Wolę Strażników Galaktyki od tych śmiesznych Avengersów.
Brak mi słów – Jest to ten film, który kilkoma zaledwie scenami potrafi wprowadzić widza w swój świat, jak na przykład tą:
http://www.youtube.com/watch?v=ETPU_kKEf7o
A na koniec kolejne kilka scen wbija oglądających w fotel i pozostawia rozdartym przy akompaniamencie muzyki Ludovico Einaudi:
http://www.youtube.com/watch?v=hN_q-_nGv4U
Dolan z każdym kolejnym filmem to twórca coraz bardziej dojrzalszy. Dalej reżyseruje aktorów na ekspresyjnych nutach, ale jednocześnie wie, kiedy musi ich wyciszyć. Najlepszy film tego roku w polskich kinach!
PS: No i muszę zaznaczyć, że mało kto tak skutecznie potrafi dobierać muzykę do swoich filmów jak Dolan.
Czytałem już pierwszy post Quagmire jakiś czas temu, już nie będę go czytać ponownie, żeby odnosić się do konkretnych pochwał, ale pamiętam pochwalny ton tego komentarza. I się do niego dołączę. Ten film to istna gratka dla fanów kina i muzyki popularnej.
Gość, który układał dialogi do tego filmu, powinien mieć stałe zatrudnienie w studiu Marvela. Są to najlepsze teksty w blockbusterze w tym wieku. Jest ich tak dużo, że trudno wskazać ten najlepszy. Rozbroiła mnie polewka z pompatycznych monologów, która kończy się: '’To do what?''; ’'To give a shit’’. Do tego jest wiele uroczych momentów: np. Drax głaszczący Rocketa.
Siłą jest świetne zestawienie różniących się charakterów w jeden zespół. Oglądanie ich przygód to rozrywka w czystej postaci.
Nie oszukujmy się, Zimmer ma najlepsze lata za sobą. Chociaż w końcu skleił jakieś inne dźwięki. Nie mniej jednak w Interstellar jego muzyka pojawiała się zbyt często.
Podpisałbym się pod słowami o scenariuszu, ale też nie aż tak ostro, bo przez większość scen, mimo wszystko, są one poprawnie napisane. Ale faktycznie padają tam frazesy, których Coelho by się nie powstydził. Anne Hathaway jest… okropnie sztuczna, jak w większości swoich filmów, ale już nie chcę wyjść na hejtera jak panowie redaktorzy z FW.
Dla mnie największą wadą filmu jest montaż. Każda scena, każdy suspens rozciągnięty jest w nieskończoność: dokowanie, spacerek po lodzie, gadanie o teoriach… Jakby ktoś siadł i zmontował ten film od zera, sugerując się tylko ogólnym scenopisem, mógłby nadać tej produkcji nowy wymiar, bo sama historia i to, jak ona się potoczyła i zakończyła, jest wciągająca. Lubię dobre filmy o teoriach naukowych czy nawet pseudonaukowych fantazjach, ale Interstellar do dobrych, niestety, się nie zalicza. W zasadzie dawno nie wyszedłem z kina tak zawiedziony. I to nie wynika z faktu, że miałem napompowane oczekiwania, ale z tego, że Nolan nakręcił ciekawą fabułę, ale wyżej wymienione wady rozłożyły historię na łopatki.
Uwierz w ducha – Gdy zobaczyłem zwiastun tego filmu, to się zdziwiłem, że ktoś takie filmy jeszcze w ogóle kręci. Niemiłosiernie infantylne, do bólu przewidywalne, z kiepskimi metaforami, z nudną historią. Mam nadzieję, że Chloë Grace Moretz nie podzieli losu innych utalentowych dzieciaków, którzy po mocnym wejściu do świata showbiznesu zaczęli wybierać kiepskie role, bo jej to niestety równia pochyła.
Przewidywalny – Jeśli czytając opis czy oglądając zwiastun, czujecie, że skądś tę historię już znacie i wiecie, jak się zakończy, to… macie dobre przeczucie. Wkurzająco przewidywalna końcówka. Liczyłem, że jak ktoś sięga po historię o różnopłciowej przyjaźni, gdzie "przyjaciele" obiecują sobie, że zostaną tylko przyjaciółmi, to ma jakiś ciekawy pomysł na końcówkę. Cóż, tutaj scenarzyści go nie mieli. Lekkość i parę śmiesznych momentów to za mało, aby film polecić.
Niedawno na BBC leciał z nową ścieżką muzyczną.
Dawca nudy – To, co napisałem przy okazji "Niezgodnej", mógłbym w zasadzie przekopiować pod ten film. Jeszcze niedawno – po "Szalonym sercu" i "Prawdziwym męstwie" – wydawało się, że Jeff Bridges przeżywa renesans kariery. A tutaj, kolejny rok, gdzie gra w jakiejś szmirze. Naprawdę, nie wiem, co napisać o tym filmie, bo w zasadzie brakuje tutaj wszystkiego. Odradzam.
O dziwo, dobry – Nie lubię kina włoskiego i w sumie Wielkie piękno przypomniało mi dlaczego. Poza typowo włoskim klimatem, film ma nieznośny styl imitujący zbiór nowelek. Fabuła jest pozbawiona narracji przyczynowo-skutkowej. Kolejne sceny, mimo że posiadają tego samego bohatera, to niestety (?) żyją własnym życiem. I dalej film bym krytykował, gdyby nie:
1. Niezliczona ilość genialnych scen. Aż trudno wszystkie wymienić: każda z siostrą Marie, pogrzeb, malująca dziewczynka…
2. Końcówka, która tym wszystkim nowelkom nadaje wspólną wymowę.
Proszę czekać…