Aktywność

Strażnicy Galaktyki (2014)

Rodzinka obok mnie była przekonana, że Cosmo to Łajka, ale w sumie w niczym to nie przeszkadzało :)

Selfie nowej Fantastycznej Czwórki

Adoptowali go, zobacz, nadal jest tym faktem ucieszony :)

Locke (2013)

SPOILER

Moim zdaniem końcówka jest wzruszająca i przejmująca. Prosta scena pokazuje, że zwyczajność objawiająca się meczami, piwem, kiełbaskami i kiksami Gary’ego Caldwella, już nigdy nie będzie mu dana. Dopiero teraz Hardy poczuł głębie tego wszystkiego co zmieni ten wieczór, i już momentalnie, boleśnie zaczął za tym tęsknić, wiedział już, że nie będzie mógł dzielić wszystkich emocji ze swoimi synami.

Błędy ojca których obsesyjnie chciał uniknąć, stały się jego błędami. To on będzie tym żałosnym kolesiem w trampkach gdy syn skończy 23 lata. Wszystko to dociera do Toma w tej scenie, i jest świetnie przez niego zagrane.

Jednocześnie końcówka daje jednak iskierkę nadziei, którą jest nowe życie, Hardy zadaje sobie pytanie czy jednak może być w tej sytuacji dobrym ojcem dla całej trójki, czy ma jednak szansę na naprawienie błędów. I z tymi pytaniami zostaje też pozostawiony widz.

Strażnicy Galaktyki (2014)

We Are Groot :)

Nowe zdjęcie i dwa plakaty Zaginionej dziewczyny

Mogliby się zdecydować czy stylizują na kadr z wiadomości, czy na fotkę z Polaroida. Na razie dość przeciętna kampania reklamowa jak na film Finchera.

Zobacz nowe zdjęcie Thanosa!

Scena pochodzi z Guardians of the Galaxy, gdzie Josh Brolin udowadnia, że jest castingowym strzałem w dziesiątkę.

Strażnicy Galaktyki (2014)

9/10 – Musiałbym być chyba robotem bez serca aby nie poddać się urokowi tego filmu. Łasi się on do widza na wiele sposobów, niczym wzruszający, doświadczony przez życie kundelek ze schroniska. Doświadczona przez życie jest także grupa bohaterów, życiowych rozbitków którzy realizują wariację na temat klasycznego "od zera do bohatera". Trudno ich nie polubić w obrazie mającym prawdziwy posmak Kina Nowej Przygody (znany ze zwiastunów początek, fantastycznie rozplanowane zapoznanie naszych Strażników), dającym pewną mieszankę przygód starych bohaterów Gwiezdnych Wojen z nowym Star Trekiem i szczyptą Indiany Jonesa.

Świetny, zupełnie naturalny jest tutaj Pratt, przekonuje nawet Batista o którego umiejętnościach aktorskich nie miałem do tej pory najlepszego zdania. Reszta w porządku, Zoe Saldana gra na manierze zbuntowanej ćpunki. John C. Reilly jest Deweyem Coxem w uniformie, a Cruella De Mon uciekła w kosmos. Do pisków Coopera jako Szopa musiałem się przyzwyczaić, ale w ostatecznym rozrachunku trudno nie polubić tej postaci. Nie kradnie on jednak przedstawienia, tutaj pole należy do Groota, pełni on funkcję podobną do Hulka w filmowych Avengers, jest postacią tak sympatycznie poczciwą i prostolinijną, że z miejsca zdobywa serce widza. Nawet ci bardziej oporni zmiękną w końcu przy jego scence z Jackson 5.

Skoro już o muzyce mowa, tak niesamowicie dobranego, budującego klimat filmu soundtracku nie widziałem/słyszałem chyba od czasu Garden State. Dopełnia on obrazu tej produkcji, pełnej szczerego, niewymuszonego uroku i włożonej pasji, wreszcie, z czym problemy ma często Marvel, autorskiego szlifu. Nie tylko rólki stałych aktorów Gunna (pojawiają się Michael Rooker, Gregg Henry, podobno też Nathan Fillion, Rob Zombie i Lloyd Kauffman) pozwalają odnaleźć tutaj autora "Robali" i "Super", czuć ten specyficzny kicz, czuć zabawę materiałem.

Zgrzyty? Przebajerowane finałowe rozwiązanie, Lee Pace o którego motywacji zapomina się już w trakcie gdy ją tłumaczy i bardzo, bardzo swobodne podejście do kwestii które często potrafią rozzłościć internet: grawitacji, ciśnienia w kosmosie, regeneracji bohaterów i takich tam.

Na szczęście na każdy słabszy moment scenariusza przypadają dwa udane dialogi (Pollock i Bacon to chyba moi faworyci), oraz dwie świetne sceny humorystyczne (cała ucieczka z więzienia to kopalnia świetnych pomysłów).

Naprawdę warto wybrać się do kina! Pamiętajcie, że film nie zaczyna się od loga Marvela, tylko od napisu o czasie i miejscu akcji, na sali dało się wyczuć lekką konsternację. Po końcowych literkach czeka na Was najbardziej nerdowska z nerdowatych scen po napisach w historii kina.

Kapitan Ameryka: Zimowy żołnierz (2014)

8/10 – Powrót Marvela do wysokiej formy. Scenarzyści jakby przestraszyli się depresyjnego wątku z Carter, który urywa się dość nagle, a film już raczej do niego nie wraca, ale i tak czuć zagubienie Kapitana we współczesnym świecie. Przy okazji, czy czasem nie krążyło zdjęcie z planu z agentką Carter w ogrodzie przed domem? Może jednak coś wycięli.

Świetne sceny akcji, dodatkowo pościgi i kraksy samochodowe wydają się wykonane z minimalnym użyciem CGI, a choreografia i montaż walk naprawdę robi wrażenie. Jedyna scena która naprawdę mi zgrzytała, to niesamowite lenistwo scenarzystów przy wiadomym wątku z twarzą w finałowym akcie. Wszystko inne jestem w stanie wybaczyć, Zimowy trzyma w napięciu, całkowicie wyeliminowano męczący w przesadzonych ilościach humor Iron Mana 3 czy Thora 2, oferując w zamian parę dowcipnych dialogów.

Zaskakująco dużo tutaj Redforda, ten trzymający niezwykłą formę 77-latek pojawia się w wielu scenach, a nawet ma coś do zagrania. Myślałem, że będzie pełnił jedynie rolę "uszlachetniacza" materiału filmowego.

Kolejny zwiastun Interstellar!

Najfajniejszy jest tutaj klimat Bardzo Ważnej Wyprawy.

Sekstaśma Diaz i Segela

Już w ciągu 2 minut zwiastuna obecne były wymęczone gagi i słaba gra aktorska, z recenzji można wnioskować, że cały film spełnił obietnice. Niech Segel wraca do starej wagi, bo z tą zapadniętą twarzą wygląda jak zombie.

Proszę czekać…