Artur

@Darth_Artur

Aktywność

Konkurs zakończony: Zobacz Czarną owcę

heh, dzięki:-p Pierwszy raz od daaaawna coś wygrałem:D

Żołnierze kosmosu (1997)

Dark City już jakiś czas temu obejrzałem, też mi się podobał. A tego drugiego nie znam, może obejrzę. Ale generalnie nie przepadam za thrillerami czy horrorami w klimatach s-f. Chyba tylko Event Horizon mi się podobał z takich filmów, no i Alien… ale z innych powodów niż ten watek thrillerowy.

Harry Potter i Książę Półkrwi

Trailer nawet niezły, skupiony głownie na postaci Voldemorta. Jestem ciekaw jak duża część samego filmu będzie poruszała ten wątek.

Żołnierze kosmosu (1997)

Służbę w sensie służbę:-p Właśnie to ze w wojsku ma się kumpli i łatwo awansować. Ze jest się szanowanym. I w ogóle ze jest się z tego co pamiętam "citizenem".
W tym rankingu on dość nisko jest, ale ja ten ranking bardziej traktowałem jako spis filmów, niż jakaś klasyfikacje. Ale ST był zaraz NAD Donnie Darko… to myślałem ze to ma jakieś znaczenie… ale jednak nie:-p bo DD to mało jaki film może pobić:-) Generalnie tylko częściowo się z nim zgadzam, ale generalnie dużo filmów jest w nim dlatego mi się podoba:-D
a to link:
http://home.austarnet.com.au/petersykes/topscifi/lists_film.html

(jeśli ktoś nie oglądał a to czyta to w tym momencie niech przestanie bo będzie spojlerowo)

Ten "ambitny" motyw, dlatego jest cudzysłów bo to jakieś wielkie by nie było, ale dość fajne. Tych troje początkowych bohaterów obiecało sobie że niezależnie od sytuacji na zawsze pozostaną kumplami. Potem się rozdzielili, Ibanez rzuciła tego Rico. Później ten ziom co był telepatą został kimś tam ważny i posłał oddział Rico na śmierć, o czym się Rico zresztą dowiedział. W tym momencie, wyglądało jakby ich przyjaźń miała się rozpaść całkowicie. A w miedzy czasie Rico zdobywał nowych przyjaciół, którzy potrafili oddać za niego życie. Ibanez sie zakochała w tym tam innym ziomie. No a potem połowa umarła, a tamci znowu byli przyjaciółmi. No Kurde… to był genialny materiał żeby pokazać że przyjaźń w obliczu wojny wygląda zupełnie inaczej, że takie przysięgi dawane sobie w normalnych czasach biorą w łeb jak nad ludźmi wisi ryzyko śmierci. Jeszcze moment w którym obejrzałem ten film jakoś zbiegł się z moimi rozmyślaniami na temat wojny (wywołanymi jakimiś programami w TV chyba).
I to mi się nie podobało, że oni odeszli pod rękę, jakby nigdy nic. Nie lubię takich happy endów:-p

Żołnierze kosmosu (1997)

Chodziło o to jak pokazywali samą służbę, a nie o te filmiki. Główny bohater miał tam masę dobrych kumpli, takich naprawdę oddanych – fajna była ta scena jak sobie razem dziary robili. Albo to, że pomimo iż był raczej średnio mądrym człowiekiem strasznie szybko awansował.
A co do efektów, to robaki były nawet nie najgorsze, ale reszta wyglądała jak o 20 lat starsze gwiezdne wojny. Jak się porówna np. z o tylko dwa lata młodszym matrixem to wypadają słabo.
A gra aktorska, no daj spokój… ta cała Ibanez (fajne nazwisko zresztą:p) totalnie plastikowa postać…

Ja od jakiegoś czasu jestem na etapie oglądania filmów s-f, a ten film znalazłem na jakiejś liście top 100 sf, na której pierwszym filmem był Blade Runner. Zatem nie spodziewałem się, że to tego typu kino. Gdyby tu na fdb.pl Twój komentarz był wcześniej to bym filmu pewnie nie obejrzał:-p Bo już w nie jednej dyskusji udowadnialiśmy sobie że mamy totalnie inny gust. W ogóle tak myślałem że tu coś od siebie napiszesz:-p No ale dobrze że są oceny zupełnie innych ludzi, wtedy można się więcej o filmie dowiedzieć.

