Godzilla 1998/I

Amerykańska wersja sztandarowego Japońskiego potwora. W latach 50 amerykanie przeprowadzają próby nuklearne na atolu Mururoa. W ich wyniku napromieniowane zostają jaja żyjących tam gadów. Czterdzieści lat później nieznana istota zaczyna atakować japońskie łodzie rybackie. Jest to jednak dopiero początek, gdyż potwór kilka dni… zobacz więcej

Reżyseria
Aktorzy
, ,

Zdjęcia Zobacz wszystkie 31 zdjęć

Obsada Zobacz pełną obsadę

Matthew Broderick
jako Dr Niko Tatopoulos
Jean Reno
jako Philippe Roaché
Maria Pitillo
jako Audrey Timmonds
Hank Azaria
jako Victor "Zwierzak" Palotti
Kevin Dunn
jako Płk Hicks
Michael Lerner
jako Burmistrz Ebert
Harry Shearer
jako Charles Caiman, prezenter WIDF
Arabella Field
jako Lucy Palotti
Vicki Lewis
jako Dr Elsie Chapman
Doug Savant
jako Sierż. O'Neal
Malcolm Danare
jako Dr Mendel Craven
Lorry Goldman
jako Gene, asystent burmistrza

Fabuła

Amerykańska wersja sztandarowego Japońskiego potwora. W latach 50 amerykanie przeprowadzają próby nuklearne na atolu Mururoa. W ich wyniku napromieniowane zostają jaja żyjących tam gadów. Czterdzieści lat później nieznana istota zaczyna atakować japońskie łodzie rybackie. Jest to jednak dopiero początek, gdyż potwór kilka dni później atakuje Nowy Jork. Do walki z nim wojsko wysyła wszystkie dostępne siły, ale Gad wciąż żyje i co gorsza składa jaja w podziemiach jednego z budynków. Asmodeusz

Gatunek
Thriller, Akcja, Sci-Fi
Słowa kluczowe
helikopter, naukowiec, słońce, ryba zobacz więcej

Zobacz także

Szczegóły

Premiera
1998-08-28 (kino), 1998-05-18 (świat), 2005-02-09 (dvd)
Dystrybutor
Syrena Films
Wytwórnia
Centropolis Film Productions
Fried Films
Independent Pictures (II) zobacz więcej
Kraj produkcji
USA, Japonia
Inne tytuły
Gojira (Japonia)
Wiek
od 12 lat
Czas trwania
139 minut
Budżet
130 000 000 USD

Recenzje

Daleki krewniak wujaszka z Japonii. 8
  • 2009-11-18
  • napisana przez
  • zobacz wszystkie moje recenzje

Godzilla. Słowo, które wszystkim miłośnikom kina kojarzy się odwiecznie z Japonią i monstrualnymi potworami. Tak naprawdę stała się jednym z ważniejszych symboli tego narodu. Hollywood, lubujące się w robieniu własnych wersji cudzych sukcesów, pod koniec lat 90-tych zakupiło prawa do owego filmu i tak w roku 1998 Roland Emmerich stanął za kamerą i dał nam nową „Godzillę”. Jak się okazało zabieg ów wzbudził falę złorzeczeń i pochwał, jednak pójdźmy po kolei.

Lata 50-siąte XX wieku. Na wyspach Pacyfiku, należących do Francji, prowadzi się kontrolowane wybuchy nuklearne. W ich efekcie zostaje skażone tamtejsze środowisko, zaś zwierzęta i rośliny napromieniowane. Mija kilka dekad i na Oceanie Spokojnym dochodzi do spektakularnej katastrofy. Japoński okręt-przetwórnia zostaje zaatakowany przez coś wielkiego i niemal dosłownie rozerwany na strzępy. Kilka dni później na pewnych wsypach „coś” tratuje miasteczko, a niedługo potem kilka kutrów rybackich znika bez śladu. Uratowany rozbitek z japońskiego statku mówi w malignie tylko jedno słowo ‘Godzilla’, które w kulturze Japonii oznacza monstrualnych rozmiarów jaszczura ziejącego ogniem. Rząd USA zbiera ekipę naukowców, która ma wytropić owo stworzenie nim dotrze do wybrzeży kraju, jednak jak się okazuje, potwór już tam jest. Wielki, głodny i zagubiony w nieznanym mu środowisku sieje spustoszenie, którego nic nie jest wstanie powstrzymać.

Fabuła jest bardzo podobna na pierwszy rzut oka do oryginału z roku 1954. I tu padł pierwszy, gigantyczny błąd Emmericha, gdyż stwierdził, że jego film ma być remakiem oryginału. W tej materii się to nie udało. Wizja Hollywood jest czystym kinem rozrywkowym, pełnym akcji oraz naprawdę widowiskowych efektów komputerowych, podczas gdy oryginał Japoński to mroczny dramat S-F. Jest to prosty dowód na to, jak zła reklama oraz zmienianie czyjegoś kultowego pierwowzoru źle wychodzi całej produkcji, która w swym gatunku jest niemal perełką. „Godzillę” Emmericha z miejsca należy właśnie potraktować jako kino czysto rozrywkowe, absolutnie nie związane z japońską linią fabularną, poświęconą owemu potworowi. Tutaj dostajemy odrębną wizję narodzin Godzilli.

