Ostatni komers —
„Ostatni komers” tę lukę zapełnia – to film opowiadający o młodych ludziach ich językiem, wiarygodnie, a przy tym z czułością.
przeczytaj recenzję
Pewnego razu w ogródkach działkowych —
Fabuła być może sprawdziłaby się w krótkim metrażu, ale rozciąganie jej do rozmiarów niemal półtoragodzinnych to tortura zarówno dla widzów, jak i samego pomysłu.
przeczytaj recenzję
Mistrz —
Barczewski po prostu powiela najbardziej ograne chwyty znane z tak zwanego kina obozowego. Tym razem zamiast nauki perskiego jest po prostu boks.
przeczytaj recenzję
Każdy ma swoje lato —
Jest trochę słodko, trochę gorzko, i miło, i zabawnie, i rozczulająco, a przy tym po prostu letnio – zarówno ze względu na porę roku, jak i temperaturę serwowanych emocji.
przeczytaj recenzję
Biały potok —
Każdy dialog pojawia się w samą porę i skrzy się humorem. To właśnie słowa są tu najważniejsze, a reszta jest im podporządkowana – jak na minimalistycznej scenie teatralnej.
przeczytaj recenzję
Bóg internetów —
Film nieskładny fabularnie, przypominający momentami zlepek youtubowych pranków – na dodatek podążający w dość oczywistą stroną, z puentą, która nie szokuje, a chyba miała.
przeczytaj recenzję
Bal —
Za dużo jest tu i kiczu, i kampu, i nadmiernie emocjonalnych scen. Karykaturalność tej przesady staje się jednak lekiem, który zamienia całość w pastiszowy, migotliwy spektakl sztuczności.
przeczytaj recenzję
Czarny Młyn —
Czyżby reżyser nie wierzył w dzisiejszą młodzież? A zna ja chyba całkiem nieźle – potrafił bowiem wiarygodnie odmalować ich nie zawsze pokorną duszę.
przeczytaj recenzję
Słudzy —
Ivan Ostrochovsky estetyzuje kadry, eliminuje kolory, nawiązując tym samym do zdjęć Łukasza Żala, ale również do mistrzów kinematografii okresu socjalizmu.
przeczytaj recenzję