Song to Song 2017

Song to Song to współczesny romans rozgrywający się w fascynującym świecie muzycznej bohemy. BV (Gosling) i Faye (Mara) są szaleńczo zakochanymi w sobie marzycielami. Oprócz miłości, łączy ich pragnienie zaistnienia w show biznesie. Choć drzwi do kariery może otworzyć im muzyczny magnat Cook (Fassbender), intencje cynicznego… zobacz więcej

Reżyseria
Scenariusz
Aktorzy
, ,

Zwiastuny Zobacz wszystkie 2 zwiastuny

Zdjęcia Zobacz wszystkie 16 zdjęć

Obsada Zobacz pełną obsadę

Ryan Gosling
jako BV
Rooney Mara
jako Faye
Natalie Portman
jako Rhonda
Cate Blanchett
jako Amanda
Holly Hunter
jako Miranda
Val Kilmer
jako Duane
Linda Emond
jako Judy, matka BV
Louanne Stephens
jako Pani Gansmer
Tom Sturridge
jako Tom, brat BV

Fabuła

Song to Song to współczesny romans rozgrywający się w fascynującym świecie muzycznej bohemy. BV (Gosling) i Faye (Mara) są szaleńczo zakochanymi w sobie marzycielami. Oprócz miłości, łączy ich pragnienie zaistnienia w show biznesie. Choć drzwi do kariery może otworzyć im muzyczny magnat Cook (Fassbender), intencje cynicznego biznesmena nie są do końca jasne. Sprawy skomplikują się, gdy do miłosnego trójkąta dołączy jego nowa muza (Portman). opis dystrybutora

Gatunek
Dramat, Muzyczny, Romans
Słowa kluczowe
miłość, samobójstwo, samolot, kobieca nagość zobacz więcej

Zobacz także

Szczegóły

Premiera
2017-05-19 (kino), 2017-03-10 (świat)
Wytwórnia
Buckeye Pictures
FilmNation Entertainment
Waypoint Entertainment
Kraj produkcji
USA
Inne tytuły
Lawless (USA) (tytuł roboczy)
Weightless (USA) (tytuł roboczy)
Czas trwania
129 minut

Wiadomości zobacz wszystkie 3 wiadomości

Recenzje

Song to Song to poetycka historia o dotykaniu dna kosztem artystycznej satysfakcji. Chwilami zbyt proste i oczywiste, ale cały czas piękne i symboliczne. 8

Kino Malicka to kino, które zdefiniować gatunkiem to jednak praca ponad siły, zupełnie niepotrzebna. Ale spróbujmy, chociaż i tak nam się wymknie – Malick to Art House, autorstwo widziane z kosmosu, bezkompromisowość. Jego filmy są wydarzeniem artystycznym. Nic się nie zmienia w jego konsekwentnej konstrukcji filmu z gatunku: poezja. Song to song to filmowa, sensualna impresja o skutkach ubocznych pragnień, ich przewrotności i tęsknocie za zwyczajnością po poważnym zatruciu artystycznym światkiem.

Najprościej ujmując kamera podgląda historię o miłości (wielu miłościach nie tylko do ludzi), ale nie miłosną, w środowisku muzycznym. Ale nie tym garażowym, początkującym, ale już w miejscu, gdzie więcej menadżerów, marynarek, szampana, niż rozmów o muzyce, romantyzmie dnia powszedniego, natchnieniach. To raczej brak wytchnienia w docieraniu na szczyt, zrobienia ze sztuki biznesu, a z przyjemności i wygody uzależnienia. Tym, który przyciąga szansą na karierę jest Cook i z nadzieją na rozwój zawodowy trafia do niego Faye, a potem BV. W tym trójkącie doskonale komunikatywnym, jest niestety dużo niedopowiedzeń, które w pewnym momencie kogoś skrzywdzą. Faye sypia od czasu do czasu z wielkim menadżerem, a zakochała się w BV. To nie jest tendencyjny trójkąt miłosny, który ma być nośnikiem zdarzeń, a pretekstem do historii o tworzeniu iluzji w celu uszczęśliwiania siebie nawzajem. Pojawia się pytanie o sens prawdy i miejsce na nią w tym elitarnym gronie jeszcze resztek bohemy. Cook to postać najbardziej tragiczna, gdyż wspina się na szczyt, by zrozumieć w końcu że nikogo na nim tam nie ma, a Faye i BV na początku rozkochani w sobie z szansą bycia w gronie ulubieńców Cooka stwierdzą, że nie ma co się bać przyznać, że mają lęk wysokości.

