Aktywność

Kinowy spin-off Gwiezdnych wojen?

Jeżeli tylko George Lucas nie będzie maczał w tym swoich palców (co jest mało prawdopodobne) to projekt miałby potencjał i może nawet odbudowałby po części złą sławę nowej trylogii SW.
Coś ostatnio głośno o tym Johnstonie (plany na czwartą część "Parku Jurajskiego" teraz Boba Fett). Widocznie uznał, że Kapitan Ameryka udał mu się (oby tak byłlo) i powróci na stałe do biznesu.

Nowy baner Smerfów

A mi brakuje starej, dobrej animacji zamiast tej paskudnej grafiki i to jeszcze w 3D…

Klip z Genezy planety małp

Świetny klip! Efekty wyglądają naprawdę przekonywająco, jak sama postać Ceasara. Bądźmy dobrej myśli, że film będzie się trzymał podobnego dość emocjonalnego schematu co w zapowiedzi niż bezmyślnego wykorzystania efektów i kolejnej rozwałki a’la Transformers.

Kevin Costner u Tarantino!

Nawet jeśli byłby to remake (ale takowym film nie jest) w wykonaniu Tarantino na pewno byłby wart zobaczenia :)

Władcy umysłów (2011)

Do mnie to przesłanie, o którym wspomina wiele osób, jakoś nie trafiło wcale. Może przez to ckliwe zakończenie lub za grubą warstwę komercyjnego rzemiosła, gdzie specjalnego miejsca na głębsze rozważania raczej nie ma.

Władcy umysłów (2011)

6/10 – Pomysł wyjściowy był niezwykle intrygujący. I taki jest film, ale może przez pierwsze pół godziny. Później zdecydowanie mniej angażuje widza w całą historię i sprawia, że z oporem "kibicuje" głównemu bohaterowi. Osobiście, oprócz całej osi fabularnej z tytułowymi władcami umysłów, spodobał mi się również wątek polityczny i otoczka relacji David-Elise.

Montażyści, scenografowie i pewnie jeszcze cała inna ekipa odwaliła świetną pracę. Cały ten motyw przechodzeniem przez drzwi wypadł niezwykle dynamicznie. Szkoda, że już odtwórce roli głównej, Matt Damona takim określeniem nazwać nie możemy. Wypadł co prawda nie najgorzej, ale wydaje mi się, że za często wybiera rolę w takich produkcyjniakach, a wolę go bardziej w rolach mniej konwencjonalnych (vide: rola w "Intrygancie").

Film jednak mocno się broni, przejściowym klimatem spisku, nieźle zaplanowaną intrygą, a w dzisiejszym kinie bez robotów, zombie i całej podobnej plejady filmy z tego gatunku coraz rzadziej goszczą na ekranach.

127 godzin (2010)

Go, Aron, go! – Po oscarowym, ale badziewnym "Slumdogu" Boyle wraca do swoich klimatów. I może obyło się bez statuetek w tym wypadku, ale twórcy wyszli z niego zwycięską ręką. "127 godzin" ogląda się z pewnym napięciem aż do końca filmu. W dzisiejszych realiach trudne to zadanie, zważając, że film to przede wszystkim teatr jednego aktora (ostatni raz Cortésemu w "Pogrzebanym". James Franco kolejny raz dobrał rolę, w której bez problemu się odnalazł.

Rewelacyjnie też tu ze stroną wizualną i muzyczną. Dlatego obraz jest w pełni dynamiczny, nawet w scenach kiedy bohater siedzi przygnieciony skałą (świetna scena jednoosobowego show!). Nie sposób również wspomnieć o wymowie filmu. Świetnie podkreślą to sekwencje otwierające i zamykające filmu. Cały pośpiech cywilizacji może obrócić się przeciwko niej – takie banalne, a Boyle wycisnął z tego frazesu ile się dało.

7+/10

Magiczny zwiastun Hugo Scorsese

Mam tylko nadzieję, że Scorsese tak jak szybko rozpoczął przygodę z 3D tak szybko ją zakończy i wróci do sprawdzonych, swoich klimatów.

Zwiastun prequela The Thing!

Zwiastun fatalny. Twórcy ile mogą podpierają się oryginałem (niemalże identyczna scenografia, klatki z psami, muzyka na końcu trailera, która pochodzi z klasyka Carpentera). Wątpię, że coś z tego wypali. A szkoda, bo "Coś" z 1982 r. naprawdę podziwiam i miałem nadzieję na trzymający w napięciu projekt, jednak na takowy się z pewnością nie zanosi.

Plakat i zwiastun Pandemii

Akurat "Sacrum" nie oglądałem (jeszcze?), ale czytałem wiele opinii, jako że wykorzystanie w tej produkcji efektu 3D było jednym z najlepszych od czasu"Avatara" :)

Proszę czekać…