Urzekający – Kolejny wyróżniający się odcinek, kiedy to David stara się uporać z traumą, jaką przeszedł w poprzednim odcinku. Obiad z naćpaną Claire w roli głównej zachwyca i trafnie oddaje relacje panujące między poszczególnymi osobami. Całość dopełnia rozmowa, gdy David zwierza się Claire.
Najsłabszy odcinek – Chyba najgorszy odcinek z pierwszego tygodnia. Występuje w nim dwójka świetnych aktorów: Radziwiłowicz i Janda. Pomysł, by terapeuta zwierzał się innemu terapeucie jest dobry – dzięki niemu bliżej poznajemy Andrzeja, który w poprzednich odcinkach był nam praktycznie obcy. Niestety, w tym odcinku on i jego zachowanie jest mało wiarygodne:
- nie chce by rozmówca analizował jego zachowanie (niczym Weronika w poniedziałek),
- ciągle atakuje Barbarę (tak jak atakował go Szymon we wtorek),
- nie wie, po co tak naprawdę przyszedł (tak jak Zosia nie widziała powodu środowej wizyty),
- zaczyna się kłócić z byle powodu (jak czwartkowe małżeństwo).
Super, że pokazali Andrzeja jako zwyczajnego człowieka, z problemami, ale nie przekonało mnie jego zachowanie w tym odcinku. Jak na inteligentnego człowieka z wieloletnim doświadczeniem, popełniał błędy swoich pacjentów i wydawał się kompletnie nieświadomy swojego zachowania, co jest bardzo dziwne.
Z tego tygodnia wtorek i środa to najlepsze odcinki.
Przede wszystkim to nie horror – Mój stosunek do tego filmu jest ambiwalentny. Nieźle się na nim uśmiałem w paru miejscach. Taka hybryda gatunkowa bez fabuły. Najlepsze są motywy ucieczki. Gdy się wydaje, że chłopaki uciekną, zawsze coś im stanie na przeszkodzie. Sama końcówka jest potwierdzeniem wyśmiania przez Smitha schematów filmowych, gdy tuż przed punktem kulminacyjnym scena się kończy i wysłuchujemy raportu z akcji.
W skrócie: nie do końca udany film zrobiony z przymrużeniem oka.
Rewelacyjny – Od dłuższego czasu przymierzałem się do tego serialu, ale miałem obawy, że to taki typowy serial dla kobiet. Znacznie przerósł moje oczekiwania. Jest inteligentny, zabawny, prawdziwy. Lubię takie filmy/seriale, gdzie akcję tworzą dobre dialogi oraz uczuciowe i emocjonalne perypetie głównych bohaterów.
Podzielam opinię. Liczne nawiązania do klasyków filmowych miały przyciągnąć uwagę starszego widza. Ja nie lubię takich filmów. Bez sensu jest oglądanie zlepionych znanych kwestii filmowych, skoro razem nie tworzą logicznej całości. Zero oryginalności przez co wynudziłem się niezmiernie.
Film tylko dla dzieci.
Obejrzałem wszystkie odcinki i do pewnego momentu też bym dał 10, ale pod koniec drugiego sezonu poziom serialu spadł, a trzeci przypieczętował koniec serialu. Pierwsza połowa drugiego sezonu to majstersztyki – odcinki, gdy Cal pojawił się w więzieniu, by wydobyć od seryjnego mordercy cenne informacje, czy próbował udowodnić, że pewien student to psychopata, albo odcinek z zamachami młodocianych muzułmanów.
Siłą napędową niewątpliwie jest rewelacyjny Roth, który bryluje na ekranie, ale postacie drugoplanowe też wnoszą wiele do serialu, zwłaszcza gdy pokazane są ich relacje z Calem, jak na przykład jego córki.
Zabrakło przewodniego wątku dla serialu, który od czasu do czasu blokował wkradającą się monotonię, np. tak jak w "Mentaliście" mamy Red Johna. Nie mniej jednak "Lie to Me" to pozycja obowiązkowa dla szanującego się serialomaniaka i nie tylko.
Zbliża się początek końca :( – Najlepszy serial rozrywkowy, jaki oglądałem, a oglądałem ich całkiem sporo. Cztery sezony w zawrotnym tempie nadrobiłem i teraz czekam na ostatni.
Z jednej strony szkoda, ale z drugiej dobrze, że nie zrobią z niego tasiemca. Siłą serialu niewątpliwie są postaci w niej występujące, czyli zgrane trio: Chuck – Sarah – Casey z nutką Morgana. Pamiętam, że przy pierwszych odcinkach sporo śmiechu wywoływał Devon "Awesome".
Czołówka – Bardzo mi się podoba czołówka serialu – bardzo klimatyczna. Sam serial wprowadza w mroczny nastrój, ale niestety po trzech odcinkach wciąż nie rozumiem, o czym on jest, bo samo strasznie i problemy małżeńskie głównych bohaterów mogą nie wystarczyć na zamówienie kolejnego sezonu.
Jeden z lepszych odcinków – Odcinek jak odcinek "Six Feet Under", czyli bardzo dobry. Niesamowita ostatnia scena, gdy rodzina zaczyna palić swoje niepotrzebne rzeczy, a Nate się do tego dołącza, choć z początku niczego nie chciał się pozbywać. Wymowna. Lepszego zakończenia odcinek nie mógł mieć.
Myślę, że spokojnie można określić ją jako komedia – komediodramat z elementami romansu. Po prostu w natłoku produkcji składających się z bezmyślnych, a wręcz z głupich żartów, ludzie często zapominają, czym tak naprawdę jest komedia (wiele osób chociażby filmów Woody’ego Allena nie uważa za komedie).
Ja praktycznie oglądałem film przez większość czasu z bananem na twarzy. Nie było może ciągłych rozbrajających dowcipów czy sytuacji, żeby wybuchać śmiechem, ale przez większość czasu atmosfera filmu była sympatyczna, a tym charakteryzuje się komedia. Jedyny dramat to separacja małżeńska, która i tak była udekorowana subtelnym komizmem (już na samym początku mamy chociażby wyskok z auta).
Sprostowanie: TO JEST KOMEDIA
Proszę czekać…