Oczywiście Mallick ma w poważaniu ciągłość, linearność, przyczynowo-skutkowość i mówienie wprost czegokolwiek. Chociaż sceny są bardzo naturalistyczne i wydają się w dużym stopniu improwizowane. Można tę historię opowiedzieć jako histeryczną dramę o trójkącie miłosnym, pokazując tragiczne kulisy gdzie artyzm gnije i wyjaławia się od pieniądza. Malick jednak w swoim niespiesznym stylu tka, będąc najbliżej z kamerą koło bohaterów, ze szczegółów historię o etapie zachwytu, poświęcenia, dotarcia za daleko, obrzydzenia samym sobą i poszukiwania oczyszczenia. Ta kamera jest taka ciekawska, trochę czujemy się uczestnikami, ale do głowy ich i tak nie dotrzemy, choćbyś nie wiem jak blisko się przysunął. W sile takiego prowadzenia montażu jest jeszcze jedno – spojrzenia na rzeczy czasami bylejakie, naturalne rozglądanie się, kamera jest udziałowcem w emocjonalnym kontrakcie filmowym podpisanym przez reżysera z narracją.

Cenne jest jeszcze jedno – Malick przypomina jak wiele tracimy pozbywając się sacrum z życia. I nie musi być to religia, jak w przypadku Rhondy, w której zakochuje się Cook, a sztuka lub miłość „Czy nie potrafisz pokazać mi nic prócz upadku” śpiewa obecna w filmie Smith, a wcześniej „trać kontrolę, zyskaj kontrolę”, czy też nie to robi nasz bohater?

Malick robiąc film o muzyce, nie pokazuje jej za dużo, jego film jest melodią, utworem muzycznym, bo na tekście piosenek mu bardziej zależy. Robi to też dlatego, bo pokazuje jednak rozkład sztuki, pewne współczesne zagubienie nawyku traktowania sztuki jako przeżycia immanentnego i transcendentnego. Dla powrotu takiej reakcji i z taką wiarą robi również swoje kino. Są u niego postaci ze świata muzyki, ale one wpisują się w jego filozoficzny rytm, tekstami puentując głosy z offu, które mimo, że czasami nie pasują do ust bohaterów (może dlatego, że świat w którym żyją nie pozwala na wątpliwości, ckliwości i wrażliwości, więc nie wypowiadają tego usta) i są pretensjonalne, „na górze róże, na dole fiołki”, to w dużym stopniu jednak wygrywają tworząc z atłasowym obrazem całość. Wiersz z nieudaną frazą dalej może być doskonałą poezją.

Teatralność pewnych momentów w filmie przez Malicka jako symbolika relacji wypada doskonale. Powtarzalne układy choreograficzne jako poznawanie się i obwąchiwanie ludzi ze sobą – na początku każdy przed każdym się przedstawia, a nie odsłania. Metafor jest więcej. Faye, która wije się po ścianach jak ptak uwięziony w klatce w pewnym momencie, kiedy naprawdę czuje się wolna, nie odbija się już od szklanych szyb apartamentowca.

Song to song to zmysłowa, czasami zrywająca się ze smyczy (wtedy artystowska), ale udana i niesiłowa, a bez grama potu wygrana walka o poezje w kinie. Smutny utwór, ale tylko do pewnego momentu. Może i „zasypiamy z miłością, z obawą że to tylko okrutne złudzenie”, ale okazuje się, że sztuka nie jest nieśmiertelna, a to „miłość jest ucztą, na której się pożywimy”. Uczucie do człowieka jest o wiele ważniejsze od tego do sztuki i prawdziwsze. I to Malick szepcze. Specyficznie, dziwacznie, oryginalnie, ale niesamowicie hipnotycznie i bez wtórności.

Czy ta recenzja była pomocna? Tak Nie

Czy wiesz, że?

Ciekawostka

Christian Bale miał pierwotnie zagrać ważną dla filmu postać, jednak ostatecznie spędził na planie trzy do czterech dni. zobacz więcej

Komentarze 1

Avatar square 200x200

i_darek1x 2017-04-30 1

Czym się różni przerost formy nad treścią od przerostu treści nad formą?Oczywiste jest, ze treść musi być lepsza od formy, dlatego w użytku jest jedynie stwierdzenie- "przerost formy nad treścią", jako coś nieprawidłowego.
Ogólnie ten film to nieporozumienie ! Lub jak ktoś woli gniot ! Szkoda marnować ponad dwie godziny !!!

Współtworzą