Bardzo stylowy, trochę przypomina jeden z plakatów do Super 8 Abramsa. Ale na kolana nie rzuca.
Oby był lepszym reżyserem niż aktorem :)
No cóż, Butler miał ledwie 2 lata temu klapę filmu o surfowaniu. Chasing Mavericks zarobiło 6 mln$ przy budżecie w wysokości 20 mln$. Być może agent aktora wreszcie postawił na swoim.
Podejrzewam, że moją reakcją na ten serial będzie "wywaliłbym wszystkich dziecięcych bohaterów i skupił się tylko i wyłącznie na Gordonie". Zwiastun znajduje się gdzieś pomiędzy fanowską produkcją a telewizyjnym Nolanem.
8/10 – Dlaczego ten film jest kompletnie zapomniany? Jeden z najlepszych obrazów o tej tematyce jaki widziałem, wspaniały klimat z Sundance, oraz jeszcze lepsze role Vincenta D’Onofrio i Marisy Tomei. Mały, wielki film ze świetnymi dialogami i fajnym cameo Anthony’ego Michaela Halla, film który udowadnia, że aby poruszyć wątki fantastyczne nie potrzeba ogromnego budżetu, a jedynie intrygującego, trzymającego w napięciu pomysłu.
5/10 – Remake najlepiej wychodzi w tych momentach kiedy nie próbuje korespondować z oryginałem, dlatego zdecydowanie najsłabsze są wstawki z Samuelem L. Jacksonem. Silą się na mruganie do starych fanów, rozbijają konstrukcję filmu, łopatologicznie podsuwają widzowi wnioski, pokazując kto w tej grze jest tym złym (korporacja i jej sługusy), a kto dobrym (Oldman, Grenier).
Całość to strasznie generyczne narodziny postaci, w stylu mocno charakterystycznym dla ekranizacji komiksów. Nowa wersja odrzuca motyw kina zemsty i podchodzi do tematu pod kątem narodzin superbohatera. I to się chwali, szkoda, że roli kompletnie nie udźwignął Joel Kinnaman, jego RoboCop jest tak przeźroczysty, że czekałem aż ktoś zadzwoni po "Pogromców duchów". Na plus można zaliczyć dobre efekty specjalne, położone jednak przez przeciętną reżyserię i choreografię scen akcji. Nawet takie zdawałoby się efektowne motywy jak akrobacje na motocyklu, czy zderzenie policyjnego samochodu z wielkim mechem są pokazane jakoś bez większego polotu.
Część spoilerowa
Właściwie film pozostawia wrażenie, że jedyną "RoboCopa" jest super celność strzału i baza danych. Robo musi spać jak każdy glina, odczuwa ból jak każdy glina (chociaż nie ma tutaj konsekwencji, raz kuli się po każdej serii z automatu, raz odstrzeliwuje sobie rękę bez mrugnięcia okiem), można go bez większego problemu zniszczyć, co zresztą prawie się udaje. Postać Wellera miała w sobie coś mocarnego, była synonimem nieuchronnej kary, której nie do końca straszne były wybuchy i serie naboi.
Kilka pomysłów jest tutaj naprawdę fajnych, ale nie gra w odpowiedni sposób. Na przykład odzyskiwanie człowieczeństwa poprzez patrzenie na własną śmierć, procentowe analizowanie emocji na zdjęciu swojego dziecka, nawet zewsząd chwalona scena "striptizu" pozostawia pewien niedosyt.
Zabawne, że Oscar Isaac i Adam Driver śpiewali wspólnie w "Inside Llewyn Davis", że nie chcą lecieć w kosmos :)
Szkoda, że nie dane mu było nacieszyć się zasłużoną emeryturę, szkoda, że wcześniej choroba uniemożliwiła mu powrót w chwale, po nie ukrywajmy, kilku chudych latach. Niesamowite, że aktor o takich warunkach fizycznych mógł być główną gwiazdą dwóch superprodukcji (70 mln$ na Królika Rogera i 42 mln$ na Mario Brosa robiło w swoich czasach spore wrażenie). Hollywood to jednak naprawdę Fabryka Snów.
Wygląda jak "Ultimate Sundance Movie" :) Spodziewam się oceny w przedziale 8-10 i jednego z najlepszych filmów tego roku.
Mam nadzieję, że nie potwierdzi się informacja o trzech 30-minutowych scenach, szkoda tak barwnej i niejednoznacznej biografii w rękach reżysera z tak wielką wyobraźnią wizualną, na taką formę.
Proszę czekać…