@dawidek98
Bardzo dobre kino z niezapomnianymi rolami Yvesa Montanda, Charlesa Vanela i Folco Lulliego. Niesamowicie trzyma w napięciu, scena wybuchającej ciężarówki z nitrogliceryną, do której przyłożona została laska dynamitu zawierająca trotyl została później parodiowana i powielana w wielu filmach przygodowych i westernach. A jak na końcu wszyscy tańczą do "Nad pięknym modrym Dunajem" Johanna Straussa i kierowca ciężarówki po prostu ginie, to już prawdziwa szkoła przetrwania. Bardzo mądre przesłanie zawiera ten film, że czegoś trzeba się bać i lęk oraz bojaźń są naszymi prawdziwymi przyjaciółmi, jeżeli chodzi o emocje przez całe życie. Fajnie mi się oglądało to francusko-włoskie kino drogi, a jak Mario przedzierał się przez błoto to z ekranu wylewała się autentyczność i walka o dożycie następnego dnia. Kino, które doskonale angażuje wszystkie nasze zmysły. 8/10
Bardzo dobre kino ze stajni Wolfganga Petersena, chyba najlepszy jego film. John Malkovich, Clint Eastwood i Rene Russo stworzyli niezapomniane aktorskie trio. Widowiskowe sceny obrony wieżowca w windzie i puszczenie czarnego charakteru – Mitcha Leary’ego granego przez pierwszego wymienionego przeze mnie aktora na śmierć okazało się prawdziwym strzałem w dziesiątkę! Muzyka Ennio Morricone z początku wydawała mi się cholernie znajoma (serial "Ośmiornica" się kłania!). Szef amerykańskich służb specjalnych, Frank Horrigan grany przez Clinta Eastwooda też jest niesamowicie charyzmatyczną postacią, która stąpa twardo po ziemi i próbuje jak najszybciej wyjaśnić zabójstwo Johna Fitzgeralda Kennedy’ego. Jedyne, co mi się nie podobało to to, jak Frank Horrigan idzie z Lilly Raines na schody budynku znajdujące się na przeciwko waszyngtońskiego Kapitolu i ta zaczyna się do niego tulić. Przesłodzone aż do porzygania outro. Tfu! Tak to naprawdę jestem zadowolony z seansu i nie żałuję tych spędzonych godzin przed ekranem monitora. 8/10
Dla mnie "Pi" lepsze, jeżeli chodzi o reżysera Darrena Aronofsky’ego. Tamten film rzeczywiście mnie powalił na kolana.
Cała przyjemność po mojej stronie. Równy tydzień temu się dowiedziałem, że istnieje taki fajny film.
Rewelacyjne fińskie kino wojenne. I pomyśleć, że przed tym filmem z Finlandii nie kojarzyłem kompletnie nic, aż tu nagle tata i mój sąsiad polecili kompletną perełkę skandynawskiego kina. "Wojna zimowa" imponuje do dziś rozmachem, aktorstwem, muzyką, scenami batalistycznymi czy kostiumami. Ponad trzy godziny trwa, a minęło mi dosłownie jak z bicza strzelił. I jak tu pisać, że współczesne filmy są fajne?!