Nigdy za gościem jako muzykiem nie przepadałem. Nie wiem z czego wynika ta cała legenda wokół klienta, chyba z tej przedwczesnej śmierci. Nie lubię gangsta i tyle, ale muszę przyznać, że w filmach które widziałem, prezentował się jako aktor nieźle a nawet dobrze. Zdecydowanie lepszy aktor niż muzyk. Stad średnia ocena sześć.
Trzymam kciuki za Paramount. Niech im się powiedzie i pogonią tą szmirę platformową. Zaskoczony jestem mocno stanowiskiem Trumpa. Może to jest jeden z nielicznych dobrych stanowisk tego gościa.
A Paul Cicero przestrzegał młodziaka…. Niesamowite spektrum drogi do coraz większych pieniędzy i władzy. Mam wrażenie, że brutalniejszy niż Ojciec Chrzestny. Mafia też trochę ostrzej pokazana. Ale jednak OC to OC. Dlatego tylko 9/10 ze wskazaniem na 9+. Może po kolejnym obejrzeniu. Nie uwłaczając wszystkim tam grającym (rewelacja) to Liotta zwyciężył pod względem aktorskim. Zdecydowanie jego rola życia! A w ogóle to kultowy film dla mnie bez dwóch zdań.
Film jest niezły, ale to ćwiczenie rekrutów jest mocno przesadzone, chyba dla samego filmu. Już to widziałem w filmach o szkoleniu wojaków itp. Ja wiem, że chodzi o nakręcanie dramaturgii i w ogóle. Może w Stanach tak jest. W Polsce chłopaki z Ochotniczej dają sobie radę bez takich ćwiczeń. Przerysowane. Masa patosu i dialogów typu"Synu…"
Nijaki film, jakich wiele. Renée Zellweger jakoś próbuje ratować, jest urocza jak zawsze, ale całość jest bardzo przeciętna. Taka sobie historia i tyle, bez polotu.
Nie ukrywam, że nie do końca za tym serialem całościowo przepadam, ale ten odcinek jest super. Cała ta sprawa z obrazami Kusego i symulacją choroby proboszcza to jest dobry myk. Pojawia się menedżerka. :)
Ja na początku też miałem uczucia mieszane, dopóki nie zajarzyłem konwencji Smarzowskiego. Jest mistrzowska po prostu. Te ciągłe powroty do starych czasów i do współczesnego córki wesela biznesmena, a wszystko powiązane osobą dziadka, jest znakomite. Wychodzi polskie piekiełko i brak zrozumienia historii. Cała obsada na wielki plus, ale Więckiewicz pokazał swoją wielką klasę. Tylko na plus.
Takie pomieszanie gry w pokera z życiem, czasami traktowanego jak gra. Nawet nieźle się ogląda. Niestety jakoś tak bez polotu. Poza tym ja nie specjalnie przepadam za filmami gdzie poker jest głównym tematem. Nie do końca mnie wciągnął. Faktycznie, że Eric Bana nie za bardzo pasuje do swojej roli, Duvall i Barrymore na swoich poziomach. Największym atutem jest końcowy turniej pokerowy.
Klasyczny western z Johnem Waynem. Dziki Zachód, Apacze, kobieta i romans. Do tego kowboj wychowany wśród Indian. Co ciekawe w dialogach dużo przemyśleń filozoficznych. Fajnie się ogląda.