Quagmire byłby szczęśliwy :)
Uważam, że Farrell pozytywnie zaskoczy. Taylor Kitsch, też niegdyś dobrze zapowiadający się aktor, po drodze się pogubił. "Detektyw" wskrzesi ich kariery. Co do Vince’a Vaughna to wielka niewiadoma. Jak historia pokazuje, aktorom komediowym trudno przełamać swoje emploi.
A jeśli chodzi o panie, to mam nadzieję, że nie wezmą Elisabeth Moss, bo to zbyt oczywisty wybór po miniserialu "Top of the Lake".
Trafiło w moje poczucie humoru – Wystarczy obejrzeć zwiastun czy spojrzeć na obsadę (Jenny Slate, Gaby Hoffmann), żeby wiedzieć, że to będzie historia o codziennym życiu z pozytywnie zakręconymi bohaterami. Oczekując na ten film, liczyłem na to, że to będzie najlepszy z sundance’owymi klimatami tytuł, jaki obejrzę w tym roku. Niestety, nim nie jest. Ale nie zmienia to faktu, że bardzo dobrze się go ogląda dzięki lekkim i zabawnym dialogom.
Od początku byłem przygotowany, żeby nie oczekiwać sensu, ale… Chciałem się dobrze bawić. Lecz niestety zbyt wiele w życiu już obejrzałem, żeby powiedzieć, że ciągła rozwałka i czerstwe one-linery w ich trakcie sprawiają mi zabawę.
Męczarnia – Co tu się rozpisywać 90% czasu trwania filmu to sceny akcji. Są męczące. Wszystko wiadomo jak się skończy. Brakuje emocji, postaci (robotów czy ludzi), z którymi można by się utożsamić i przeżyć tę przygodę. Irytują głupie żarty. Wkurzają mniejsze lub większe błędy – rozwaliło mnie, gdy Cade wyskoczył z windy, bo niby była za ciężka, choć mogła unieść 680 kg. Wynikałoby z tego, że Nasienie musiało ważyć ponad 300 kg. Jak oni to unieśli? Daję 2/10 tylko dlatego, że nietaktem byłoby niedocenienie katorżniczej pracy animatorów i speców od efektów wizualnych.
PS: Koleś, chcąc wyplenić roboty z Ziemi, wchodzi w układ z innymi (nieznanymi) robotami. Cóż to za kretyński pomysł?!
Faktycznie. J. J. Abrams i Doug Dorst "S.". Dzięki ;)
No cóż… – Lubię wielowątkowe filmy. Lubię także filmy niedopowiedziane, które zmuszają do interpretacji po seansie. Ale nie lubię jednego – gdy twórca traktuje odbiorcę jak kompletnego idiotę. Scenarzysta Paul Haggis to nie Guillermo Arriaga, a reżyser Paul Haggis to nie Alejandro González Iñárritu. Nic w tym filmie nie trzyma się kupy. Oczywiście, jak to można było przewidzieć, pod koniec historie zostają spojone (już w trakcie trwania filmu były drobne zwiastuny tego), ale nie to mnie najbardziej irytuje. Otóż, każdy wątek rozjeżdża się w swojej własnej przestrzeni narracyjnej. Postacie są tak wyprute z jakiegokolwiek zarysu psychologicznego, że każda podjęta przez nich decyzja woła o pomstę do nieba.
Liam Nesson niech lepiej wraca ratować ludzi w statku kosmicznym, w łodzi podwodnej, czy gdzie tam jeszcze nie ratował. Scena erotyczna z jego udziałem i Olivki Wilde jest fatalna. Próbuję sobie przypomnieć, czy widziałem kiedyś gorszą scenę seksu. Może widziałem, ale nie zmienia to faktu, że na tej konkretnie się uśmiałem. Parodia. Haggis z filmu na film ma coraz słabszą obsadę, no w następnym akcie przyjdzie mu chyba kręcić produkcję z udziałem Stalone’a, Arnolda i spółką.
zamiast oceny stawiam [*]
Pewnie Fredrik Bond chciał, żeby za spaleniem Londynu stali szkoccy nacjonaliści :D
Czy naprawdę ktoś wierzy, że w filmie wyświetlanym w kinach Deadpool będzie mówić "Fuck me"? Ciężko tę scenę nazwać testową :)
Wiadomo już do czego ten teaser?
Proszę czekać…