Jeszcze, w tym filmie mógł być jeden "ambitny" motyw, ale skopali pod koniec go.

Żołnierze kosmosu (1997)

5/10 – Film w stylu, zaciągnij się do wojska, będzie fajnie.
A tak serio to nie jest to film który się na długo zapamiętuje, o ile nie jest się małym chłopcem. Dużo strzelania, generalnie scen batalistycznych, nie do końca przemyślanych zresztą. Gra aktorska na raczej średnim poziomie. Jedyne co my się podobało to pokazanie relacji między żołnierzami – przyjaźnie, konflikty itp. można by te wątek bardziej rozwinąć i był by nawet niezły film. No ale to kino raczej nakierowane na rozrywkę, więc głównie chodzi o młucę.
5/10 (za koedukacyjny prysznic:-p)

Gwiezdne wojny: Część III – Zemsta Sithów (2005)

Ta, Grievous mnie totalnie zawiódł po tym co stworzył Tartakowski. Miałem nadzieje że to będzie maszyna do zabijania, że pokażą w filmie taki pojedynek jak był w kreskówce. W ogóle swojego czasu w necie krążyła plotka ze Grievous to przywrócony do życia Darth Maul:-) Mało to rzeczywiste było już wtedy, ale fajna opcja nawet:-)

A Lucas to może i ma pomysły, ale mu za bardzo do głowy efekty komputerowe uderzyły. Bardziej się przejmuje jak efekty będą wyglądać, niż treścią filmu.

A dla mnie zawsze był i zawsze będzie najlepszą częścią Powrót Jedi.

Gwiezdne wojny: Część III – Zemsta Sithów (2005)

> Adam Siennica o 2008-07-28 09:08:09 napisał:
>
> To nie było tak jak piszecie. Na początku miał być to serial telewizyjny,
> ale w trakcie pisania scenariusza troszkę była olbrzymia ilość materiału,
> więc zdecydował się podzielić to na 9 części kinowych.

A to nie było tak ze on chciał jeden film nakręcić i mu za dużo wyszło? I dlatego zrobił 3, a prequelową trylogie później wymyślił. I jedyna wspólna rzecz z tym co wymyślił niedawno z tym co wymyślił w latach 70 to postać Mace Windu, który to na początku miał w kantynie komuś tam opowiadać historie jedi bendu (czyli to co zdarzyło się w starej trylogii… tzn prawie… bo wtedy był jeszcze starkiller a nie skywalker itp.).

> HawkEye o 2008-07-28 10:44:44 napisał:
>
>"Zemst Sithów" zaś dla mnie stała się wielkim filmem od momentu potyczki Windu z Palpatinem

Takie samo odczucie mam. No ale trzeba przyznać ze od tego momentu to był naprawdę wielki film… dzieło.

I muszę się zgodzić że jak się ogląda po kolei filmy, to zupełnie inaczej się je odbiera, szczególnie właśnie postać Vadera.

Gwiezdne wojny: Część III – Zemsta Sithów (2005)

Kiedyś części 4-6 funkcjonowały jako 1-3, ale pewnego dnia Lucas stwierdził że ma mało kasy, ale nie ma pomysłu na film co by mu kasę przyniósł, więc odgrzał stary kotlet. Zrobił prequelową trylogię a starą przerobił na 4-6.

Klip z Gwiezdne Wojny: Wojny Klonów

Nienawidzę NEJ:-p To już prawie nie są gwiezdne wojny, to bardziej star craft:-p zwłaszcza te całe vongi czy jak im tam:-p
A skoro Ewan McGregor mógł zastąpić Aleca Guinnessa, to w następnej trylogii mogli by zagrać inni aktorzy. Było by ciężko się przyzwyczaić na początku, ale potem pewnie dali by radę:D Choć było by to duże wyzwanie. Ale cholernie chciałbym zobaczyć np. bitwę o flotę katańska.

Proszę czekać…