Film opiera się na legendzie o Królu Arturze, Merlinie i rycerzach Okrągłego Stołu. Jednak w przeciwieństwie do wcześniejszych ekranizacji, skupia się głównie na historycznym tle epoki, ukazując silną rolę polityczną Króla Artura... opis dystrybutora
Bajeczka, ale po 40 minutach nawet się wkręciłem. Ogólnie lubię produkcje uderzające w patos, nawet jeśli – jak tutaj – całość jest dosyć sztywna (na czele z występem Clive’a Owen’a) i tylko genialny Ray Winstone wyróżnia się na tle towarzyszy Artura.
Zakończenie było dla mnie kompletnie antyklimatyczne. Przewidywalne i przez to pozbawione napięcia, do tego absurdalne sceny [SPOILER](jak zestrzelenie z drzewa, czy wojowniczka Keira powalająca barbarzyńców jednego po drugim)[/SPOILER], wszystko to razem wzięte zepsuło końcowe wrażenie. Porównując do legend kina – jest okej, ale to nie ten poziom co "Braveheart", "Gladiator", czy "300".
Pozostałe
Director’s cut. Nawet Stonehenge się tu pojawiło ^^ Ciekawa jestem czy w tym filmie Królek Arturek używa już Excalibura. Ps. mam w pracy lepszy stół do obrad :)