fascynuję się tymi trzema rzeczami, z czego się bardzo cieszę. 7/10
Bardzo dobry film z kapitalną jak to w XX wieku bywało, a zarazem wspaniałą kreacją Anthony’ego Hopkinsa. Aktor dosłownie wszechstronny, potrafi zagrać wszystko – jak tylko widzę go w obsadzie, to przeważnie zawsze mam ochotę obejrzeć dane dzieło. Tym razem wcielił się w legendarnego włoskiego malarza, Pablo Picasso, który malował obrazy z symbolicznymi zniekształconymi twarzami oraz przedmiotami. Prezentował tzw. "kubizm". Już we wczesnym dzieciństwie obiło mi się jego nazwisko o uszy z tego względu, że w "Toy Story" Pan Bulwa o nim wspomniał i grałem w program edukacyjny o tytule "Zostań małym Picasso". Kobiety, które mu towarzyszyły też są piękne, a zarazem urodziwe aktorki, w które wcieliły się kolejno Julianne Moore i Natascha McElhone. Takich rzeczy już się dzisiaj nie kręci! Polecam. 8/10 i do ulu.
Niezwykły klimat czasów, które już nie powrócą. Tak przy okazji, bardzo ciekawa pani na drabinie.
Stara prawda. Nie wierz nigdy kobiecie, jak to onegdaj prawiła Budka Suflera.
@dawidek98 A najlepsza scena z filmu to przemowa Dona Vincenzo w klaustrofobicznym pomieszczeniu o pochodzeniu Sycylijczyków. Prawdziwa bomba, Quentin Tarantino to człowiek z niekwestionowanym talentem reżyserskim, scenariuszowym i aktorskim jednocześnie. Imponujące kino. Wróciłem sobie dzisiaj i wcale nie żałuję!
@Chemas Potwierdzam, zgadzam się w 100%. Wielka szkoda, że tylko cztery odcinki powstały. Ale to nie są "M jak Mydliny" czy "Barwy nieszczęścia", niestety.
Biorąc pod uwagę to, że film został nakręcony przez amatorów oraz, że miał być "paradokumentem" (rozwiązali tym sprawę z profesjonalnym sprzętem filmowym, którego nie mieli i którego wcale nie potrzebowali), to uważam, że jest to dzieło godne uwagi. W podobnej konwencji zaczęły pojawiać się inne filmy (ale robione przez profesjonalistów) jak choćby "Rec" czy "Project Monster". Z uwagi na powyższe daję 8.
Trzyma klimat dwóch poprzednich części. Bardzo mi się podobały wulgarne odzywki tytułowej postaci, a zarazem piękny koniec, na który zabawka niewątpliwie sobie zasłużyła. Fajne też jest to, że tym razem historię przeniesiono do wojska, gdzie Andy wciąż tłumaczy swoim przyjaciołom, że mierzy się z demonem, jakim jest niewątpliwie laleczka Chucky. Justin Whalin zagrał Andy’ego Barclaya dobrze, jak na praktycznie wcale nieznanego aktora. Całkiem udany był tekst "Don’t f**k with Chuck!" – nie jest on według mnie śmieszny, ale i tak to jest kwestia zapadająca w pamięć. Niektórzy ludzie odbierają tego typu filmy zbyt osobiście, skoro myślą, że zabawki mogą ludziom przeszkadzać w różnych codziennych czynnościach. Bo w "Toy Story" zabawki ożywały, gdy nie było wokół wcale ludzi na horyzoncie. 7/10
@Chemas A ja mam na DVD – chociaż jak byłem mały, to widziałem kasetę u znajomych na VHS.
Proszę czekać…