Do mnie to przesłanie, o którym wspomina wiele osób, jakoś nie trafiło wcale. Może przez to ckliwe zakończenie lub za grubą warstwę komercyjnego rzemiosła, gdzie specjalnego miejsca na głębsze rozważania raczej nie ma.
6/10 – Pomysł wyjściowy był niezwykle intrygujący. I taki jest film, ale może przez pierwsze pół godziny. Później zdecydowanie mniej angażuje widza w całą historię i sprawia, że z oporem "kibicuje" głównemu bohaterowi. Osobiście, oprócz całej osi fabularnej z tytułowymi władcami umysłów, spodobał mi się również wątek polityczny i otoczka relacji David-Elise.
Montażyści, scenografowie i pewnie jeszcze cała inna ekipa odwaliła świetną pracę. Cały ten motyw przechodzeniem przez drzwi wypadł niezwykle dynamicznie. Szkoda, że już odtwórce roli głównej, Matt Damona takim określeniem nazwać nie możemy. Wypadł co prawda nie najgorzej, ale wydaje mi się, że za często wybiera rolę w takich produkcyjniakach, a wolę go bardziej w rolach mniej konwencjonalnych (vide: rola w "Intrygancie").
Film jednak mocno się broni, przejściowym klimatem spisku, nieźle zaplanowaną intrygą, a w dzisiejszym kinie bez robotów, zombie i całej podobnej plejady filmy z tego gatunku coraz rzadziej goszczą na ekranach.
Go, Aron, go! – Po oscarowym, ale badziewnym "Slumdogu" Boyle wraca do swoich klimatów. I może obyło się bez statuetek w tym wypadku, ale twórcy wyszli z niego zwycięską ręką. "127 godzin" ogląda się z pewnym napięciem aż do końca filmu. W dzisiejszych realiach trudne to zadanie, zważając, że film to przede wszystkim teatr jednego aktora (ostatni raz Cortésemu w "Pogrzebanym". James Franco kolejny raz dobrał rolę, w której bez problemu się odnalazł.
Rewelacyjnie też tu ze stroną wizualną i muzyczną. Dlatego obraz jest w pełni dynamiczny, nawet w scenach kiedy bohater siedzi przygnieciony skałą (świetna scena jednoosobowego show!). Nie sposób również wspomnieć o wymowie filmu. Świetnie podkreślą to sekwencje otwierające i zamykające filmu. Cały pośpiech cywilizacji może obrócić się przeciwko niej – takie banalne, a Boyle wycisnął z tego frazesu ile się dało.
7+/10
Mam tylko nadzieję, że Scorsese tak jak szybko rozpoczął przygodę z 3D tak szybko ją zakończy i wróci do sprawdzonych, swoich klimatów.
Zwiastun fatalny. Twórcy ile mogą podpierają się oryginałem (niemalże identyczna scenografia, klatki z psami, muzyka na końcu trailera, która pochodzi z klasyka Carpentera). Wątpię, że coś z tego wypali. A szkoda, bo "Coś" z 1982 r. naprawdę podziwiam i miałem nadzieję na trzymający w napięciu projekt, jednak na takowy się z pewnością nie zanosi.
Akurat "Sacrum" nie oglądałem (jeszcze?), ale czytałem wiele opinii, jako że wykorzystanie w tej produkcji efektu 3D było jednym z najlepszych od czasu"Avatara" :)
Akurat na tych zdjęciach tak strasznie ta maska nie wygląda, dość ładnie to zatuszowali. Porównując to z wcześniejszymi fotkami czy (o zgrozo!) ze zdjęciami z planu nie jest najgorzej :)
Dexter w wersji damskiej? :)
Nie no, 3D tutaj naprawdę jest strasznie potrzebne :)
A plakat jest teaserowy, więc kolosalnego wrażenia nie ma robić, a jedynie przedstawić logo filmu, datę, twórców, etc.
Może i tak, ale kampania tego filmu już ledwo zipie, bazując jedynie na tym jednym spojrzeniu tej małpy (pierwsze zdjęcie jakie zaprezentowano oficjalnie to zamyślony Caesar – http://gfx1.fdb.pl/raz4il.jpg). Kolejne plakaty, łącznie z tym powielały ten schemat. Może w końcu zostanie zaprezentowany poster z aktorami, którzy występują w tej produkcji, bo oprócz komputerowo niewygenerowanych małp i tacy się znajdują.
Proszę czekać…