@jacks
Efekciarsko, ale wtórnie – Zaliczyłem seans w 3D i muszę przyznać, że sam efekt robi wrażenie, widoki naprawdę dają radę. Jest to typowa amerykańska produkcja, czyli mamy tu oklepany wątek miłosny między niewolnikiem, a dziewczyną z wyższych sfer, złego bohatera, który jest odpowiedzialny za śmierć bliskich, no i oczywiście niezwyciężonego herosa, który nie boi się śmierci, a ta trzyma się od niego z daleka. Osobiście nie mam nic do tego typu sztampy o ile jest zrobiona z głową.
Fabularnie przymykam oko na przewidywalność, ale bardzo raziły mnie gry aktorskie obsady – sam Kit Harington, Adewale Akinnuoye-Agbaje oraz, łudząco przypominający aktorsko Gerarda Butlera, Sasha Roiz wypadli ok i pasowali do swoich ról, jednak udział Emily Browning, Carrie-Anne Moss, Jareda Harrisa i (chyba najgorszy) Kiefera Sutherlanda to totalna porażka. Mają oni tak charakterystyczny dla siebie sposób grania, że w ogóle nie odnosi się wrażenie czegoś oryginalnego – na pewno świeże twarze lepiej wpłynęłyby na ocenę całości.
Nie mógłbym wspomnieć zakończenia, które nawet fajnie wyszło (nie chciałbym tu spoilerować), ale ostatnie sceny przed napisami można by spokojnie wyciąć, bo wyszło dość cukierkowo i było po prostu niepotrzebne. Całości daję solidną 7, ale pewnie tylko dlatego, że efekciarskie kino tego typu trafia w moje gusta. Zagorzali fani kina niezależnego na pewno skarcą mnie za tą ocenę ;)
OMG, pierwsze wrażenie nie jest dobre…
Faktycznie z sezonu na sezon było gorzej, jednak był to chyba pierwszy serial o superbohaterach, który się wtedy pojawił i nie opowiadał o postaciach z Marvela czy DC (i nie był animacją), stąd też mam do niego sentyment. Do miniserialu pewnie zajrzę z czasem, ale specjalnie nie czekam.
Jak nie strzelą sceny podobnej do tej z lodówką to już połowa sukcesu ;)
Świetna grafika trafiła do sieci:

Mnie akurat wiek najmniej martwi, bo można zrobić coś dobrego również z podstarzałym aktorem. Samo Królestwo Kryształowej Czaszki było po prostu słabym filmem i ważne żeby nie poszli w kierunku Szklanej pułapki i jej miernych kontynuacji. Pierwsze produkcje Disneya (czy to Indiana Jones czy Star Wars) pokażą w jaką stronę zmierza z nimi studio.
Jeden z niewielu, których filmy były wyjątkowe i do których można wracać bez oporów. Wielka strata.
Ha! Ale dowaliłem :) Nie wiem skąd miałem takie przekonanie w głowie… :P
Kiepskawo to wyszło – Obejrzałem ze względu na udział Lucasfilm w produkcji, ale szczerze mówiąc film to żadna rewelacja. Akcja od samego początku, ale przez jej nadmiar brak jakiegoś spokojnego wyjaśnienia całej fabuły; aktorstwo mocno kuleje, Howard aż za bardzo chce dobrze wypaść przez co przekolorowuje swojego bohatera, Oyelowo również za bardzo się stara i miejscami jest to męczące. Daję 5/10 i raczej nie polecam.
Piękna muzyka – Idealny przykład filmu, w którym zwiastun jest lepszy niż cały obraz. Samemu filmowi brakuje "tego czegoś" choć całość ratuje świetna muzyka, niezłe efekty specjalne i parę gagów (te też śmieszniej wypadły w zwiastunie). Dobry debiut reżyserski Stillera, ale spodziewałem się znacznie więcej. 7/10
Proszę czekać…