Problematyczny – Może mój problem z tym filmem wynika z tego, że miałem ogromne oczekiwania względem niego. A może to wina tego, że jestem sceptykiem i nie kupuję głównego bohatera, jego opowieści, jego gestów. Jego płacz i rzyganie powietrzem nie wywołały we mnie współczucia, bo jawi mi się on jako zręczny manipulant, który zrobi wszystko, byle tylko zabłysnąć, znaleźć się w centrum uwagi. Takiej autopromocji zabrakło innym brygadzistom śmierci, przez co Oppenheimer ich zmarginalizował. Wzięcie pod oko kamery karierowicza, a pominięcie trudnych do zgryzienia innych postaci (np. dziennikarza zarzekającego się, że nie wiedział o egzekucjach czy kata, który nie boi się Trybunału Sprawiedliwości) jest zbytnim pójściem na łatwiznę.
Oppenheimer nie stara się dociec, co może wywołać w ludziach takie bestialstwo. Ponadto film jeszcze należałoby przemontować. Spokojnie wiele niepotrzebnych scen można by wyciąć z korzyścią dla filmu.
Nie przy "Detektywie". Zauważ, że w Fukunaga nakręcił cały sezon, co jest ewenementem. On stworzył ten klimat – polecam wywiady i filmiki z planu, gdzie opowiada o tym, dlaczego wybierał przy kręceniu takie a nie inne warianty. Drugim takim serialem jest "The Knick", gdzie Soderbergh nakręcił cały sezon. W obu przypadkach reżyser zostaje jednocześnie producentem wykonawczym serialu i ma ogromny wpływ na styl.
Wiele osób krytykuje wybory obsadowe, argumentując, że oni nie zastąpią genialnego duetu z pierwszego sezonu. Jednak o aktorów się nie martwię. Na pewno lekką ręką nikt tych ról im nie dał, a faktycznie musieli się spisać w castingu. Mnie najbardziej martwi postać reżysera. O ile Fukunaga przed kręceniem "Detektywa" miał mało filmów w dorobku, ale za to artystycznie naznaczoną "Jane Eyre". O tyle filmy Justina Lina to zwykłe produkcyjniaki kręcone bez serca. Z szybkim montażem, płytko penetrujące psychologię postaci. Chyba że Nic Pizzolatto poczuł już się w produkcji tak pewnie, że na to stanowisko szukał pachołka, którym zamierza sterować.
Oglądać przez tyle czasu Matthew McConaugheya i Jessikę Chastain na ekranie to czysta przyjemność.
Nie ta droga? – Liczyłem na ten serial z paru powodów:
- akcja dzieje się w przeszłości,
- tytułowa Peggy w wykonaniu Hayley Atwell,
- zamówiona mała ilość odcinków.
Jednak po zapowiedzi tego serialu, jaką mogliśmy oglądać w "Agentach TARCZY 2×01", mam obawy. Mam nadzieję, że w nadchodzącym serialu Peggy nie będzie taką suką jak w tym odcinku, lecz wróci do swojego charakteru z "Pierwszego starcia".
Bardzo przeciętny pilot. Nie polecam.
Nie jest źle – Po zwiastunach spodziewałem się początku kolejnego słabego roku ABC. Jednak nieoczekiwanie postać graną przez Ioana Gruffudda da się polubić. "Forever" najkrócej można by określić jako nieśmiertelny "Mentalista". Byleby serial ten nie stał się natrętnym proceduralem, to nawet będzie dało się go oglądać.
Pilot nie wróży niczego dobrego – Słabe aktorstwo. Po pierwszym odcinku zapowiada się procedural. Nie znalazłem niczego, co by pomogło widzowi związać się na dalsze odcinki.
Słaba produkcja – Brak wyrazistych postaci. Brakuje ekscytujących relacji pomiędzy bohaterami. Do tego tanie wątki sensacyjne. Serial bez własnego stylu. Nie polecam.
Przeciętny – Niczym niewyróżniający się serial kryminalny. Fatalne obsadzenie Alfreda. Nie ma tutaj nic z poczciwego staruszka, a dano mu za to podejrzaną twarz Seana Pertwee. Nie zdziwię się, gdy się okaże, że to także Alfred spiskował, w wyniku czego Wayne’owie zostali zamordowani.
Proszę czekać…