2012-12-19 Plakat odcinka serialu
Pojawił się nowy paragraf:
http://fdb.pl/guides/11-multimedia#plakat-odcinka-serialu
W skrócie:
- do odcinków wolno dodawać już plakaty;
- gdy odcinek nie posiada unikatowego plakatu (nie zaliczamy do nich plakatów reklamujących serial lub jego sezon), to można dodać zdjęcie z danego odcinka jako plakat główny. Musi ono przedstawiać ludzi i mieć wymiary dokładnie takie 280×400px – czyli zdjęcia możemy edytować nie tylko poprzez zmniejszanie, ale również poprzez przycinanie w celu dobrego wykadrowania.
Uprzedzając ewentualne pytania, zapis ten dotyczy wyłącznie odcinków. Nie ma zastosowania w przypadku filmów, które nie posiadają plakatów. Czy ten zapis kiedyś je obejmie? Jest za wcześnie, by to zapowiedzieć. Na razie tę opcję testujemy na odcinkach.
Grzesiek wkrótce powiększy kwadratowe miniaturki plakatów przy listach odcinków.
Tak jak wszyscy zachwalali Avatara w 3D, a mi się nie podobało. Dla mnie obecna technologia 3D to tandeta, która tylko przeszkadza w odbiorze obrazu. Może dożyję czasów, gdy do oglądania 3D nie będą potrzebne te głupie okulary i wtedy się przestawię na 3D. Na dzień dzisiejszy 3D, 4D, 5D… traktuję bardziej jako gadżet, który częściej przeszkadza niż zwiększa doznania. Na szczęście, przy "Hobbicie" pozostawili wybór. "LotR" nie potrzebował 3D, "Hobbitowi" też jest on zbędny :)
Ja się cieszę, że jest w kinach spory wybór odnośnie wersji, którą chce się zobaczyć. Idę na 2D z napisami i nikt nie przekona mnie na 3D.
[SPOILER!!!!!!!]
> arturu o 2012-12-17 23:53 napisał:
> 12 odcinek siódmego sezonu. Zadzwonił Dexter po Laguertę z doków tuż przed
> zabiciem Lastrady, żeby przyjechała. Skąd wiedział, że przyjedzie sama, a nie z
> policją? To jest absurd. Serial fajny, ale za dużo tam jest nierealnych
> sytuacji.
Skąd wiedział? Bo to nie Dexter zadzwonił, tylko Hector. I na spotkanie z nim LaGuerta chyba nie zabrałaby tuzina policjantów, bo przecież to przestępca, który za jej wstawiennictwem wyszedł na wolność. Ona nie wiedziała, że jedzie na spotkanie z Dexterem.
Generalnie nie należę do fanów Star Treka, Star Warsów i podobnych sag, ale pierwszy ST w reżyserii Abramsa przypadł mi do gustu, więc liczę na powtórkę :)
Co za finał drugiego sezonu. Ostatni odcinek potwierdził, że "Homeland" wymiata.
Dla mnie to bubel 2012. Dlaczego?
Scenariusz, scenariusz i jeszcze raz scenariusz woła o pomstę do nieba.
- mało ciekawe historie: każdy z wątków to zużyte motywy filmowe – przewidywalne;
- ciężko poczuć więź z jakimkolwiek bohaterem, skoro co chwilę twórcy przeskakują do innej historii – najlepiej została opowiedziana historia Sonmi, ale ten wątek z kolei był jednym z najbardziej przewidywalnych w całym filmie (oglądał ktoś chociażby "Wyspę" Baya?);
- wiele nic nie wnoszących scen – chociażby ta cała historia z truciem była kompletnie niepotrzebna, biorąc pod uwagę dramaturgię filmu – można było spokojnie ją w całości wyciąć. Przez takie rzeczy film się tylko wydłużył, przez co nie sposób było na nim sobie nie ziewnąć od czasu do czasu;
- nachalna narracja – wszyscy narzekają, że ostatnie filmy Mallicka są dosyć natrętne, ale przy "Atlasie chmur" wyglądają one bardzo niewinnie. Obraz Wachowskich i Tykwera bije wszelkie rekordy – co chwilę padają z offu (i nie tylko) górnolotne sentencje. Niestety z tych wypowiadanych myśli można zapamiętać tylko tyle, że "wszyscy jesteśmy powiązani, niezależnie od czasu i miejsca, w którym żyjemy" – czyli puszczenie bąka przez faraona może spowodować epidemię gruźlicy w XVIII wieku. No sorry, ale to straszny banał;
- niewyjaśniony tytuł – po obejrzeniu filmu nie da się wyjaśnić genezy tytułu – wiadomo że pewien kompozytor stworzył utwór muzyczny, nadając mu właśnie taki tytuł, że w późniejszych latach ktoś tę kompozycję usłyszał… i tyle. Jeśli to (oraz charakterystyczne znamię głównych bohaterów) ma być spoiwem, łączącym wszystkie wątki, to ja przepraszam – nie wiedziałem.
Ogólnie mój największy zarzut wobec scenariusza to brak powiązania – mostu, który połączyłby wszystkie wątki w całość, tak jak połączono tylko dwie futurystyczne historie. Oczywiście, w każdej nowelce pojawia się temat walki z pewnym system, ale to za mało. Ciężko nie odnieść wrażenia po wyjściu z kina, że obejrzało się kilka krótkometrażówek wyświetlanych w tematycznej sekcji na jakimś festiwalu.
Scenariuszowi można jeszcze wiele zarzucić, ale już nie będę dobijał trupa. Nad plusami nie będę się rozpisywać, bo ich też jest całkiem sporo. Bałem się, że charakteryzacja sprawi wrażenie parodii, ale tak się nie stało. Audiowizualny aspekt filmu też należy pochwalić. Aktorstwo dosyć nierówne, ale generalnie na plus, szczególnie Jim Broadbent, Hugo Weaving, Ben Whishaw, Doona Bae. Z pozostałych niestety co niektórzy nie wiedzieli, w jakim obecnie gatunku mają się poruszać.
"Atlas chmur" spokojnie można nazwać WIELKIM Bublem, nakręconym z WIELKĄ Pompą. Reklamowano go jako najdroższy w historii film niezależny… Osobiście cenię bardziej nieudane kino eksperymentalne od poprawnie nakręconego kina używającego znane motywy filmowe. "Atlasowi chmur" zdecydowanie bliżej do tego drugiego, niestety.
Tytuł w miarę wiernie przetłumaczony, ale niestety rozwala na polu gramatycznym. Chociażby "Star Trek. W ciemność" nie brzmiałoby tak prostacko. A parodia plakatu całkiem ciekawa :)
Nie jestem fanem Supermana, bo jako dziecko nigdy nie mogłem pojąć, dlaczego założenie okularów sprawia, że nikt nie może skapnąć się, że Clark Kent to Superman. Ciekawe, jak Snyder to rozwiąże. Zwiastun zacny.
Może źle się wyraziłem – ogólnie wizualnie jest ok, ale chwilami te efekty wydają się niedorobione, wręcz tandetne w stosunku do pozostałej części zwiastuna: pył wulkanowy (0:46), skok (1:33), roślinność i woda (1:45), stado (1:57)…
W kratkę ogólnie – chwilami film to ładny obrazek, a innymi zamienia się w przeciętne intro do gry komputerowej.
Proszę czekać…