@Marac
Może otworzyłaś w Excelu po czym zapisałaś? To nie jest tak naprawdę format Excela – po otwarciu i ponownym zapisie plik staje się nieczytelny dla "importera".
Jeśli z jakiegoś powodu musisz go edytować przed wgraniem na FDB, musisz użyć jakiegoś zaawansowanego edytora czystego tekstu (windziany Notatnik się nie nadaje, bo pewnie zepsuje łamanie linii).
> Elizabeth_Linton o 2018-05-11 08:43 napisał:
> https://www.youtube.com/watch?v=oyoiCyP4Bkg
>
> Według mnie okropna.
Idealna. Typowe eurowizyjne gówno – 50% kiczu i 50% bezczelnego zrzynania z przebojów pop (mieszanka Avicii i nie pamiętam jak się nazywa to drugie co oni rypią). Fałszowanie to już tylko wisienka na torcie – smaczek dla koneserów.
Żaden szanujący się artysta nie chce mieć przecież nic wspólnego z tym festiwalem dla głuchych. No chyba, że dla beki, jak kiedyś Lordi (chociaż wygrali też wyłącznie dlatego, że mają kiczowaty wizerunek – oczywiście świadomie kiczowaty, ale jednak – a nie z powodu swojej muzyki, która była lata świetlne ponad poziom Eurowizji).
Komedia matrymonialna [8/10] |||
Niesamowite przygody Fina w Estonii. Fina szukającego żony. Chociaż równie dobrze zamiast Fina mógłby być zielony ufoludek. Bo zachowanie głównego bohatera mało przypomina zachowanie typowego przedstawiciela rodzaju ludzkiego. I właściwie z tym wiąże się jedyny problem tej bardzo zabawnej i pogodnej komedii. Reżyserowi niestety nie udało się przekonująco pokazać co takiego kobiety (a zwłaszcza jedna z nich) widzą w głównym bohaterze, pozbawionym uroku życiowym ofermie, nadającym się bardziej do roli antyamanta. Jest to jednak drobiazg, który nie psuje znacząco wrażeń wyniesionych z tego filmu – pełnego optymizmu i niewysilonego humoru, trochę w stylu Jarmuscha lub Kaurismäkiego. Każdy potwór znajdzie swoją amatorkę – można by podsumować. Wystarczy tylko pojechać do Estonii.
Świetny komediodramat [8/10] |||
Świetny komediodramat o facecie z chorobą afektywną dwubiegunową, koncertowo zagrany przez Michaela Douglasa. Może trochę niepotrzebny wątek przygodowy – ciut to zgrzytało na łączach. Ale to drobiazg i bardzo nie przeszkadza. No i w sumie wątek ten jest bardzo zabawny. Zdecydowanie polecam.
Komiks o superantybohaterze. Bardzo dobrze, dostatecznie [6/10] |||
Lubię dobre kino akcji, ale tu mimo deszczu kul i rzeki krwi było nudnawo. Sceny walki strasznie przerysowane i powtarzalne – szybko zaczynają nużyć. Komiksowa niezniszczalność bohatera utrudnia zaangażowanie się w historię. Ale zrealizowane to jest pierwszorzędnie, więc w sumie – ogląda się. Świetna jest gra aktorska (nawet bez bólu da się patrzeć jak z Keanu wióry lecą), znakomite zdjęcia, montaż, rewelacyjna ścieżka dźwiękowa. Można się odmóżdżyć przy popcornie.
Ocena leci jedno oczko w górę za absolutnie genialny i cudownie surrealistyczny koncept hotelu dla zabójców, który rozwalił mi mózg niczym John Wick głowy swoich wrogów. No i za jego właściciela, rewelacyjnie zagranego przez jak zawsze bezbłędnego Iana McShane’a.
Oryginalny, interesujący [7/10] |||
A więc można nakręcić dziwny film, który nie jest pretensjonalną wydumaną nieoglądalną kupą.
Do obejrzenia legalnie i za darmo na Jutubie: https://www.youtube.com/watch?v=fvZkKSbA5nM
Wrzyna się w mózg jak żelazo do piętnowania [8.5/10] |||
Niesamowity klimat. Dla fanów kina ryjącego beret pozycja obowiązkowa. UWAGA NA SPOJLERY! Najlepiej nie czytajcie absolutnie nic o fabule, żadnych opisów, komci, zwiastunów czy recenzji. Ewentualnie tutejsza recenzja Szklistej oraz redakcyjna na Filmłebie nie zawierają spojlerów, jeśli już musicie.
Bardzo mi się nie spodobał [2/10] |||
Miał być poruszający, jednak nie byłem w stanie zaangażować się emocjonalnie w dramat głównego bohatera z powodu absurdalnych rozwiązań fabularnych i kompletnego braku wiarygodności psychologicznej bohaterów. Szkoda, bo myślę, że w lepiej zrobionym filmie kluczowy monolog jak i późniejsze wyjawienie celu podróży, mogłyby robić naprawdę mocne wrażenie.
Gra aktorska też straszna, nawet Brada Dourifa, którego postać była strasznie przerysowana.
Walka o przetrwanie zbliża. Nawet wrogów [8/10] |||
5 facetów, 3 pistolety, woreczek owsa i śnieg. Dużo śniegu.
"Mój własny wróg" inspirowany prawdziwą historią. Warto obejrzeć.
A gdyby ktoś chciał wiedzieć jak było naprawdę: https://en.wikipedia.org/wiki/Into_the_White#Historical_accuracy
Proszę czekać…