@dawidek98
I tak Ci ludzie mieli w sobie większą moralność aniżeli bohaterowie "Wilka z Wall Street" Martina Scorsese. Bud Fox (Charlie Sheen) zrozumiał doskonale, że przegrał wszystko i musi zaczynać od nowa. Końcówka naprawdę zmusza do myślenia.
Dla mnie życiówką Charliego Sheena jest druga część "Hot Shots", kiedy to spotyka się na rzece ze swoim ojcem, Martinem i mówią do siebie nawzajem: "Byłeś świetny w Wall Street!".
I tak Charlie Sheen lepiej zagrał od tej całej Daryl Hannah – widać było, że się męczyła wypowiadając niektóre kwestie. Niezbyt imponująca kreacja.
Ja bardzo lubię Michaela Douglasa – obejrzyj sobie "Upadek" Joela Schumachera, a stwierdzisz że tam zagrał genialnie. I nie pisz, że jest inaczej.
Oliver Stone stworzył kolejny bardzo dobry film – Michael Douglas jako Gordon Gekko wypadł rewelacyjnie. Bardzo mi się podobał w tej roli i uważam, że to jest jego najlepsza rola zaraz po Williamie Fosterze w "Upadku". Martin i Charlie Sheenowie jako Carl i Bud Fox zagrali też bardzo dobrze, natomiast nie mogę tego samego napisać o Daryl Hannah jako Darlen Taylor. Uważam, że tak sobie zagrała i widać było w niektórych scenach, że chciała mieć wypowiadane kwestie jak najszybciej za sobą. W pełni zasłużony Oscar za najlepszą rolę dla Douglasa. To jest jeden z najlepszych aktorów, z jakimi miałem przyjemność się kiedykolwiek zapoznać. Uważam, że w dzisiejszych czasach tak dobrych filmów jak ten, jest jak na lekarstwo. Gorąco polecam jako odtrutkę lub skalę porównawczą dla "Wilka z Wall Street" Martina Scorsese. Bardzo dobre kino, któremu z czystym sumieniem wystawiam notę 8/10.
Gong Li super zagrała, lecz film jedynie poprawny. Podobała mi się historia tytułowej szanghajskiej triady, która zostaje przeniesiona do lat trzydziestych XX wieku. Bardzo fajnie wypadły też sceny, kiedy to główna bohaterka śpiewa z estrady prosto dla publiczności. A Li Baotian jako Tang, szef triady wypadł zaledwie dobrze. Tak samo Wang Xiaoxiao jako Shuisheng. Od aktorstwa jednak jeszcze lepsze są zdjęcia, za które film zasłużenie dostał nominację do Oscara. Coś obłędnego! Bi Feiyu oraz Li Xiao udowodnili tym filmem, że są utalentowanymi scenarzystami. Jestem pod coraz większym wrażeniem chińskiej kinematografii i mam nadzieję, że w moim życiu jeszcze czymś ona mnie zaskoczy. Zhang Yimou wielkim reżyserem jest. I nie parafrazuję tutaj książki "Ferdydurke" Witolda Gombrowicza. 7/10
Idealne domknięcie serii "Dawno temu w Chinach", które jest najbardziej plenerowe ze wszystkich części. Mamy tutaj aż dwa kontynenty i kraje – Chiny i Stany Zjednoczone. Jet Li jako Wong Fei-Hong sprawdza się w swojej roli po powrocie wprost rewelacyjnie. Rosamund Kwan jako ciotka Yee bardzo dobrze gra, widać chemię między głównym bohaterem a nią samą. I jeszcze walki. Nie leją się bez przerwy, jak to mają w zwyczaju w poprzednich odsłonach tego cyklu, ale i tak mamy końcowe starcie z amerykańskim oprychem żywcem wyjęte prosto z westernów. Jedna z początkowych scen napadu na dyliżans niejako zapowiada, z jakim połączeniem gatunków będziemy mieli do czynienia. Gorąco polecam obejrzeć każdemu miłośnikowi dalekowschodniego kina filmy z serii "Dawno temu w Chinach", w których bryluje Jet Li. 7/10