To drugi film Tony’ego Goldwyna który widziałem, i facet naprawdę ma reżyserski talent chyba nawet większy niż aktorski…
Fenomenalnie prowadzi aktorów, gdyby jeszcze udało mu się zwalczyć sentymentalizm, gdyby mocniej udawało mu się akcentować pewne sceny, gdyby zwalczył coś takiego co sprawiało, że Conviction w kilku momentach chwiało się nad przepaścią Hallmarku, by zaraz znowu powrócić na właściwy tor dzięki świetnemu Rockwellowi. Także ode mnie na razie 7/10, ocena raczej nie spadnie, a może wzrośnie.
Last Kiss od tego reżysera/aktora jednak sporo lepsze, chociaż i tam popełnia podobne błędy.
Podobno sam film jest dość kiepski, a po zwiastunie mnie też korci aby wstawić 1 bez oglądania, no ale bez przesady… Nawet Gulczasa i Yyyyrka obejrzałem kawałek w TV zanim oceniłem, całości raczej bym nie zdołał :)
Tak więc pozdrawiamy wytrawnego, niestrudzonego kinomana a raczej zwiastunomana Majrona i machamy mu niczym Karol Strasburger na końcu Familiady!
Gorzej, że on na tych zdjęciach wygląda jakby udawał nastolatka, "nie jest nim". Maguire miał 27 lat na pierwszym Spider-Manie i chyba każdy uwierzył, że gra maturzystę. Aktorsko to wybór jak najbardziej trafiony, ale pod względem tej stylizacji na nowego idola nastolatek i dopasowania do scenariusza chyba jednak nie.
Polubiłem Garfielda po Social Network i I am Here, ale szczególnie pierwsze zdjęcie jakoś mnie odrzuca. Wygląda jak diler który przyszedł coś sprzedać ufnej licealistce :)
PS A na tym zdjęciu jedną sznurówkę ma niebieską a jedną czarną, ale jest super ekstra cool! :)

Potwierdziło się to czego na początku się obawiałem, mamy prawie 30-letniego Garfielda przebranego za nastolatka w emo rękawiczkach i z fryzurą na Pattinsona.
Tu się zgadzam, z 6 sezonu świetny jest 1 odcinek i Blitzgiving. Niestety pojawiają się też tak słabiutkie odcinki jak ten z Robin i bobrami.
No 5 i 6 sezon są jednak trochę słabsze, Harris jakby trochę znudzony, a Segel już nie tak cudownie zamulony :) Ale i tak uwielbiam ten serial i mam do niego niesamowity sentyment.
Sądzę, że bardzo duże szanse na znalezienie się na mojej liście ma 127 hours i True Grit, ale na chwilę obecną moja złota, pegasusowa piątka roku (wg premiery na świecie) to:
1. Czarny łabędź- są takie filmy po których ogarnia mnie wrażenie, że dokładnie tak bym to nakręcił, film Aronofsky’ego jest jednym z nich. Niektórzy mogą powiedzieć, że to nic nowego, ale nie słucham filmowych burżujów którzy pozjadali wszystkie filmy. Wolę stwierdzenie, że w tym poważnym filmie Darren A. radośnie czerpie z kina samego siebie, Cronnenberga, Polańskiego, czy Raimiego. Wszystko jest tak pełne emocji i nieziemsko zagrane przez Portman, że gdybym palił to w trakcie seansu poszłaby cała paczka.
2. Social Network- tutaj znowu mamy rolę życia, tym razem z zaskakującej strony Jesse’iego Eisenberga, z prostej historii wyciśnięto maksimum, a Fincherowi nie udało się wyreżyserować ani jednej złej sceny. To jest facet który z odcinka "Klanu" stworzyłby emocjonujący thriller, więc czekamy na "Gangsterzy u Chojnickich 2".
3. Incepcja- Nolan przypomniał światu, że blockbuster nie musi być głupi, że w trakcie oglądania filmu za 160 mln$ nie musimy wstydzić się za namiastkę mózgu reżysera. Po prostu świetna, niegłupia rozrywka, wcale nie taka wydumana i napuszona jak sądzą niektórzy.
4. Toy Story 3- animacja przy której chowają się wszystkie Shreki, Madagaskary i inne popularne u nas czerstwo-śmiechowe animacje (mam nadzieję, że w tego Sylwestra nie stracę dwóch dych w tak głupi sposób jak kupując bilet na Madagaskar2). Śmiech, refleksja, trochę dla dzieci, trochę dla dorosłych, wspaniali bohaterowie i finał który staje w gardle ze wzruszenia…
5. Kick-Ass- wydaje się, że pod koniec roku mocno niedoceniana, pomijana w plebiscytach komiksowa wariacja Matthew Vaughna. Kompletnie niepoprawna zabawa w kino z odlotowym soundtrackiem. Oczywiście w drugiej połowie cierpi na syndrom Hancocka, ale czy to naprawdę tak bardzo przeszkadza w mimo wszystko opartej na klasycznych ramach historii o chłopaku który przestaje być prawiczkiem a zostaje bohaterem?
O piąte miejsce biły się jeszcze The Town, Ghost Writer i Shutter Island, ale mam dobry humor, więc wybrałem film najbardziej rozrywkowy :) To teraz czas na mniej przyjemne rzeczy…czyli najgorsze filmy roku:
1. Last Exorcism- a podobno w Quantanamo torturują Eminemem i Metallicą… Najnudniejszy film świata, większość filmów z wesela jest ciekawszych, filmy ze studniówki potrafią być lepszym horrorem.
2. Skyline- kolejny dowód na to, że w braciach Strausse nie tli się żaden płomyk reżyserskiego talentu, chyba, że mówimy o talencie do wypuszczania pełnych niezamierzenie śmiesznych scen koszmarków…Uwe już niedługo pozostanie królem, Ed Wood drży w niebiosach…
3. Grown Ups- wiecie co jest bardziej żenujące od kompletnie nieśmiesznej komedii z 5 gwiazdami tego gatunku?…
4. Jonah Hex-…bardziej żenujący jest nudny jak flaki z olejem film przygodowy, amerykańskie służby mają kolejny na tej liście film dla podejrzanych o terroryzm…
5. MacGruber- miała być kupa żartów na temat MacGyvera a była sama kupa…
O miejsce na liście biło się jeszcze kilka pomniejszych żenad (tak panie Kutcher i pani Heigl!) oraz Casey Affleck bił Jessicę Albę w żałosnym, pseudoartystycznym wymiocie…
PS. Sorry, że tak się rozpisałem na tym freestyle’u :)
Widać twórcy wyszli z założenia, że każdy lekarz to chirurg :)
Moim zdaniem ci pomagierzy to ludzie poznani przez Gordona na terapii u "świętego z Bostonu" który wspominał, że kaleki lekarz często przychodzi na ich spotkania, może wiodła ich chęć zemsty na oprawcach. Oczywiście na to też scenarzyści machnęli ręką. Furtka jest, ale na szczęście niewielka, gra się już skończyła a eksperyment Jigsawa powiódł się na dr Gordonie.
Każdy poprzedni Resident to film co najwyżej przeciętny, każda poprzednia Piła od trójki wzwyż to słabizna, więc ja tam nie widzę aby 3D zmieniało kino…
Zmienia co najwyżej tyle, że gó…o jest droższe i więcej ludzi nabiera się na jego zapach :)
Proszę czekać…