Parodia – Jest to jeden z najgorszych seriali, jaki widziałem. Fatalnie zrobiony, napisany w jedną noc. Chyba jest to produkcja tylko dla pijaków.
Nie przetrwał próby czasu – Jestem w stanie zrozumieć zachwyty tym filmem w latach 80., ale nie sądzę, żeby przetrwał próbę czasu. Dzisiaj się już tak filmów akcji nie kręci i chyba dobrze. Dlatego mam nadzieję, że nadchodzący sequel zaproponuje coś nowego.
Taka seria nie zna pojęcia przestrzeni czasu. Będzie kręcona, póki kasa będzie się zgadzać. Brakuje nowych twarzy w kolejnej części.
Serial oceniłem po paru odcinkach. Po całym sezonie zdanie zmieniłem – na jeszcze gorsze. Sztuczność jest irytująca, no chyba że ktoś lubi klimaty telenowel, to serial może mu się spodobać. Do tego irytują tanie zwroty akcji napisane bodajże przez 10-latka. Dno.
Wan daje zaczątek kolejnej serii horroru. I w sumie dzisiaj jest on największym specem w Hollywood od kina grozy. Wolę, żeby je kręcił, niż zajmował się bezsensownym kinem samochodowym.
Słaby – Film z ambicjami. Tematyka i sceneria nasuwa na myśl "Śnieżne anioły" Davida Gordona Greena, ale to nie ta sama półka. "Angels Crest" cierpi na brak kreatywności. Jest miałki pod każdym względem.
Ale wszystko wskazuje, że wątki z dzieckiem Carrie i laską Quinna zostały już zamknięte na ten sezon. Ale nie zmienia to faktu, że brakuje jakiejś postaci, która poprowadziłaby emocjonalny bagaż.
Też jestem wielbicielem urody Nazanin Boniadi, ale mimo włączenia jej do głównej obsady, wciąż nie ma za dużej roli.
Jak większość, ale Edgerton ma większą rolę i malowaną skórę, i sztuczną łysinę. Zawsze charakteryzacja aktora jednej rasy na inną jest patologiczna.
Dno – Niezwykle głupi i nieśmieszny serial. Brakuje w nim wszystkiego – interesujących postaci, jakiejś fabuły i śmiesznych żartów. Jest to kolejna próba niekodowanej telewizji zrobienia "Californication" w wersji soft. Omijać szerokim łukiem.
Przyjemna produkcja – Całkiem dobrze ogląda się tę komedię romantyczną. Szkoda tylko, że jest ona tak niedorobiona. Z jednej strony trafnie obsadzona Zelda, a z drugiej fatalnie Andrew. Jedne dialogi zabawne, inne – żenujące. Bardzo nierówny serial, a szkoda, bo pomysł mógł być lepiej rozbudowany. Wolę "You’re the Worst".
Proszę czekać…