W drugim sezonie zatytułowanym American Horror Story: Asylum główny wątek rozgrywa się w 1964 roku w ośrodku dla obłąkanych, niebezpiecznych ludzi, prowadzonym przez siostrę Jude (Jessica Lange) i monsiniora Timothy'ego O'Hara (Joseph Fiennes). Jednak do placówki trafiają również osoby niewinne, wykluczone przez społeczeństwo, jak nimfomanki czy homoseksualiści. Do ośrodka przyjeżdża dziennikarka kulinarna Lana Winters (Sarah Paulson). Pod wpływem podejrzeń ambitna reporterka postanawia zmienić temat swojego artykułu i napisać o niehumanitarnym traktowaniu pacjentów przez ośrodek Briarcliff. Nie spodziewa się jednak, jaki koszmar ją czeka. Beznickowy
Z sezonu na sezon kąt równej pochyłej się tylko zwiększa i szybciej ten pociąg zjeżdża w dół. Sezon 7 powstał na siłę na fali popularności/lub nie Donalda Trumpa. Ale 8 to jeden wielki ziew. Nic się nie dzieje ekscytującego i jeszcze na siłę budowanie jakby jakiegoś uniwersum (jakaś mania Hollywood obecnie) że poszczególne sezony są ze sobą powiązane. Nawiązania do Morder house, coven, hotel. Po co? Pierwsze sezony miały tą zaletę, że opowiadały oddzielne historię. Sezony jak Morder house i asylum czy freak show. Hotel też był spoko ale tylko Lady Gaga trzymała ten sezon w ryzach. I wzorował się na autentycznych wydarzeniach. Ale dwa ostatnie sezony oglądałem już jako guilty pleasure. Po AHS: 1984 raczej już nie sięgnę, bo szkoda czasu. Już dawno mogliby zakończyć ten serial. Jedynie czołówki nadal są wyborne, ale treści umieszczone pomiędzy nią a napisami końcowymi. Ehhh…
Pozostałe
Część Apokalipsa – 6 i 7 odcinek najlepsze. To ma tylko 10 odcinków? oO Dziwne zakończenie sezonu…