SPOILER
Dlatego wziąłem nagroda w cudzysłów. Stało się coś czego nikt nie planował, czego aż do końca nie chciał sam Stevens i o czym nikt nie wie bo linia czasowa została zmieniona (no chyba, że Goodwin domyśla się czegoś z maila). Tak jak Stevens napisał w mailu, naukowiec który wymyślił Source Code nie zdawał sobie sprawy z tego co naprawdę dzieje się ze świadomością uczestnika po wykonaniu zadania.
SPOILER
Sądzę tak jak Vivaldi, Stevensów jest teraz dwóch, tak samo jak np w Powrocie do przyszłości 2 w 1955 roku mamy dwóch Marty’ch McFly’ów i dwóch Emmetów Brownów. Niejako "nagrodą" za wykonanie zadania jest nowe życie dla Stevensa w ciele innej osoby, w końcu może się okazać, że na świecie będą żyły dziesiątki Stevensów nie zdających sobie sprawy ze swojego istnienia.
Co do tego odbicia w lustrze to mamy identyczny zabieg jak we wspomnianym wcześniej "Zagubionym w czasie", moim zdaniem rzeczywiście ułatwia to widzom seans i jest to słuszny pomysł.
Fantastyczna scena w samochodzie! Świetna kampania reklamowa, ale czy do listopada nie wystrzelają się z pomysłów?
> Vivaldi o 2011-06-18 11:48 napisał:
> 1. Jak już coś ratują, to w przypadku tego filmu jest to tylko Ameryka. No
> chyba, że większośc widzów przeprowadza równanie na zasadzie USA = Świat, ale to
> wtedy absurd jest.
W pełni się zgadzam, skoro akcja dzieje się w Ameryce i jest to film amerykański to kto ma ją ratować? Polscy imigranci? Zresztą jeśli dobrze pamiętam nie ratują całego świata, całego USA, tylko samo Chicago.
> nie tak
> jednoznaczny jak może się wydawać na pierwszy rzut oka.
SPOILER
Tutaj również celna wypowiedź, bo w końcu Stevens tak naprawdę "zabija" niewinnego nauczyciela historii i rozpoczyna nowe życie w jego ciele oszukując zakochaną w nim kobietę.
Chyba każdy kto pamięta "Na południe" jest podobnego zdania. Szkoda, że Paul Gross nie zrobił większej kariery.
Utwór rzeczywiście nie pasuje, ale sam zwiastun wygląda całkiem nieźle. Może Conan jednak wygra bitwę w amerykańskich kinach?
Oglądalność była tak zła, że nie było na co czekać.
Dzięki, choć to nie do końca moje. Gdzieś już czytałem porównanie tej charakteryzacji do charakteryzacji stosowanej przez ZF Skurcz (tych od "Bułgarskiego pościgu") i bardzo spodobała mi się ta myśl :)
3/10 – John Carpenter chyba przespał na swoim ranczu ostatnie klika lat, bo największą wadą tego filmu jest to, że…po prostu został on już kiedyś nakręcony. I nie chodzi tu wcale o bardzo tanie, nudne i powtarzalne chwyty mające sprawić aby widz podskoczył w fotelu a których powinien się wstydzić jeden z nestorów kina grozy, ale o końcówkę.
Zakończenie jest po prostu plagiatem pewnego dość znanego thrillera który kilka lat temu zarobił w kinach całego świata 90 mln$ przy 28 mln$ budżetu. Sukces więc był spory a obsada znana, więc wydaje się, że Carpenter powinien widzieć ten film. Tymczasem doświadczony reżyser wychodzi tu niczym Tim Robbins pokazujący w "Hudsucker Proxy" rysunek koła i próbujący przekonywać, że to wielki wynalazek. O ile okazało się, że Robbins wynalazł hula-hop to Carpenter nie wynajduje niczego, zakończenie kompletnie nie pasuje do reszty filmu.
Mały plus jedynie za Amber i za "córkę Teda".
Świetny wybór, Crowe to charyzmatyczny aktor potrafiący wzbudzić zarówno respekt jak i sympatię widza dzięki twarzy australijskiego rolnika przygrywającego wieczorami w dusznym barze.
Proszę czekać…