Wirus wykazujący podobieństwo do Eboli i Lassa zostaje zidentyfikowany w Afryce w 1969. 25 później pojawia się ponownie. Płk. Sam Daniels z armii Stanów Zjednoczonych zostaje wysłany, aby go badać. Kiedy wraca, aby ostrzec swojego szefa, gen. bryg. Forda o śmiertelnej naturze wirusa, chce nadać sprawie rozgłos. Ford jest tą samą osobą, która miała do czynienia z poprzednią epidemią zapewnia go, że nie ma niebezpieczeństwa, gdyż wirus został wyodrębniony i zabezpieczony, tak że nie ma możliwości, by pojawił się na terenie U.S.A. Nie wie o tym, że wirus został już przeniesiony przez człowieka ugryzionego przez zainfekowaną małpkę, a ona sama dostała się na teren kraju na frachtowcu. Wkrótce wybucha epidemia tajemniczej choroby, która zbiera śmiertelne żniwo, najpierw pośród załogi samolotu, którym leciał zarażony, a następnie wśród personelu szpitala, dokąd przewożeni są chorzy. Kalifornijskie miasto zostaje objęte kwarantanną i zamknięte dla świata. Nikt nie może go opuszczać, ani wjechać do niego. Gen. McClintock zamierza zrzucić na miasto bombę, aby zmieść miejscowość z powierzchni ziemi i tym samym zapobiec wybuchowi globalnej epidemii. Daniels chcąc ocalić mieszkających tam ludzi musi znaleźć remedium na wirusa. Rozpoczyna się walka z czasem.
Dzisiaj może ma już znamiona megahitu polsatu, ale Petersen w wielu scenach udowadnia, że do naiwnego i umownego hollywood lat 90. można było wlać niezłego sosu
Na początku 2020 roku film bardzo na czasie. Tym niemniej mnie nie powalił na kolana, obejrzałem go głównie ze względu na Dustina Hoffmana i Morgana Freemana.
Dzisiaj może ma już znamiona megahitu polsatu, ale Petersen w wielu scenach udowadnia, że do naiwnego i umownego hollywood lat 90. można było wlać niezłego sosu