Dawid Burdelak

@dawidek98

Aktywność

Akira (1988)

Tak, dla nich Akira stała się religią – czymś na kształt naszego chrześcijaństwa. Mają swojego Jezusa Chrystusa.

Akira (1988)

Potwierdzam, zgadzam się.

Akira (1988)

Bardzo dobre, a zarazem pełnowartościowe anime. Skojarzenia z "Łowcą androidów" nasuwają się same: Shotaro Kaneda to Roy Batty, Tetsuo Shima to Rick Deckard, a Kaori to Pris Stratton. Było tak naprawdę mnóstwo nawiązań do klasyki, natomiast na pierwszy plan wysunął się "Blade Runner" w reżyserii Ridleya Scotta. A doktorem może być Rutger Hauer. Jestem fanem cyberpunku oraz fantastyki naukowej, także seans "Akiry" był dla mnie wyjątkowym, niezapomnianym, a zarazem mistycznym przeżyciem. Akira to wielka moc, która tworzy kosmos i wszystko, cokolwiek człowiek zna. Jestem też głodny oryginalności, niepowtarzalności, a zarazem wyjątkowości – to wszystko dostałem oglądając film o wcześniej wspomnianym przeze mnie tytule. Muzyka Geinora Yamashigoumi idealnie wpasowała się w klimat, tematykę dzieła, a zarazem tego, czego byliśmy świadkami na ekranie. Mało kto wie, że Canal+ kilka razy go puszczał w latach dziewięćdziesiątych na swoim kanale. 8/10

Władcy ognia (2002)

Zdjęcia fajne, ale film raczej przeciętny. Nasza Izabella Scorupco nawet nieźle daje sobie radę.

O-bi, O-ba. Koniec cywilizacji (1984)

Niestety "wykonawstwo" Szulkina, jak zwykle jest ordynarnie tragiczne! Aczkolwiek w tym filmie można się doszukać odniesień do PRL’owskiej rzeczywistości, istoty człowieczeństwa, wiary oraz śmierci – ale nie tylko. Pod tym względem film nie jest zły (mam na myśli główną kanwę filmu). Podobał mi się wątek z chłodnią – lodówką, która według szalonego pomysłu miała posłużyć jako schronienie, gdy zawali się kopuła. Pomysł z zamrożeniem kobiet (niczym mięsa w zamrażalniku) na czas oczekiwania na ratunek i przybycie arki – też było niezłe. Męczą niestety infantylne dialogi, a w pewnych momentach nawet gra aktorska – przykład: "przerażenie" Stuhra (Soft), gdy widzi jak jego partnerka spada z liny… O bójce z Niemczykiem (Zadbany) już nie wspomnę. 4/10

Agent nr 1 (1971)

Karol Strasburger w swojej pierwszej głównej roli się sprawdził na medal. Piotr Fronczewski w podwójnej kreacji: więźnia Belińskiego i "Charliego", oficera brytyjskiego w klasztorze też wypadł pierwszoligowo. To się nazywa niesamowity traf: przed 25 rokiem życia zostać polskim aktorem z najwyższej półki. Ale na swoje opus magnum Zbigniew Kuźmiński musiał jeszcze poczekać piętnaście lat (dla niewtajemniczonych, chodzi o serial "Nad Niemnem"). Bardzo mi się podobała scena, kiedy to główny bohater wysadził kompleks pojazdów na tle greckiego Akropolu i Morza Śródziemnego i uciekał ile sił w nogach, doznając poparzeń trzeciego stopnia wskakując do wody. Polskich filmów, które zostały nakręcone w Atenach – stolicy Grecji można policzyć na palcach jednej ręki. I za to leci dodatkowy plus: 7/10.

Oppenheimer (2023)

Ja też. A jeśli chodzi o filmografię Christophera Nolana, to ja zawsze 1000 razy bardziej będę polecał każdemu "Memento". Bo to naprawdę rewelacyjny film, który trzyma w napięciu, a nie takie nudy jak "Oppenheimer".

Oppenheimer (2023)

Dla mnie Robert Downey Jr. akurat wypadł najjaśniej z całej obsady "Oppenheimera". Natomiast co do reszty, pełna zgoda – mnie też nie powalił na kolana. W zasadzie z życiorysu ojca bomby jądrowej zamiast wymagającej wysiłku intelektualnego rozrywki uczyniono opowieść płytką, miałką i banalną jednocześnie.

Oppenheimer (2023)

Świetny Robert Downey Jr. Jednakże, pod względem nagłych przeskoków i ciągłych zmian wątków, nie pozwalał mi się cieszyć pełnią scenariusza. Techniczna realizacja tych "cięć" i "wrzutek" była momentami aż nadto frustrująca. Do "Memento" dużo chętniej będę wracał, bo to moim zdaniem opus magnum Christophera Nolana.

Zwykli ludzie (1980)

Nawet, gdyby człowiek był z pozoru najszczęśliwszym człowiekiem na świecie, to i tak wszystko co kocha pewnego dnia go opuści – i o tym opowiada właśnie film Roberta Redforda "Zwyczajni ludzie". Bardzo mi się podobała gra aktorska Donalda Sutherlanda i Timothy’ego Huttona, którzy to grają ojca Calvina i syna Conrada idealnie proporcjonowanych. Na rodzinę spada coraz więcej nieszczęść, ale obaj próbują się z tym uporać i żyć dalej. Podobały mi się sceny na pływalni, jak jeden z bohaterów gra w golfa i końcowa, jak Calvin tłumaczy Conradowi, że mama wyjechała do Houston podczas gdy w rzeczywistości popełniła samobójstwo tnąc sobie żyły. Smutne, ale prawdziwe kino godne polecenia wielbicielom oscarowych produkcji, które kiedyś miały w sobie znacznie większą wartość, aniżeli w dzisiejszych czasach. 8/10

Proszę czekać…