Jak coś jest do wszystkiego to jest do niczego jak kiedyś mawiała w TV pewna babcia od wybielacza.
Zabawne, że w Polsce nawet pięciominutowe krótkometrażówki potrafią nie mieć scenariusza. 3/10 za chęci.
Większość odpowie, że "Kino" ale kiedyś była to dla mnie zbyt "ciężka" gazeta a potem już do niej nie zaglądałem.
Wydaje mi się, że już od ponad roku nie czytam tej gazety, przestała mnie interesować z podobnych powodów.
Kwietniowa okładka jest dowodem ostatecznego upadku tej gazety, niżej są już tylko krety i inne bardziej pożyteczne od tego czasopisma zwierzątka.

Nie oszukujmy się on już w 2003 roku był na to za stary i jak to gdzieś złośliwie napisano walczył głównie z własnym brzuchem. A uciekanie się do jakichś komputerowych sztuczek czy nawet motion capture będzie tylko żałosną walką z upływem czasu.
Szkoda też, że Arnold chce na poważnie wziąć udział w dożynaniu serii, bo Justin Lin nie gwarantuje niczego o wiele lepszego niż McG.
7/10 – Całkiem udana próba zmierzenia się ze stylistyką grindhouse’u. Oczywiście nie wszystkie sceny są równe, a niektóre pomysły są mocno przesadzone ("Zaraza" w finale) ale całość o dziwo sprawia lepsze wrażenie niż Machete od Rodrigueza, choćby pod względem stylizacji kadrów i atmosfery B-klasowca z epoki taśmy. Na plus znakomity Rutger Hauer którego charyzma pociągnie każdy dziwaczny pomysł scenarzysty.
Nic ciekawego, połączenie 300 ze Starciem Tytanów w którym pod koniec w scenie ze strzałami rozbrzmiewają echa gry na Pegasusa. Największy pozytyw płynący z tego trailera jest taki, że Cavill wydaje się być naprawdę dobrym kandydatem na Supermana.
Proszę czekać…