@Movieman
Interesujący antybohater – One man show jak to się mówi o takich filmach. Jake Gyllenhaal niesie swoja charyzmą ten film, będący niezwykle mocną i wymowną satyrą na współczesne media. Zdecydowanie pod tym względem przebija to wg mnie Zaginioną dziewczynę. I chociaż momentami film, jak i bohater wydają się być trochę przerysowani, to totalnie mi to nie przeszkadzało. Dawno nie było w kinie takiego antybohatera (najbliżej był chyba Leo DiCaprio w Wilku, ale tam jednak były momenty, że można było zapałać jakąś tam sympatią do tej postaci pomimo wszystkich złych rzeczy, które robił), a do Jake’a? Ni chuuchuu.
Świetne są te początki Blooma w roli wolnego strzelca, gdzie jako raczkujący kamerzysta popełnia błędy, uczy się tego fachu. Później pojedynek z Paxtonem i rozwijanie swoich socjopatycznych zapędów, wielka kreacja Gyllenhaala czapki z głów.
A wszystko zakończone fantastycznym finałem i pościgiem po nocnym Los Angeles. Uwielbiam miasto nocą – chociażby perfekcyjne pod tym względem filmy Manna – tutaj jest tak samo. Świetne kino, ode mnie 8/10.
Ta scena w ogóle jest fantastyczna. Najpierw Fletcher okazuje skruchę z powodu wypadku byłego ucznia, pokazuje, że on także jest człowiekiem a nie tyranem. Chwilę później następuje całkowita zmiana i katowanie swoich podwładnych. Niesamowite to było.
Zgadza się – ten film na świetne sekwencje muzyczne (finał to istna petarda emocji i napięcia), ale także dwie GENIALNE sceny bez muzyki.
Pierwsza to scena przy stole i fantastyczna rozmowa, a raczej kłótnia, gdzie wszyscy stanęli przeciwko Andrew – nawet ojciec głównego bohatera. Stereotypowe, amerykańskie myślenie, które mówi, że "jesteś sportowcem, jesteś kimś" świetnie zostało tutaj obalone.
Druga to oczywiście moment kiedy Andrew zrywa z dziewczyną. To było tak proste, ale tak wymowne, że koniec – "sorry mało, wole karierę, nie chce sie skrzywdzić, nara". Piękne.
Zwiastun w sumie nie budzi we mnie żadnych emocji – ani pozytywnych, ani negatywnym. Czekam na kolejne zapowiedzi, gdzie pokazany zostanie Yellowjacket i trochę więcej Ant-Mana w akcji. Sam Rudd prezentuje sie całkiem nieźle.
UWAGA! Arcydzieło – Pierwsza 10/10 od czasów Drive. Myślałem, że już nic lepszego od Gone Girl nie dostanę z tamtego roku, a tutaj taki zonk. Wiedziałem, że będzie to świetne kino pomimo tematu, który jest dla mnie totalnie obcy. To co jednak dostałem przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Pełen emocji dramat jazzowy, który ogląda się niczym jakiś mroczny thriller. Do tego dwie wybitne kreacja aktorskie – Simmons słusznie zgarnia te wszystkie nagrody, ale Teller wcale nie jest gorszy. Aż mi go szkoda, że jest pomijany, będzie wielki. Fantastyczny film, polecam.
Świetnie to wyszło :D
Hmm, może. Ale z drugiej strony jakby zrobił premierę z miesiąc wcześniej to pewnie dostałby kilka nominacji do Oscara. Tak go Akademia kocha!
Dołącza? On przecież był na tej liście dużo wcześniej niż panowie których wymieniłeś :P
Jak patrzę na nominację w kategorii serial dramatyczny to aż japa sie sama cieszy. Co prawda nie oglądałem jeszcze Downtown Abbey (mam w planach, zacznę w tym tygodniu), ale spokojnie każdy z tych tytułów można nazwać GIGANTEM współczesnej telewizji.
W sumie się zagalopowałem. Zapomniałem, że Martwica (i nie tylko) była przed Przerażaczami :D
Proszę czekać…