Recenzja: ZUD

Zud to projekcja, która jest jedną z tych nieprecyzyjnych do odczytania, bo nie dokręca śruby do końca przez co jest niezdecydowana. Niby ingeruje w opowiadaną historię i nie tylko przygląda się odległej, mongolskiej kulturze w stylu „to się dzieje na krańcu świata”, a z drugiej strony chce pozostać obserwatorem i dokumentalistą oraz dać rzeczywistości się odbywać bez rzucania w jej stronę sugestii. Dlatego jest nierówno. Niby chcemy wyciągnąć wiele wniosków, ale jednak mocna komunikacja ze slow cinema i „pozwól rzeczom dziać się samym” trochę nas blokuje.

Mongolski step. Nieograniczona przestrzeń i jedna rodzina. Jedenastoletni Sukhbat pomaga ojcu, uczy się co robi mężczyzna w rodzinie w ich kulturze. Utrzymują się przede wszystkim z hodowli zwierząt. Te w pewnym momencie masowo giną, a rodzina przecież musi przetrwać. Ojciec wymyśla, że oswoi dzikiego konia i wystawi go na zawody. Nauczy syna jeździć, by ten wygrał im pieniądze i dobrobyt. Stawia syna w sytuacji bez wyjścia, wymagając odpowiedzialności ponad siły chłopca, które jest jeszcze dzieckiem. Jednak walka o przetrwanie w tej kulturze, to często podstawa egzystencji.

Jest kilka rozwidleń w tym filmie. Z jednej strony możemy to odczytywać jako slow cinema udekorowane koronkową dokumentalistyką oraz surową, zimną estetyką – bardzo konsekwentną i odczuwalną wręcz fizycznie. Oddaje ona ducha miejsca. Z drugiej, ta ogromna wolna przestrzeń jest tak naprawdę bardzo zamknięta, ciasna i ograniczona. Na przykładzie Sukhbata widzimy, że on nie ma innych perspektyw działania, jego możliwości w życiu są ograniczone, a życie zaprojektowane. Ładnie nazwane „dziedziczenie kultury i kultywowanie jej” nie jest tutaj wyśpiewane melodyjnym głosem wartości dodatniej, ale przekleństwa braku wyboru. Horyzont wielki, horyzonty ograniczone. Ojciec zmuszając do rywalizacji odbiera mu dzieciństwo, którego namiastkę widzimy w rozmowach z kolegą i zabawach – to wtedy się śmieje. Nie ma w tej rzeczywistości miejsca na bycie w swoim wieku. Mimo różnic kulturowych, dziecko powinno mieć szansę na bycie dzieckiem. A nauka życia ze zwierząt, zarabianiu na nich, dominowaniu, a nie kochaniu to chwilami trudna do oglądania rzecz. Jednak mamy świadomość, że to nie działanie z premedytacją, a element kultury i możliwość przeżycia, a to dla człowieka rzecz najważniejsza.

Jednak kiedy film chce być dramatem, kameralnym, ale jednak, traci temperament. Lepiej mu idzie snucie refleksji o innym świecie, prowadzenie poważnej antropologicznej przygody w głąb człowieka i jego relacji ze zwierzęciem.

Fabularyzowana warstwa jest najsłabszym punktem Zuda. Mimo że się nie stroi, to film ma ambicje żeby dramaturgię zbudowa. Niepotrzebnie reżyserce nie wystarcza ta udana transowa przygoda z wątpliwością, ale i ciekawością wobec innej kultury i dziecięcą ciekawością jej rytuałów.

Ocena: 6/10