Rewelacyjna komedia z inną niż zwykle rolą Bruce’a Willisa i świetnymi Streep i Hawn. Zwłaszcza Meryl udająca kiepską aktorkę robi wrażenie. BTW Ernest Menville na końcu filmu kradnie samochód Jamesowi Deanowi. Zauważyłam to dopiero po… kilkunastym (?) seansie.
Powrót legendarnego portfela Alana. Aż się Fiflak popłakał. Fajny pomysł z randkami Waldena. Wyszła z tego prawdziwa galeria osobliwości. I wisienka na torcie w postaci Rose.
Bardzo dobry pomysł z gościnną rolą Miley Cyrus. Babka ma komediowy talent. Wcześniej widziałam ją tylko w "Crisis in Six Scenes" Woody’ego Allena. To było kilka lat temu i zapamiętałam tylko parę głównych bohaterów, ale w "Dwóch i pół" uratowała odcinki, w których zagrała.
Alan przeczytał "50 twarzy Greya". Nie ma się czym chwalić. Jeden z tych odcinków, w których Alan wkurwia bardziej niż zwykle. W trójkącie był żałosny.
Alan z tym ustrojstwem w ustach nawet zabawny. Cały odcinek czekałam, aż mu zaczną zęby wypadać. Psisko brzydkie. Z wyglądu przypominało konia.
No i stało się. Jake w końcu trafił do wojska. Z oświadczynami Waldena może to i dobrze się stało. Zoey to nie była postać na wiele sezonów. Poziom irytacji wzrastał.
Nie potrafię przyzwyczaić się do Jake’a, który chodzi na randki, pali zioło i udaje dorosłego. Tylko szorowanie po intelektualnym dnie na tym samym poziomie, co zwykle. Jak na zakończenie sezonu tak sobie.
Kiedy wszyscy byli tacy mili dla Alana pomyślałam, że zapadł w śpiączkę i to wszystko mu się śni. Przyznaję, że udający Fiflak był nawet zabawny.
Ale z Zoey nieczuła pipa. Żeby patrzeć w taki sposób na biednego Fiflaka. Kathy Bates jest świetną aktorką, ale robić z niej Charliego Harpera… WTF? "Wsadzili mnie w ciało starej prukwy dla wiecznego potępienia."
Fiflak, który musi wyprowadzić się z nie swojego domu… ziew. Fiflak szukający nowego lokum… ziew. Irytujący dzieciak… ziew. Gwiazdka wyżej za połamanego Fiflaka.
Proszę czekać…