Fabuła w filmie, mimo iż do bólu przewidywalna, jest dobra, a wszystko dzięki scenariuszowi. Ten jest napisany swobodnie, z dużą ilością humoru oraz prawie absolutną minimalizacją patosu, co mnie naprawdę zaskoczyło u tego reżysera. Jednak wyszło to mocno na plus, bo gdybym miał dostać przepompowaną wyniosłymi mowami historię o potworze masakrującym jedno z największych miast, to bym chyba zasnął. W tym filmie liczy się akcja, dynamizm i rozmiar, a scenariusz, który napisał sam reżyser, właśnie to nam dał. Dodatkowo siłę tego spotęgowali sami aktorzy, w tym przede wszystkim Jean Reno, Matthew Broderick i Maria Pitillo. Zagrali oni chyba najlepiej z całej ekipy, jednak inni aktorzy wcale tak daleko za nimi nie byli. Postacie w całym filmie są bardzo przejrzyste, gdy trzeba to zabawne, a co najciekawsze, budzą sporą sympatię u widza. W sumie naprawdę nie można się za bardzo do czegoś przyczepić, jeśli idzie o samych aktorów i scenariusz. Niejeden film w obecnych czasach może pozazdrościć tak wysokiego poziomu.

Jednak to, co jest motorem napędowym w obrazie Emmericha to efekty specjalne. W „Godzilli” mamy ich tony. Nie chodzi mi tu tyko o tytułowego stwora, ale o całą oprawę. Miasto skąpane w strugach deszczu, czy mroczne ruiny wielkich drapaczy chmur potrafią wzbudzić zachwyt. Same efekty pirotechniczne również trzymają poziom do samego końca, zaś finałowy pościg to wręcz perełka. Sama sylwetka Godzilli bardzo mi się podobała. Była dopieszczona w najmniejszym calu. Jaszczur miał pooraną bliznami skórę, muskularne ciało, które ozdobione było rogowymi wyrostkami i co najciekawsze bardzo zwinnie się poruszał. Nie jakoś sztucznie i sztywnie, a płynnie co tylko wzmagało poczucie respektu dla samego potwora. Co też ciekawego, gdy został zraniony, owa rana pozostawała. Dodawszy do tego naprawdę świetne zdjęcia i dopracowany montaż dostajemy idealne kino rozrywkowe akcji. Wszystko to potęguje jeszcze mocniej muzyka, której w filmie jest całkiem sporo, choć wydaje mi się, że mogło być trochę więcej. Jednak efekty odgłosów otoczenia świetnie nadrabiają ten nadmiar ‘ciszy’.

Jak więc należy traktować amerykańską „Godzillę”? Z pewnością jako remake oryginału wypada słabo, wręcz beznadziejnie. Jeśli natomiast podejdziemy do tego jako do kina czysto rozrywkowego, całkiem nie związanego z japońską serią, to dostaniemy świetny film. Film ponadczasowy, dzięki efektom specjalnym oraz muzyce. Wszystkim osobom, które są fanami japońskiego Króla Potworów polecam ten obraz, jako czystą rozrywkę czy odskocznię od pierwowzoru. Natomiast każdy kto nie widział tej produkcji, niech po nią sięgnie, bo warto. Choć też niech nie zapomni rzucić okiem na obraz Ishiro Honda z 1954, bo klasyka czyni mistrza.

3 z 4 osoby uznało tę recenzję za pomocną.
Czy ta recenzja była pomocna? Tak Nie

Powiązane filmy Zobacz wszystkie 26 powiązanych

Komentarze 3

Avatar square 200x200

piwo_war 2009-09-08 5

Słaby – Jeden ze słabszych filmów z dorobku Rolanda Emmericha. Efekty specjalne w postaci potwora raziły sztucznością, a pod koniec filmu miałem wrażenie, że oglądam kolejny film z cyklu "Jurassic Park". Jakoś nie potrafię znaleźć wielu czynników, które zrobiłyby na mnie wrażenie w tym filmie. Nie jestem za bardzo zeznajomiony z japońskim oryginałem, więc nie mam do czego przyrównać tej wersji, ale osobiście nie jestem zachwycony.

marek22 piwo_war 2009-09-08

Ty sobie zdajesz z tego sprawę, ze to film z 1998 roku? Wymień mi choć 5 filmów z tego roku, które miały lepsze efekty.

piwo_war piwo_war 2009-09-08 5

> marek22 o 2009-09-08 06:57 napisał:
> Ty sobie zdajesz z tego sprawę, ze to film z 1998 roku? Wymień mi choć 5 filmów
> z tego roku, które miały lepsze efekty.

Zdaję sobie z tego bardzo sprawę. Jeżeli chodzi o fabułę, to mnie film nie zachwycił, ale pomimo reżysera, który znany jest z widowiskowych filmów, to pociechy w postaci efektów też nie znajdzie się ogromnej (co prawda – są dobre, ale nie rewelacyjne).
Nie wymienię Ci tych 5 filmów z lepszymi efektami specjalnymi dokładnie z roku 1998, ale mogę Ci wymienić jeden z 1996 z lepszymi efektami specjalnymi tego samego reżysera – "Dzień niepodległości". Jak widać, gdyby się włożyło więcej pracy w "Godzillę", mogłoby wyjść coś dobrego.

P.S. Spójrzmy chociażby tylko rok w przód i mamy "Matrix".

Współtworzą