Patrząc na plakat i tytuł wydawało mi się, że będzie to kolejna produkcja na miarę "Poznaj mojego tatę". Nie wiedziałam, że to dramat dopóki nie obejrzałam. Bardzo dobry film o relacjach rodzinnych. O tym jak każdy idzie w swoją stronę. Najważniejsze jest, aby być szczęśliwym. Zgadzam się, że warto.
Właśnie o to chodziło, żeby pokazać, że będąc obok Trumana grają, a będąc za kulisami już inaczej się zachowywali. Genialny film, genialna rola Jima Carreya. Dopiero niedawno dowiedziałam się, że to miasto, pomimo tego, że na prawdę wygląda okropnie sztucznie, rzeczywiście istnieje i mieszkają w nim ludzie.
PS. Do tej pory uwielbiam scenę, w której Truman uderza w dupę swoją walizką faceta, stojącego na drabinie.
10/10 – to jedyna ocena jaką mogę dać.
Skoro mówicie o tytułach, to i ja dorzucę swoje trzy grosze. O co chodzi z tytułem "Dirty Dancing"? Ostatnio jak był puszczany w TV, to był pod oryginalnym tytułem, a nie jakiś "Wirujący seks". Tak mam ochotę, to zmienić, bo mnie wkurza. I tak wiele osób zna go właśnie pod oryginalnym angielskojęzycznym tytułem.
Śmiać też się chce na tego "Elektronicznego mordercę". Wiele osób nawet nie zna tego tytułu. Jakby się komuś powiedziało, to by nie wiedział o co się rozchodzi.
A ja jak patrze na ten cały cyrk, to wiem, że nie potrzebny jest koniec świata czy inne rzeczy, ponieważ prędzej sami ludzie powybijają siebie nawzajem. Straszne.
> Redox o 2010-07-24 23:15 napisał:
> i może Ellen Page
> (fajny występ w "Pułapce" i "Juno" – zobaczymy jak poradziła sobie z rolą w
> "Incepcji").
Polecam Ci jeszcze "Smart People". Też genialnie zagrała.
Retrospekcje były znakomite. Takie prawdziwe. Może to trochę ironiczne, ale dwaj bohaterzy zostali pokazani od normalnej strony, zaś postać Moore była strasznie wkurzająca. Kobieta została przedstawiona w sposób irytujący. Całkiem ciekawy zabieg.