Szczerze mówiąc to przeciętny, gdyby nie nazwisko reżysera to kompletnie nie zwróciłbym uwagi na ten film.
Po ostatnich 2 odcinkach mój entuzjazm znacznie opadł, np po co nagle zaczynać i szybko kończyć wątek naukowca granego przez Noaha Emmericha, skoro porzucono wątki murzyna z dzieckiem i Michaela Rookera? Jak na 6 odcinków, to jednak naprawdę mamy chaos i natłok pomysłów zupełnie jakby scenarzyści byli uczniami zgłaszającymi się do tablicy producenta.
Chodzi o premierę światową. Co do filmu, oj nawet nie chce mi się pisać, wręcz podręcznikowy przykład partactwa i tego jak nie należy reżyserować, grać, montować, pisać scenariuszy. Po prostu 1/10 i zacięta walka z Jonahem Hexem o tytuł najgorszego filmu roku.
A efektami bym się nie podniecał, bo raz są zaledwie solidne, a dwa finansował je budżet "Battle: Los Angeles" i już wiadomo, że sprawa skończy się w sądzie.
Nie martw się mnie też nie przekonał. A już porównywanie tego do filmów ze stajni Apatowa uważam za zupełnie chybione, Kac Vegas nie dorasta do pięt "Forgetting Sarah Marshall", "Wpadce" czy "40-letniemu prawiczkowi". Były jeszcze porównania do Kevina Smitha, ale te pominę litościwym milczeniem…
Naciągane w bólach 6/10.
Mimo solidnej roli Whitakera to niestety w wielu miejscach kuleje reżyseria. Mamy przerysowane postacie (doktor kierujący eksperymentem to jakiś szalony naukowiec z lat 50-tych), przerysowane sceny (Whitaker wzruszający się na komedii romantycznej, Whitaker "dumnie stojący" przed lustrem), wreszcie wspomniany czarnoskóry aktor często szarżuje puszczony przez reżysera "samopas". Mimo wszystko bardziej podobała mi się rola Brody’ego.
Nie wiem jak miało to miejsce w rzeczywistości, ale na filmie jednak za szybko dochodzi do ekscesów, a przecież starczyłoby pokazać w krótkim montażu trochę więcej spokojnych dni. Jeśli wsadzi się 30 chłopa w jedno miejsce to co nastąpi prędzej? Wódka i pieprzne dowcipy czy odlewanie się na współtowarzysza?
Ode mnie tylko 5/10.
Mimo, że jestem przyzwyczajony do specyfiki polskich portali filmowych to nawet nie wiem co odpisać na taką ocenę tego wspaniałego, uskrzydlonego emocjami filmu. Najlepiej niech każdy sam obejrzy i przekona się o tym razem krzywdzącej, a tradycyjnie niezwykle treściwej opinii kolegi i_darek1x
Padłem. 43 mln$ przy 170 mln$ budżetu to ma być sukces? To tylko wynik który daję nadzieję, że nie będzie tak dużej klapy jakiej wielu się spodziewało, to wynik który przy długich świątecznych nogach pozwala modlić się o 200 mln$ z USA. Wreszcie to wynik który nie pozwoli przeskoczyć nawet Despicable Me, i z którym Tron prawdopodobnie ledwo załapie się do pierwszej dziesiątki 2010 roku. I my mówimy o najbardziej oczekiwanym filmie DEKADY? A Avatar, a Władca Pierścieni?
Co do Avatara, to Fox puścił to wtedy tylko w 2600 kinach, kraj sparaliżowała zima i ogólnie nie ma sensu niczego porównywać do Avatara, który finansowo jest fenomenem spotykanym raz na kilkanaście lat.
Tak na marginesie, artykuł strasznie podobny do tego ze Stopklatki, nawet wnioski z Terminatorem takie same, hmm dziwne…
Tom Cruise tradycyjnie z profilu.
Zgadzam się z panem, panie Darabont :)
Proszę czekać…